Reklama

Mieszkałem kiedyś w wielkim parku

Drodzy Potencjalni Czytelnicy Mojego Bloga,

dla wielu z Was, szczególnie tych mieszkających poza Chodakowem, jestem kimś zupełnie obcym. Wierzę jednak, że część z Was pamięta mnie z pracy w sochaczewskich mediach: Radiu "Fama" i tygodniku "Echo Powiatu". Inni kojarzą mnie być może z działań w Stowarzyszeniu "e-Sochaczew.pl". Jakiś czas temu postanowiłem, że nie będę bezpośrednio angażował się w sochaczewskie sprawy, ale chyba nie była to dobra decyzja.

Na zdjęciu widać jak spaceruję z moim synem topolową aleją przy ul. Warzywnej za działkami ogrodu „Zacisze” w Chodakowie. Było to prawie dziewięć lat temu.  

Reklama

Obecnie miejsce to wygląda tak. 





















Pewnego dnia po prostu przyjechano i wycięto drzewa. Miało się to stać na prośbę kilku bliżej niezidentyfikowanych osób. Nie ma to w tym miejscu żadnego znaczenia, ponieważ przyrodofobią, której miejskim przejawem jest bezwzględne tępienie roślinności, są objęte miliony ludzi w naszym kraju bez względu na wiek, wykształcenie, status społeczny itp.

Niestety, topole to jedynie wierzchołek góry lodowej. Od kilku lat, w procesie tak zwanych pielęgnacji, na terenie całego miasta (a również całej Polski, o czym w innym miejscu) drzewa pozbawia się koron, ucinając je w około ¾ lub ½ wysokości, czy też tnąc na oślep co popadnie. Czasami ucina się koronę w całości, czasami najgrubsze gałęzie, pozostawiając groteskowe pnie przypominające gigantyczne strachy na wróble. Metodycznie wycina się również mniejsze zarośla i krzewy, niszcząc wraz z nimi gniazda, siedziby jeży, innych gryzoni, owadów.

Reklama

Chodaków jest niechlubnym przykładem tej tendencji. Dzielnica (niegdyś odrębne miasteczko), która zarówno w okresie dwudziestolecia międzywojennego, jak przez okres tak zwanej komuny, była jednym wielkim parkiem, jest dziś miejscem okaleczonych drzew, sterczących wysoko pni bez koron, zniszczonych zarośli i krzewów. W okresie zimowym wygląda niczym bitewny pas ziemi niczyjej. Wiosną i latem jest nieco lepiej, ale okaleczone drzewa usychają najczęściej w ciągu kilku lat.  

Szaleństwo rozpoczyna się już wczesną wiosną. Dostęp do względnie tanich pił spalinowych i ofensywne działania firm zajmujących się „pielęgnacjami”, przemieniają miasto w tartak. Tną samorządy, tną wspólnoty mieszkaniowe, tną właściciele prywatnych nieruchomości. Wycina się lub niszczy drzewa, które rosły spokojnie przez lata, a te nowo posadzone, ucina na wysokości dwóch trzech metrów. Zamiast dużych pięknych drzew, sadzi się ozdobne drzewka niedające ani cienia, ani świeżego powietrza, nieasymilujące wystarczającej ilości wody. Osiedla i podwórka mają się bowiem upodobnić do hipermarketowych parkingów. Okaleczanie drzew staje się czymś w rodzaju hobby.

Reklama

Przyczyny zjawiska są wielowymiarowe. Po pierwsze to wynik przemian społeczno-kulturowych ostatnich dwudziestu lat, po drugie coś w rodzaju zbiorowych zaburzeń o charakterze obsesyjno-kompulsywnym, po trzecie wynik wspomnianego wyżej łatwego dostępu do „narzędzi pracy”, po czwarte procesy inwestycyjne nieliczące się z zastanym stanem przyrodniczym (czego dobrym przykładem będzie wycinanie drzew przed szkołą podstawową w Chodakowie na potrzeby kolejnych obiektów sportowych), last but not least zaniechania  w zakresie ochrony i aktywność w zakresie pozbawiania przestrzeni miejskiej zieleni wykazywana przez samorządy.  

Jeszcze inna grupa przyczyn ma charakter czysto praktyczny. Im mniej drzew, tym mniej liści do sprzątania i tym mniejsze koszty. Nienawiść do drzew współgra z nienawiścią do gawronów i kawek. Drzewa niszczy się po to, aby usunąć je z miast, choć miasta są dla nich, jako gatunków synantropijnych, takim samym domem, jakim są dla nas. Przyczyną jest również ustawa o ochronie przyrody, w obecnym brzmieniu stanowiąca niemalże podręcznik niszczenia zieleni, o czym szerzej w jednym z kolejnych wpisów.

Reklama

Skutki szaleństwa również są wielowymiarowe. Pierwszy wymiar tej pełzającej katastrofy ma wymiar ekologiczny. Systematyczne pozbawianie miast zieleni, począwszy od dużych drzew, skończywszy na krzewach, krzakach, zaroślach i opadłych liściach, powoduje postępujące zmniejszanie się miejskiej bioróżnorodności. Wraz z drzewami giną owady, ptaki i małe zwierzęta. Aleje podobne do tej przy ul. Warzywnej są siedzibą wszystkich tych zwierząt. Gdyby samorządowe myślenie o ekologii miało coś z nią wspólnego, ten aspekt byłby jako pierwszy brany pod uwagę. Zamiast tego samorządy koncentrują się na segregacji śmieci oraz organizowaniu konkursów ekologicznych dla dzieci, w których te ostatnie rysują przyrodę tak, jakby wyglądała, gdyby nie niszczył jej człowiek. Względnie na budowaniu karmników dla ptaków, które wypędzono niszcząc ich naturalne siedziby.

Drugi wymiar to estetyka miejska. Okaleczone drzewa wyglądają i brzydko, i przerażająco. Budowane przez lata bez ładu i składu polskie miasta, mieszana i najczęściej ohydna architektura blokowisk, odsłaniają się w pełnej krasie. Brzydota skrywana niegdyś przez zieleń, postrzegana przez większość jako piękno, zaczyna rządzić niepodzielnie przestrzenią miejską. Degradacja nie ma końca. Drzewa, które okaleczono w jednym roku, zostaną „docięte” w kolejnym i w kolejnym tak, aby wkrótce uschły zupełnie i można je było usunąć bez opłat przewidzianych w ustawie o ochronie przyrody. Miasto zamienia się w aseptyczną przestrzeń bez przyrody, w której czuć tylko smród spalin i dym z grillów – jakby na zawołanie w miejsce usuniętych pożytecznych gatunków, miastem zaczynają rządzić szczury i komary. Wycinanie drzew powoduje z jednej strony zalewanie terenów i podtopienia (za działkami w Chodakowie po wycięciu topól utworzył się staw), z drugiej ich wysychanie i swoiste pustynnienie.

Reklama

Nie jest mi łatwo pisać o tym problemie. W mieście wielkości Sochaczewa, wszyscy znają się ze wszystkimi. Pisząc o niszczeniu miejskiej zieleni piszę o działaniach ludzi, których znam, często lubię i cenię. Ale pisząc o tym, zastanawiam się, czy potraficie Państwo wyzwolić się z szaleństwa, które – jeśli nie zostanie uleczone – przemieni piękny park, w którym mieszkaliśmy przez lata, w zabetonowany, wybrukowany market, zabierze naszym dzieciom i wnukom miejsce do życia.

To, co dzieje się z zielenią miejską, a dokładniej z przyrodą miejską, jest również znakiem erozji polskiej demokracji na wszystkich poziomach - przede wszystkim zaś na poziomie samorządu. Chęć schlebiania wyborcom, powoduje, iż byle zgłoszenie o rzekomo zagrażającym bezpieczeństwu drzewie, skutkuje natychmiastową decyzją o pozwoleniu na wycinkę bez naliczania stosownych – przewidzianych prawem - opłat. Nie prowadzi się w tym obszarze konsultacji, rozmów, nie zasięga opinii ekspertów.

Reklama

Barbarzyństwo pozbawiania miast roślinności i mieszkających w niej stworzeń, powoduje, iż co wrażliwsze osoby po każdorazowej wycince i "pielęgnacji" czują się podobnie jak ofiary przestępstwa. Bezcelowość, absurdalność, bezmyślność i okrucieństwo tych działań są uderzające. Wraz z grupą osób, z którą w tym roku postanowiliśmy przeciwstawić się tym procesom, czuliśmy się tak, kiedy kilka lat temu bez pozwolenia wycięto znaczącą część pasażu Duplickiego (do tej pory nie posadzono tam drzew, a już dobiegają wieści, że będzie to kolejny wybrukowany plac) i teraz, kiedy w ciągu kilku godzin usunięto piękną aleję topolową odgradzają ogrody działkowe od zakładu betoniarskiego. Po usunięciu drzew z mojego ogródka działkowego, widzę z jednej strony jedynie silosy z cementem, a z drugiej odsłonięte przez równie sumienne usuwanie drzew, zakłady "Chemitex", które mądrzy ludzie odgrodzili niegdyś od miasta topolami i świerkami.

O problemie, który w niniejszym wpisie udało się jedynie zarysować, będę pisał również na moim blogu w portalu "NaTemat.pl": www.andrzejgasiorowski.natemat.pl. Część z Państwa znajdzie tam swoistą kontynuację cyklu felietonów „Deszczowy pies” publikowanych w „Echu Powiatu”. Z tym, że o ile blog na e-Sochaczew.pl będzie dotyczył ściśle sochaczewskich spraw, to na „NaTemat.pl” znajdziecie wpisy bardziej ogólnej natury głównie z zakresu problemów społecznych, etyki, prawa, ekologii, czy – mówiąc nieco na wyrost – zagadnień filozofii społecznej.

Reklama

W kolejnych wpisach na e-Sochaczew.pl będę starał się omówić temat szczegółowo. Obejrzymy wspólnie zdjęcia zdegradowanej przestrzeni miejskiej i zniszczonych drzew. Przyjrzymy się kwestiom prawnym ochrony przyrody i omówimy metody obchodzenia przepisów. Przedstawię również plany i pomysły na poprawę stanu ochrony przyrody zarówno w Sochaczewie, jak i na terenie całego kraju.

Mój e-sochaczewski blog będzie koncentrował się na zagadnieniach szeroko rozumianej przestrzeni i zieleni miejskiej, choć nie wykluczam, że wspólnie zastanowimy się również nad innymi sprawami lokalnej społeczności. Zapraszam do czytania i komentowania wpisów. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    metasekwoja 2014-05-11 22:29:52

    Powinno być "bo cwaniaki zabrali" a nie cwaniaku, a ta literówka bardzo zmienia sens wypowiedzi.Przepraszam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    metasekwoja 2014-05-11 22:23:10

    Bo cwaniaku bardzo szybko, raniutko co dobre zabrali. Niech Pan jedzie za  Chodaków w stronę Młodzieszyna i tam obejrzy te topole, podobno jeszcze leżą.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Karakan 2014-05-08 10:07:33

    WitamPanie Andrzeju niech pan przestanie biadolić bo problem nie tkwi w usuwaniu drzew tylko w braku nowych nasadzeń oraz jakieś spójnej koncepcji sadzenia i zakładania nowych obszarów zieleni. Świat się zmienia i trzeba go kształtować do zmieniających się warunków życia. Drzewa nie są wieczne i jak świat światem drzewa się wycina. Zamiast biadolić, że kiedyś mieszkał pan w parku to skrzyknijcie się załóżcie stowarzyszenie i zgłoście się do miasta, że chcecie występować na prawach strony przy każdym wniosku o wycinkę drzew w Sochaczewie i wtedy będziecie mieli realny wpływ na wycinanie drzew w mieście. Swoją droga jak zaczniecie rozmawiać z ludźmi, którzy składają wnioski do miasta na wycinkę to "zaczniecie chodzić po ziemi" i zobaczycie, że też mają swoje racje. Więc przestańcie biadolić i do roboty tyłki sprzed komputera i zakładajcie stowarzyszenie. Zacznijcie sadzić drzewa a nie biadolić i narzekać. Swoja droga po całej tej aferze poszedłem na ul Warzywną i przyjrzałem się tym topolom (a raczej temu co zostało) nie oszukujmy się to był przecież totalny syf i takie drzewa chcecie chronić?. Ja wiem polityka trzeba tam komuś dokopać ale to nie zwalnia od zdrowego rozsądku. Apeluję mniej emocji włączyć myślenie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama