Reklama

Łabędzie w mieście

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
20/01/2009 12:14
W ostatnich tygodniach, gdy pojawiły się mrozy i śnieg, coraz częściej obserwujemy dzikie zwierzęta podchodzące pod ludzkie siedziby lub wręcz do centrum miasta. Sytuacje takie nie ominęły również Sochaczewa. Pamiętamy przypadki z lisami karmionymi przez mieszkańców, z łosiem, który zginął pod mostem na Bzurze. W ostatnich dniach kolejny łoś zmierzał w kierunku centrum od strony Kątów, ten jednak jakoś nie doszedł. Obecne przeżywamy inwazję dzikiego ptactwa. Na Bzurze, w rejonach gdzie jest ona niezamarznięta, pojawiły się dziesiątki dzikich kaczek i łabędzi a nawet kormoranów. Ptaki te w poszukiwaniu pożywienia zapędzają się też na ulice i place naszego miasta. W świeżym śniegu widać też ślady saren, które często nocują na rzecznych kępach z obawy przed bezpańskimi psami. W ubiegły wtorek na obiektach MOSiR-u pojawił się wygłodniały łabędź, ponieważ jednak żadna instytucja w mieście, która ma w nazwie ochronę lub związek ze środowiskiem, w tym przypadku nie chciała interweniować, pracownicy MOSiR-u schwytali ptaka, umieścili w ciepłym pomieszczeniu, nakarmili i po pewnym czasie wzmocnionego wypuścili. Kolejny przypadek wydarzył się dzień później. Łabędź pojawił się między blokami przy ul.Żeromskiego. Zawiadomieni przez okolicznych mieszkańców, staraliśmy się dzwonić do różnych instytucji, które choć z nazwy powinny w tej sytuacji pomóc. Jednak Agnieszka Tomaszewska z miejskiego referatu Ochrony Środowiska też próbując zareagować na podobne telefony mieszkańców, usłyszała zarówno w straży jak i u powiatowego weterynarza, że to nie ich sprawa. Również referat Ochrony Środowiska, jak twierdzi jego szefowa, nie ma w swoich kompetencjach zwierząt, a już dzikich zwłaszcza, opiekują się jedynie zielenią miejską. Pan doktor weterynarii poradził nawet pani Agnieszce, aby ktoś z mieszkańców przygarnął łabędzia, podkarmił, a następnie wypuścił nad Bzurą, gdzie gromadzą się inne ptaki. Również powiatowy Wydział Rozwoju, Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska, jak usłyszeliśmy, nie posiada środków ani kompetencji, by reagować w takich sytuacjach. Akcja poszukiwań kogoś, kto zająłby się łabędziem, trwała, a tymczasem między blokami przy Żeromskiego dzieci karmiły ptaka i robiły sobie z nim zdjęcia. Ostatecznie nowy dyrektor ZGM Tomasz Myśliński, który zastrzegając się, że też zrobił to poza swymi kompetencjami, wysłał jednak ekipę z siatką do odłowienia ptaka, by przekazać go na obserwację do lecznicy zwierząt. Nie doszło jednak do tego, gdyż łabędź, gdy trochę podjadł i nabrał sił, wzbił się w powietrze uciekając przed atakującymi go psami i odfrunął. Tomasz Myśliński twierdzi, że jego firma nie jest powołana do zajmowania się dzikimi zwierzętami. Mają w swych zasobach co prawda schronisko „Azorek”, ale to zupełnie inna kwestia, bo przecież trudno trzymać razem, choćby oddzielone kratą, psy i ptaki, lub lisy. Jeszcze inna sprawa to możliwość występowania wśród dzikiego ptactwa rozmaitych chorób. Przecież to właśnie łabędzie w Toruniu były rok temu zarzewiem „ptasiej grypy”. Nie możemy być całkowicie pewni, że te pływające obecnie po Bzurze i spacerujące po ulicach są całkowicie zdrowe. Łabędź wystraszony przez psa odleciał, ale problem pozostał. Dopóki zima będzie „trzymała” i o pożywienie będzie trudno, dopóty należy się spodziewać dzikich zwierząt na ulicach i placach Sochaczewa. A jak widać, zupełnie nie jesteśmy na taką okoliczność przygotowani. Jedyna nadzieja w odwilży. bus
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama