Reklama

Krzysztof Wasilewski na zawsze w naszych myślach - wspominamy Szefa i przyjaciela

23/02/2023 10:00

Dziś pożegnamy Krzysztofa Wasilewskiego - Szefa, jak wiele osób o Nim mówiło. Nauczyciela, harcmistrza, dyrektora. Przede wszystkim jednak Przyjaciela wielu z nas. Zebraliśmy garść wspomnień i zdjęć, także tych niepublikowanych. 

Fotografie zamieszczone galerii pochodzą z artykułów zamieszczonych na e-Sochaczew przez Starostwo Powiatowe, Urząd Miasta, Echo Powiatu, Sztab WOŚP i Hufiec ZHP Sochaczew oraz z zasobów Juliana Tasieckiego i naszych. 

Julian Tasiecki

Moja znajomość z Krzyśkiem trwa już 52 lata (rozpoczęła  się w 1971 r.). Był moim nauczycielem fizyki i komendantem Szczepu ZHP w technikum mechanicznym zwanym "Osiemdziesiątką". Jak mówił Krzysztof,  "nadajemy na tych samych falach", więc pewnie dlatego nasza szkolno-harcerska znajomość z czasem przerodziła się w przyjaźń. Przez dziesiątki lat byliśmy "obok siebie" służbowo i prywatnie, na zbiórkach i na uroczystościach rodzinnych. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć, traktowałem go jak starszego brata. Przez prawie trzydzieści lat byłem jego zastępcą jako komendanta hufca. Był dobrym wychowawcą, nauczycielem i druhem. Zawsze uśmiechnięty i wesoły, ale potrafił też stanowczo "sprowadzić na ziemię" jeśli za mocno "bujałem w obłokach". Całe moje życie to jedno wielkie wspomnienie Krzyśka składające się z tysięcy wspólnych szczegółów. 

Reklama

Mój Komendancie, mój Przyjacielu nie tak miało być, jeszcze w ubiegłą środę zmawialiśmy się telefonicznie na herbatę z cytryną by "przegadać" tegoroczne plany na lato.

Będzie Nam Ciebie brakować, nie zapomnimy Cię nauczycielu, druhu, przyjacielu.

 Rok 1975, konferencja wyborcza w "Osiemdziesiątce" od lewej Wiesław Grabarek, dyr. Mizerski, Julek Tasiecki, Krzysztof Wasilewski, Andrzej Myczka                                                                                              

Tomasz Nowak

Ś.p. Krzysztofa Wasilewskiego spotykałem w różnych okresach mojego życia, ale najintensywniejszym były niewątpliwie lata dziewięćdziesiąte, kiedy współpracowałem z Nim jako drużynowy i Jego zastępca ds. programowych w komendzie hufca. Był to w harcerstwie dość trudny czas – Związek Harcerstwa Polskiego przestał być uznawany za organizację wyższej użyteczności publicznej i musiał praktycznie z dnia na dzień odnaleźć się w nowej sytuacji. Ponadto po okresie PRL pozostało mnóstwo spraw prawnych i majątkowych wymagających długotrwałego i pracochłonnego porządkowania. Wielu dotychczasowych instruktorów nie chciało poświęcać swojego czasu i wysiłku sprawom organizacji. Ale nie Krzysztof – on właśnie wtedy zabrał się za to, co dla funkcjonowania sochaczewskiego środowiska harcerskiego miało znaczenie podstawowe. Kolejne lata poświęcał więc zabiegom o prawne zabezpieczenie budynku hufca i bazy obozowej, ich remontów, rozbudowy, modernizacji, dostosowania do współczesnych potrzeb harcerek i harcerzy. Zamartwiał się też o potrzeby transportowe, sprzęt obozowy i środki na działania programowe.

Reklama

Ale nie poprzestawał na tym. Chociaż najczęściej sam nie miał już czasu na pracę z kadrą, czy pracę programową, to jednak zawsze zabiegał o to, by taka praca w hufcu była prowadzona i by zajmowały się tym właściwe osoby. Nie zawsze było to łatwym zadaniem. W początkach lat dziewięćdziesiątych w całej organizacji zaczęło brakować kompetentnej kadry. Krzysztof jednak miał dwie zalety – jeśli tylko ktoś chciał podjąć służbę instruktorską, to dawał mu kredyt zaufania i starał się go wesprzeć czym tylko mógł. Chyba tylko On wiedział, ile razy się zawiódł… Ale mimo to zawsze na nowo potrafił się zdobyć na kredyt zaufania wobec nowych osób. I nieustannie starał się wspierać rozwój kadry i drużyn. Efekty tych działań musiały kiedyś przyjść. Pamiętam, jak w połowie lat dziewięćdziesiątych organizowaliśmy z Krzysztofem pierwsze kursy zastępowych i warsztaty drużynowych, bo o regularnym kursie drużynowych mowy być nie mogło. Dziesięć lat później będąc kierownikiem Wydziału Specjalności w Głównej Kwaterze ZHP z ogromną przyjemnością słuchałem, gdy jedna z moich instruktorek po kursie paramedycznym w moim macierzystym hufcu z zachwytem mówiła: „W tym twoim Sochaczewie jest harcerstwo z prawdziwego zdarzenia!”. To była zasługa niewątpliwie wielu instruktorów, ale przede wszystkim wytrwałości Krzysztofa.

Czasami zdarza się mi spotkać też osoby, które do Krzysztofa chowają pewne urazy. Krzysztof miał bowiem jeszcze jedną cechę – nie był w stanie zaakceptować i nie tolerował wykorzystywania organizacji, której poświęcił tyle lat swojego życia, do budowania innych środowisk, osobistych karier itp. W tym zakresie był bezkompromisowy. Ale przecież nigdy nie miał urazy do tych, którzy szukali samorealizacji poza ZHP. Bo przecież samorealizacja to cel wychowawczy organizacji, której służył.

Reklama

W Sochaczewie mało kto wie, że Krzysztof był bardzo cenionym instruktorem harcerskim szczególnie w Chorągwi Mazowieckiej ZHP, ale też na poziomie ogólnokrajowym. Często był wybierany w skład rad, komisji, powierzano Mu odpowiedzialne funkcje podczas zjazdów organizacji. Spotykałem Go wielokrotnie w takich sytuacjach, kiedy działałem już poza Hufcem Sochaczew i zawsze Krzysztof imponował mi swoim zaangażowaniem, skrupulatnością, sumiennością. I rzecz znamienna – nigdy tych swoich działań nie wykorzystał do przyjęcia eksponowanych funkcji w ZHP, choć wielokrotnie miał takie propozycje. Bo dla niego najważniejszy był ten jeden hufiec – z siedzibą w Sochaczewie.

Chciałbym jeszcze wspomnieć, jakim był człowiekiem na co dzień. Często zatroskanym, ale zawsze serdecznym. Czasami zdenerwowanym jakąś sytuacją, ale zawsze potrafiącym rozładować sytuację jednym ze swoich słynnych bon motów. Kochał kontakt z ludźmi i aktywne działanie. Bez tego nie mógł żyć.

Reklama

Na koniec jeszcze jedno wspomnienie, które w moim przekonaniu najlepiej oddaje, jak ważną postacią dla sochaczewskiego harcerstwa był Krzysztof. Kiedyś z moim starszym kolegą i bardziej doświadczonym instruktorem hufca, Pawłem, wspominaliśmy początek lat dziewięćdziesiątych, kiedy przez Mazowsze przeciągnęła fala popularności nowych organizacji harcerskich. Często prowadziło to do rozłamów w środowiskach, awantur między instruktorami, a potem atomizacji środowisk. Wiele hufców harcerskich tych rozłamów nie przetrwało, co ze smutkiem w rozmowie odnotowaliśmy. Powiedziałem: „A nam, w Sochaczewie udało się tego jakoś uniknąć”. Paweł odpowiedział: „Tak, ale my mieliśmy Krzysztofa za komendanta!”. To był jego czas.

Krzysztof odszedł na wieczną wartę i niewątpliwie będzie mi go brakować…

Reklama

Czuwaj!

hm. Tomasz Nowak HR
 

Krzysztof Wasilewski w latach 70.

Zdjęcie otrzymaliśmy od pana Bogusława Ksyny, który napisał tak: Był moim wychowawcą w szkole zawodowej w Osiemdziesiątce. Ostatnio rozmawiałem z nim o sztafecie Gniezno - Warszawa. Mile wspominam,  był dla mnie autorytetem

Izabela Goryniak

Krzysztofa poznałam, kiedy chodziłam do liceum i zaczynałam swoją dość krótką, ale bardzo intensywną przygodę z harcerstwem. Od tego czasu minęło grubo ponad 30 lat, a moje spotkania z Nim odbywały się na rozmaitych życiowych polach przez cały ten okres. Kiedy pracowałam jako dziennikarka, rozmawiałam z Nim jako dyrektorem Powiatowego Urzędu Pracy i komendantem hufca. Jako wolontariuszka i prowadząca studio Orkiestry miałam z Krzysiem liczne kontakty, bo przecież zawsze był szefem sztabu. Spotykaliśmy się na uroczystościach, wystawach, w okolicznościach formalnych i całkiem prywatnych. Zawsze, w każdej sprawie, mogłam liczyć na poradę, zrozumienie, życzliwy ogląd sytuacji, czasem po prostu pomoc w trudnych sprawach. Bez oceniania, z troską, po prostu i po ludzku. Bo Krzysztof właśnie taki był – mądry, ciepły i cierpliwy. Czasem, jak każdy, denerwował się, miał do kogoś żal, dotykała Go jakaś niesprawiedliwość. Rzadko jednak o tym mówił – częściej słuchał.

Reklama

O Jego zasługach dla społeczności Sochaczewa można przeczytać w wielu innych miejscach, nie ma sensu tego powtarzać. Ja zapamiętam jedną z Orkiestr, kiedy udało się w radiu wylicytować gadżety za jakąś zawrotną kwotę, to był w ogóle szalony dzień, a Krzysztof na podsumowaniu był tak zmęczony i szczęśliwy, że siedział w radiowym studiu ze łzami w oczach i uśmiechem dziecka i powtarzał dziesiątki razy: dziękuję, dziękuję, dziękuję. Pamiętam też doskonale moment, w którym otrzymał Honorowe Obywatelstwo Sochaczewa – wzruszony, dumny, ale jednocześnie jakby nieco stremowany i niepewny. Albo chwile, kiedy w sztabie, po wielu dniach ciężkiej pracy przy przygotowywaniu kolejnego finału, zasypiał w głową na biurku. A jedną z naszych ulubionych anegdot była ta o radiowej prywatce, którą prowadziłam w dniu Jego pięćdziesiątych urodzin, a On i jego goście dzwonili co chwilę z prośbami o kolejne piosenki. Zabawnie się złościł, kiedy uczyłam się mówić do Niego po imieniu, a nie druhu.

Krzysztof był też koneserem sztuki, o czym wiele osób nie wie. Lubił dobre koncerty, był wrażliwy na malarstwo, słowo pisane.

Reklama

Pisanie o Nim w czasie przeszłym jest niezwykle trudne. Krzysztof w moim dorosłym życiu był zawsze – choć nie były to zażyłe kontakty, wiedziałam, że w każdej chwili możemy pogadać, pośmiać się albo podenerwować jeśli sytuacje były trudne. Nie mogę przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie zadzwoni telefon od Niego, że nie spotkamy się na jakimś mniej lub bardziej udanym wydarzeniu i go nie skomentujemy, nie wypijemy kawy w naszym biurze, nie zrobimy Orkiestry. Nie zgadzam się na to odejście, tak niespodziewane i o wiele za wczesne. 

Reklama

Zdjęcie z 1991 roku - zbiórka 42 ŚPDH, w harcerskim kręgu z Komendantem

Justyna Siekielska, pracowniczka PUP

Był urodzonym optymistą, człowiekiem o niezwykłej charyzmie, którą inspirował niejedną osobę. Zawsze miał czas wysłuchać, wesprzeć i pomóc w rozwiązaniu dosłownie każdego problemu. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych. Zawsze zastanawiało nas to, skąd miał tyle siły, energii i pomysłów do działania.
Człowiek elegancki, szarmancki, z gustem, klasą i wyczuciem. Z każdym,niezależnie, czy był dorosłym, czy dzieckiem, biednym, czy bogatym, potrafił znaleźć temat do rozmowy. Nikogo nie dyskryminował, dla Niego liczył się każdy człowiek.
Takich ludzi się nie zapomina.

Reklama

Zdjęcie z 2012 roku, Echo Powiatu

Jakub Wojewoda

Druha Krzysztofa Wasilewskiego poznałem jako kilkuletni chłopak. Był kolegę mojego ojca Macieja, z którym wspólnie, przez wiele lat organizowali Rajd Szlakami Walk nad Bzurą.

Potem były słynne zimowiska w Krakowie a jeszcze potem 24 Środowiskowa Drużyna Harcerska im. T. Zawadzkiego ,,Zośka”, gdzie przeszedłem wszystkie szczeble harcerskiej drogi- od szeregowego, poprzez funkcję zastępowego, przybocznego a w końcu drużynowego. Wtedy również pod przewodnictwem Krzyśka służyłem dwie kadencje jako członek Komendy Hufca ZHP Sochaczew.

Reklama

Całoroczna praca harcerska miała zawsze zwieńczenie podczas akcji letniej na stanicy hufca w Łąkie. Baza letnia ZHP Sochaczew w Łąkie był zawsze oczkiem w głowie Krzyśka. Na jej ulepszanie i rozbudowę, szczególnie w latach 90 i po roku 2000, poświęcił mnóstwo czasu. Nasze wyjazdy służące  przygotowaniu bazy rozpoczynały się już w maju, potem kwaterka w trakcie obozu, zamknięcie bazy często nawet listopadzie.  Kwaterka to było wyzwanie- społeczna, zazwyczaj bardzo ciężka praca fizyczna, w bardzo surowych warunkach. Było ślusarstwo, ciesielstwo, spawalnictwo, elektryka, hydraulika, podstawy mechaniki, logistyka i wiele innych dziedzin. Zawsze to był taki trochę poligon. Jedno jest pewne- Krzysiek umiał zapalić ludzi do działania. Starał się uczyć nas niedoświadczonych licealistów, budując zespoły tak aby każdy młody miał nad sobą jakiegoś majstra- starego fachowca. Sam też przekazywał liczne, praktyczne rozwiązania. Mówiło się zawsze że Krzysiek ,,Szef” nauczył nie jednego młodego ,,trzymać młotek w ręku”.

Krzysiek miał swój silny charakter, zasady. Nie zawsze się zgadzaliśmy i potem przez długi czas trudno nam było znaleźć wspólny język. Ostatnie nasze spotkanie i ważna rozmowa miała miejsce gdy na wieczną wartę odeszła śp. harcmistrz Maria Bugaj.

Dziś, jadąc przez most w Krakowie, w pobliżu ośrodka gdzie odbywały się hufcowe zimowiska otrzymałem smutną wiadomość że na wieczną wartę odszedł śp. harcmistrz Krzysztof Wasilewski.

Wielkie grono młodzieży i instruktorów zawdzięcza Ci, że weszli na swój harcerski szlak.

Odpoczywaj Druhu w pokoju.

Podharcmistrz Jakub Wojewoda

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama