Zaledwie kilkanaście dni temu łowiccy radni jednogłośnie przyznali mu tytuł honorowego obywatela miasta, a już kilka dni później przeczytaliśmy w tamtejszej prasie o śmierci ks. Zbigniewa Skiełczyńskiego. Zapewne zdziwią się niektórzy, że w sochaczewskiej gazecie poświęcamy miejsce łowieckiemu księdzu, jednak ks. Skiełczyński był postacią wyjątkową, zarówno jako cżłowiek, jak i duchowny. Zbigniew Skiełczyński urodził się w Łowiczu 23 lutego 1942 r. Po ukończeniu seminarium metropolitarnego w Warszawie na kapłana wyświęcił go sam Kardynał Stefan Wyszyński. Zaś po obronie doktoratu w Akademii Teologii Katolickiej, prymas skierował kapłana do rodzinnego miasta, twierdząc, że: „On potrzebny do Łowicza”. I rzeczywiście, ks. Skiełczyński pełnił tu wiele zaszczytnych funkcji, jak choćby kustosza Archiwum i Biblioteki Kapitulnej lub prezesa oddziału wojewódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego, ale był przede wszystkim znaną postacią w całym mieście. Znaną ze swego swobodnego stylu bycia, poczucia humoru, które wyrażało się zarówno w kontaktach osobistych, a miałem okazję znać księdza Skiełczyńskiego podczas kilkuletniej pracy w uczelnianym, łowickim piśmie „Masovia Mater”, ale przede wszystkim wyrażało się to poczucie humoru w zbiorach opowiadań i felietonów, w których zawsze, na pierwszym miejscu, była historia regionu okraszona żartem i anegdotą. Jego studenci z Mazowieckiej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Pedagogicznej, a wielu z nich to młodzi mieszkańcy Sochaczewa i okolic, zapewne z chęcią sięgali po jego lekko i z humorem pisane zbiorki historycznych ciekawostek z Łowicza i regionu. „Zalotna łowicka Clio”, „Wieża kolegiaty”, „Stan wojenny w Łowiczu na wesoło” lub ostatnia publikacja „Życie umysłowe w dawnym Łowiczu”, znajdują się w niejednej biblioteczce, w mojej także. Wiadomo było, że gdy pojawiał się w redakcji „Masovii”, z którą współpracował, będzie nas czekała kolejna ciekawa, ale zarazem przewrotna opowieść o historii lub lokalnych obyczajach. Gdy po ciężkiej operacji nie mógł sam pisać, przychodził tam, by dyktować moim koleżankom swe felietony bezpośrednio na redakcyjny komputer. Gdy cytowałem go nieraz w swych sochaczewskich tekstach, był zadowolony i czasem sam „podrzucał” mi kolejne zabawne historyjki. Jego niewyparzona ręka doprowadziła niemal do otwartego konfliktu łowicko-sochaczewskiego, gdy niektórzy nasi radni, z którejś z poprzednich kadencji, oburzyli się na felieton, który napisał o naszym mieście. Odpowiedziom i polemikom nie było końca. Jarmark w Sochaczewie na 11 tysięcy dziewic Jest dogodna trasa drogowa i kolejowa Paryż-Łowicz z przedłużeniem na wschód, do Warszawy. Pierwszym wschodnim miastem jest Sochaczew. O powstaniu miasta w tym miejscu zadecydował bród… na Bzurze. Teraz i Bzura w Sochaczewie jest brudna, a brud rozlał się na miasto. W starych ilustracjach miasta jest zapisane, że w Sochaczewie odbywały się jarmarki na 11 tysięcy dziewic. Nie znaczy to, że odbywały się tam targi żywym towarem w takich ilościach, lecz że termin jarmarku przypadał na dzień 21 października, kiedy Kościół obchodził święto Urszuli i 11 Tysięcy Dziewic. W PRL, w kalendarzach liturgicznych to święto nazywano św. Urszuli i Towarzyszek, a teraz, gdy towarzyszek też już nie ma, piszą pod tym dniem: św. Urszuli. Sochaczew to jakieś fatalne miasto. Niegdyś przyjechał doń Bolesław Krzywousty, zobaczył i umarł. A taki to był dzielny władca! Niedawno wybrał się do Sochaczewa Ks. Biskup Ordynariusz na wizytację, zobaczył i … ciężko się rozchorował. A już w Sochaczewie trąbiono, że biskup do Sochaczewa przeniósł rezydencję. Do Sochaczewa ! Ciekawe gdzie?! Zaborcy ustanowili obwód sochaczewski i też nie można było znaleźć siedziby na urząd i był sobie obwód sochaczewski z siedzibą w Łowiczu. Nie ma, nie było i nie będzie województwa sochaczewskiego, ale ma Sochaczew Wojewodę. Wprawdzie w Muzeum, ale ma… Antagonizmy między miastami mają długą tradycję. Ileż to razy książęta sochaczewscy najeżdżali na nasze miasto, aż wreszcie w 1476 r. łowiczanie, na polecenie arcybiskupa, zdobyli sochaczewski zamek, zajęli miasto i przyłączyli do Polski. Odtąd jest spokój. Sochaczew winien Łowiczowi wdzięczność za to, że należy do teraz do Polski. Łowicz to odwieczny ośrodek wielkiej kultury, miasto zabytków architektury, malarstwa, rzeźby, tradycji naukowych. Wokół Łowicza wyrosła bogata kultura ludowa. A czy ktoś słyszał o kulturze sochaczewskiej… choćby ludowej?! Nikt w Sochaczewie prochu nie wymyślił, choć do niedawna proch tam produkowali. „Masovia Mater” z 17 maja 1996 , nr 10(26) Taki był ks. Zbigniew Skiełczyński. Bez niego, życie umysłowe Łowicza na pewno zubożeje. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze