Jakże prędko przemija czas. Zwłaszcza, gdy poddajemy go wspomnieniom. A przecież to już dziesięć lat, kiedy odszedł pod nas człowiek, któremu zawdzięczamy tak wiele, że do dziś, jak Jemu obiecywaliśmy, nie możemy Go zapomnieć.
Michał Fabisiak – wieloletni nauczyciel i pedagog sportu, metodyk skierniewickiego i płockiego Kuratorium, jeden z inicjatorów budowy ukochanej przez Niego pływalni „Orka”, wielki przyjaciel Miejskiego Ośrodka Kultury, Ośrodka Sportu i Rekreacji i wszystkich imprez tam organizowanych, a jednocześnie czynny polityk, radny samorządowy i zapalony zbieracz i kolekcjoner, mąż, ojciec i dziadziuś. Wszystkiego nie sposób wyliczyć. I zawsze skłonny do dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniami z innymi – kolegami, uczniami, czytelnikami gazet, w których opisywał swoje pasje. I zawsze narzekający na brak czasu, żeby podołać wszystkiemu, czego się podjął i co zamierzył. Ale nigdy się nie skarżył – kiedy trzeba było malować tor kolarski, żeby dzieci mogły na nim zdobywać kartę rowerową – wyprosił ze szkoły trochę kredy, sam malował od szóstej rano i o ósmej tor był gotowy. W czasie ferii zimowych jako szef sochaczewskiego oddziału Ligi Obrony Kraju pożyczył kilka pistoletów pneumatycznych i zrobił ogromną frajdę dzieciakom zawodami strzeleckimi. Nie sposób dziś wymienić nawet drobnej części takich pomysłów - wymyślał to i robił sam – bez pomocy, bez pieniędzy, dla dzieci. Jego ostatnim, niespełnionym do końca marzeniem był podręcznik do nauki pływania – jego rękopis do dziś jest w moich zbiorach.
Dlatego zawsze się spieszył – chodził szybko, a gdy przez miasto przemykała jego drobna, ale wysportowana sylwetka, zawsze w eleganckich białych strojach sportowych, co kilka kroków musiał się odkłaniać – znajomym, przyjaciołom, swoim starym i nowym uczniom. Jak mi kiedyś wyliczył, kłaniały mu się w ten sposób już trzy pokolenia jego wychowanków.
I pewnie dziś kłaniałoby mu się i czwarte, gdyby nie tragiczny wypadek, kiedy w 2002 roku, zaraz po zakończeniu roku szkolnego litewski TIR znalazł się nie wtedy i nie tam, gdzie trzeba.
Michał walczył jeszcze, jak zawsze – on nigdy nie lubił się poddawać – ale medycyna była bezsilna. Miał 60 lat. A na pogrzebie, na który przyszło tysiące osób – przyjaciół, znajomych, kolegów, uczniów i sochaczewian, którym przecież tylu pomagał i których tylu nauczył życia – obiecywaliśmy sobie przecież wszyscy, że nigdy Go nie zapomnimy.
Minęło dziesięć lat – a nam się wydaje, jakby to było wczoraj…. wach
Trudno także przy takiej okazji zapomnieć o ludziach, którzy byli Jego najbliższymi przyjaciółmi, wspierającymi i pracującymi z Nim przez wiele lat.
Jolanta Popiołek – była senator RP, wiceprzewodnicząca Rady Powiatu, prezes Stowarzyszenia „Ruch Obywatelski TERAZ – Sochaczew” – Michała znałam od 1970 roku, kiedy zaczęłam pracę w szkole w Chodakowie. Jako również nauczyciel wychowania fizycznego, razem spędzaliśmy wiele godzin na boiskach, salach sportowych, szkoleniach i konferencjach metodycznych, organizowanych wówczas przez Jana Chłopeckiego. To były lata setek zawodów sportowych, np. corocznych turniejów siatkówki organizowanych z okazji Dnia Kobiet, zawodów dla dzieci i młodzieży, bez względu na wiek, szkołę i umiejętności. To były wielkie i mniejsze imprezy sportowe na stadionie sochaczewskiego Orkana i chodakowskiej Bzury. A uwieńczeniem naszej współpracy było przekazanie Michałowi mandatu radnego powiatowego, gdy w 2001 roku dzięki poparciu mieszkańców Sochaczewa zostałam Senatorem RP. Miał tak wiele pomysłów, które chciał wprowadzać w życie. Szkoda, że tak krótko mógł się nim nacieszyć…
Halina Pędziejewska – przewodnicząca Rady Powiatu, Dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury – Gdy rozpoczynałam swoją pracę zawodową, Michał był naczelnikiem Wydziału Urzędu Miejskiego i moim przełożonym. To od niego uczyłam się wszystkiego, co w życiu stało się potem dla mnie najważniejsze. Potem tak się układało, że nasza praca zawodowa była związana z podobnymi zadaniami – organizacją imprez i czasu wolnego dzieci i młodzieży. I na Michała zawsze mogłam liczyć – oprócz naszych planów i przedsięwzięć sam był zawsze pełen inicjatyw, pomysłów i marzeń - niezmordowany w ich spełnianiu i realizacji. Jeszcze długo po tym, gdy go zabrakło, nieraz zapominając, w rozpędzie życia chciałam do niego zadzwonić i powiedzieć jak dawniej – „Michał, robimy festyn nad zalewem, pomóż”. Nigdy nie odmawiał…
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze