Pochmurny poranek. Kwiecień. Na kalendarzu wybija godzina „W”. Łódź Maraton - Ziemia Obiecana. Ostatni etap żmudnego projektu. Popartego setkami godzin ciężkich treningów. W siarczystych mrozach, zawiejach i deszczach. Każdy z uczestników tego wydarzenia przechodzi do historii. Na stałe, na zawsze. Przekaże tę wiadomość potomnym, znajomym, rodzinie i najbliższym. Jest 15 kwietnia. Grupa Aktywnych wsiada do „bryczek" i pełna nadziei zmierza w kierunku Łodzi. Jeszcze nie wiedzą co ich może czekać na trasie. Są już wielcy. Są „małymi bohaterami". Zaraz ustawią się poszczególnych strefach z biegaczami dyktującymi zakładane przez nich czasy. Stoczą „małe wojenki". Powalczą dla siebie, dla Aktywnych. Start opóźniony. Lekki chaos organizacyjny na łódzkich drogach powoduje niepotrzebną nerwówkę. Zauważamy wysiadających z aut kierowców dopytujących w zdenerwowaniu o dojazd w okolice startu. Prezydent Łodzi Zdanowska zaprasza wszystkich do biegu. Odliczanie. Startujemy. Jest kilka minut po 9. Ważne, że już nie marzniemy. Bo wieje, bo leje, bo wcale nie jest płasko! I nie było łatwo. Każdy z nas Aktywnych odbył swoje małe, prywatne „misterium". Wyciszenie przedstartowe. Ułożenie kilometrów w głowie. Rafał w ostatniej chwili decyduje, że trzyma się grupy „trójkołamaczy" ale w „bezpiecznej" kilkusetmetrowej odległości. Trzyma równe tempo. Nieco szarpane od 4:17 aż po 4:22 na kilometr. Na trasie tempo „ustawiał" wiatr. Chłód „gasił mięśnie". Serce wyrywało go do przodu. Zawiśnie na długie kilometry w samotnym biegu. Przed wiatrem osłaniają go tylko zabudowania, pojedyncze kamienice. Stara Łódź i wspaniały doping szkół porozstawianych przy punktach odświeżania. Woda, banany, pomarańcze. Nie zapominam o powerbarze. Jest cukier - jest bieg! Bez cukru kończy się zabawa. Atlas Arena wita pierwszych biegaczy. Czerwony dywan-ostatnia prosta. Po nim cała grupa Aktywnych też będzie przebiegać. Każdy kończący jest bohaterem. Zanim poczuję ulgę skończenia biegu zmierzy się z wieloma przeciwnościami. Beata dzielnie walczy. Podobnie jak Alicja i Małgorzata zaciskają zęby i prą mocno do przodu. Każde z nich czeka zderzenie się ze ścianą. Zresztą Rafał też „cierpi" na przeklętej ulicy Maratońskiej. Łódzki „wygwizdówek" z dala od centrum daje się nam we znaki. Taki jest właśnie maraton. Od 30 kilometra biegniemy „głową". Rafał finiszuje. Odcina mu mięśnie tuż za metą. Powrót do „formy" zajmie mu 30 minut. Jest masowany. Wychłodzony. Szczęśliwy. Czas 3:04:55. Z Poznania urwane ponad 5 minut. Teraz czekam na naszą dzielną ekipę nie jakby przewidując, że podobnie jak ja odczują przenikliwe zimno. Martwię się o swoich. Jest Jacek. Uśmiech. Przybija „piątkę". Ma „życiówę". Rozmawiamy. Jest bardzo szczęśliwy! Beata przekracza linię mety. Przykuca. Jak każdy z nas jest wychłodzona. Pogoda wybitnie na maraton. Pijemy gorącą herbatę. Płatną. Niestety tu wpadka organizatora. Zimna woda i przesłodzony izotonik nie rozgrzeją nas. Rozmawiamy już w trójkę. Ewa robi foty. Na mecie witam wszystkie Aktywne. Gosia „pruje" . Czekamy na nią. Ma super uśmiech. Jak jest „happy". Debiut maratoński z czasem 4:25:39. Wspomina na mecie – „klęłam ciebie Rafał, ale przełamałam ścianę". Beata z czasem 4:13:57. Ściska od serca Gosię. Pierwsze łzy lecą z oczu Alicji. Płacze ze szczęścia. Boże jak ona się cieszy. Tak szczerze, otwarcie. Nie wstrzymuje wzruszenia. Biegła z całych sił. Też cierpiała. Też czuła maratońską ścianę. Też na ulicy Maratońskiej. Robimy pamiątkowe zdjęcia. Kręcimy filmiki. Żyjemy startem. Opisujemy nasze dramaty, kryzysy. Zakładamy pamiątkowe koszulki. Jest nam w nich do twarzy. To są twarze zwycięzców. Proszę uwierzyć. Przebiec maraton to wielka sprawa. To wyczyn. Trzy sochaczewianki dumnie pokazują medale. Każdy z nas wyszarpał je po dramatycznej, momentami heroicznej walce. Z własnymi słabościami. Ukończenie maratonu to najsłodszy ból jaki istnieje na Ziemi. Droga powrotna to niekończące się opowieści. Zgadnijcie o czym? Dzielne Panie. Dzielni Panowie. Dziękujemy Ewie za wspaniałą opiekę portalowi strongersi.pl za zapał w montażu filmu. To były wspaniałe chwile już na stałe utrwalone w naszej pamięci. Ja osobiście...jestem dumny z takich walczaków!! Dziękuję Wam!
Komentarze