Drodzy Potencjalni Czytelnicy Mojego Bloga,
dla wielu z Was, szczególnie tych mieszkających poza Chodakowem, jestem kimś zupełnie obcym. Wierzę jednak, że część z Was pamięta mnie z pracy w sochaczewskich mediach: Radiu "Fama" i tygodniku "Echo Powiatu". Inni kojarzą mnie być może z działań w Stowarzyszeniu "e-Sochaczew.pl". Jakiś czas temu postanowiłem, że nie będę bezpośrednio angażował się w sochaczewskie sprawy, ale chyba nie była to dobra decyzja.
Na zdjęciu widać jak spaceruję z moim synem topolową aleją przy ul. Warzywnej za działkami ogrodu „Zacisze” w Chodakowie. Było to prawie dziewięć lat temu.
Obecnie miejsce to wygląda tak.

Pewnego dnia po prostu przyjechano i wycięto drzewa. Miało się to stać na prośbę kilku bliżej niezidentyfikowanych osób. Nie ma to w tym miejscu żadnego znaczenia, ponieważ przyrodofobią, której miejskim przejawem jest bezwzględne tępienie roślinności, są objęte miliony ludzi w naszym kraju bez względu na wiek, wykształcenie, status społeczny itp.
Niestety, topole to jedynie wierzchołek góry lodowej. Od kilku lat, w procesie tak zwanych pielęgnacji, na terenie całego miasta (a również całej Polski, o czym w innym miejscu) drzewa pozbawia się koron, ucinając je w około ¾ lub ½ wysokości, czy też tnąc na oślep co popadnie. Czasami ucina się koronę w całości, czasami najgrubsze gałęzie, pozostawiając groteskowe pnie przypominające gigantyczne strachy na wróble. Metodycznie wycina się również mniejsze zarośla i krzewy, niszcząc wraz z nimi gniazda, siedziby jeży, innych gryzoni, owadów.
Chodaków jest niechlubnym przykładem tej tendencji. Dzielnica (niegdyś odrębne miasteczko), która zarówno w okresie dwudziestolecia międzywojennego, jak przez okres tak zwanej komuny, była jednym wielkim parkiem, jest dziś miejscem okaleczonych drzew, sterczących wysoko pni bez koron, zniszczonych zarośli i krzewów. W okresie zimowym wygląda niczym bitewny pas ziemi niczyjej. Wiosną i latem jest nieco lepiej, ale okaleczone drzewa usychają najczęściej w ciągu kilku lat.
Szaleństwo rozpoczyna się już wczesną wiosną. Dostęp do względnie tanich pił spalinowych i ofensywne działania firm zajmujących się „pielęgnacjami”, przemieniają miasto w tartak. Tną samorządy, tną wspólnoty mieszkaniowe, tną właściciele prywatnych nieruchomości. Wycina się lub niszczy drzewa, które rosły spokojnie przez lata, a te nowo posadzone, ucina na wysokości dwóch trzech metrów. Zamiast dużych pięknych drzew, sadzi się ozdobne drzewka niedające ani cienia, ani świeżego powietrza, nieasymilujące wystarczającej ilości wody. Osiedla i podwórka mają się bowiem upodobnić do hipermarketowych parkingów. Okaleczanie drzew staje się czymś w rodzaju hobby.
Przyczyny zjawiska są wielowymiarowe. Po pierwsze to wynik przemian społeczno-kulturowych ostatnich dwudziestu lat, po drugie coś w rodzaju zbiorowych zaburzeń o charakterze obsesyjno-kompulsywnym, po trzecie wynik wspomnianego wyżej łatwego dostępu do „narzędzi pracy”, po czwarte procesy inwestycyjne nieliczące się z zastanym stanem przyrodniczym (czego dobrym przykładem będzie wycinanie drzew przed szkołą podstawową w Chodakowie na potrzeby kolejnych obiektów sportowych), last but not least zaniechania w zakresie ochrony i aktywność w zakresie pozbawiania przestrzeni miejskiej zieleni wykazywana przez samorządy.
Jeszcze inna grupa przyczyn ma charakter czysto praktyczny. Im mniej drzew, tym mniej liści do sprzątania i tym mniejsze koszty. Nienawiść do drzew współgra z nienawiścią do gawronów i kawek. Drzewa niszczy się po to, aby usunąć je z miast, choć miasta są dla nich, jako gatunków synantropijnych, takim samym domem, jakim są dla nas. Przyczyną jest również ustawa o ochronie przyrody, w obecnym brzmieniu stanowiąca niemalże podręcznik niszczenia zieleni, o czym szerzej w jednym z kolejnych wpisów.
Skutki szaleństwa również są wielowymiarowe. Pierwszy wymiar tej pełzającej katastrofy ma wymiar ekologiczny. Systematyczne pozbawianie miast zieleni, począwszy od dużych drzew, skończywszy na krzewach, krzakach, zaroślach i opadłych liściach, powoduje postępujące zmniejszanie się miejskiej bioróżnorodności. Wraz z drzewami giną owady, ptaki i małe zwierzęta. Aleje podobne do tej przy ul. Warzywnej są siedzibą wszystkich tych zwierząt. Gdyby samorządowe myślenie o ekologii miało coś z nią wspólnego, ten aspekt byłby jako pierwszy brany pod uwagę. Zamiast tego samorządy koncentrują się na segregacji śmieci oraz organizowaniu konkursów ekologicznych dla dzieci, w których te ostatnie rysują przyrodę tak, jakby wyglądała, gdyby nie niszczył jej człowiek. Względnie na budowaniu karmników dla ptaków, które wypędzono niszcząc ich naturalne siedziby.
Drugi wymiar to estetyka miejska. Okaleczone drzewa wyglądają i brzydko, i przerażająco. Budowane przez lata bez ładu i składu polskie miasta, mieszana i najczęściej ohydna architektura blokowisk, odsłaniają się w pełnej krasie. Brzydota skrywana niegdyś przez zieleń, postrzegana przez większość jako piękno, zaczyna rządzić niepodzielnie przestrzenią miejską. Degradacja nie ma końca. Drzewa, które okaleczono w jednym roku, zostaną „docięte” w kolejnym i w kolejnym tak, aby wkrótce uschły zupełnie i można je było usunąć bez opłat przewidzianych w ustawie o ochronie przyrody. Miasto zamienia się w aseptyczną przestrzeń bez przyrody, w której czuć tylko smród spalin i dym z grillów – jakby na zawołanie w miejsce usuniętych pożytecznych gatunków, miastem zaczynają rządzić szczury i komary. Wycinanie drzew powoduje z jednej strony zalewanie terenów i podtopienia (za działkami w Chodakowie po wycięciu topól utworzył się staw), z drugiej ich wysychanie i swoiste pustynnienie.
Nie jest mi łatwo pisać o tym problemie. W mieście wielkości Sochaczewa, wszyscy znają się ze wszystkimi. Pisząc o niszczeniu miejskiej zieleni piszę o działaniach ludzi, których znam, często lubię i cenię. Ale pisząc o tym, zastanawiam się, czy potraficie Państwo wyzwolić się z szaleństwa, które – jeśli nie zostanie uleczone – przemieni piękny park, w którym mieszkaliśmy przez lata, w zabetonowany, wybrukowany market, zabierze naszym dzieciom i wnukom miejsce do życia.
To, co dzieje się z zielenią miejską, a dokładniej z przyrodą miejską, jest również znakiem erozji polskiej demokracji na wszystkich poziomach - przede wszystkim zaś na poziomie samorządu. Chęć schlebiania wyborcom, powoduje, iż byle zgłoszenie o rzekomo zagrażającym bezpieczeństwu drzewie, skutkuje natychmiastową decyzją o pozwoleniu na wycinkę bez naliczania stosownych – przewidzianych prawem - opłat. Nie prowadzi się w tym obszarze konsultacji, rozmów, nie zasięga opinii ekspertów.
Barbarzyństwo pozbawiania miast roślinności i mieszkających w niej stworzeń, powoduje, iż co wrażliwsze osoby po każdorazowej wycince i "pielęgnacji" czują się podobnie jak ofiary przestępstwa. Bezcelowość, absurdalność, bezmyślność i okrucieństwo tych działań są uderzające. Wraz z grupą osób, z którą w tym roku postanowiliśmy przeciwstawić się tym procesom, czuliśmy się tak, kiedy kilka lat temu bez pozwolenia wycięto znaczącą część pasażu Duplickiego (do tej pory nie posadzono tam drzew, a już dobiegają wieści, że będzie to kolejny wybrukowany plac) i teraz, kiedy w ciągu kilku godzin usunięto piękną aleję topolową odgradzają ogrody działkowe od zakładu betoniarskiego. Po usunięciu drzew z mojego ogródka działkowego, widzę z jednej strony jedynie silosy z cementem, a z drugiej odsłonięte przez równie sumienne usuwanie drzew, zakłady "Chemitex", które mądrzy ludzie odgrodzili niegdyś od miasta topolami i świerkami.
O problemie, który w niniejszym wpisie udało się jedynie zarysować, będę pisał również na moim blogu w portalu "NaTemat.pl": www.andrzejgasiorowski.natemat.pl. Część z Państwa znajdzie tam swoistą kontynuację cyklu felietonów „Deszczowy pies” publikowanych w „Echu Powiatu”. Z tym, że o ile blog na e-Sochaczew.pl będzie dotyczył ściśle sochaczewskich spraw, to na „NaTemat.pl” znajdziecie wpisy bardziej ogólnej natury głównie z zakresu problemów społecznych, etyki, prawa, ekologii, czy – mówiąc nieco na wyrost – zagadnień filozofii społecznej.
W kolejnych wpisach na e-Sochaczew.pl będę starał się omówić temat szczegółowo. Obejrzymy wspólnie zdjęcia zdegradowanej przestrzeni miejskiej i zniszczonych drzew. Przyjrzymy się kwestiom prawnym ochrony przyrody i omówimy metody obchodzenia przepisów. Przedstawię również plany i pomysły na poprawę stanu ochrony przyrody zarówno w Sochaczewie, jak i na terenie całego kraju.
Mój e-sochaczewski blog będzie koncentrował się na zagadnieniach szeroko rozumianej przestrzeni i zieleni miejskiej, choć nie wykluczam, że wspólnie zastanowimy się również nad innymi sprawami lokalnej społeczności. Zapraszam do czytania i komentowania wpisów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Powinno być "bo cwaniaki zabrali" a nie cwaniaku, a ta literówka bardzo zmienia sens wypowiedzi.Przepraszam.
Bo cwaniaku bardzo szybko, raniutko co dobre zabrali. Niech Pan jedzie za Chodaków w stronę Młodzieszyna i tam obejrzy te topole, podobno jeszcze leżą.
WitamPanie Andrzeju niech pan przestanie biadolić bo problem nie tkwi w usuwaniu drzew tylko w braku nowych nasadzeń oraz jakieś spójnej koncepcji sadzenia i zakładania nowych obszarów zieleni. Świat się zmienia i trzeba go kształtować do zmieniających się warunków życia. Drzewa nie są wieczne i jak świat światem drzewa się wycina. Zamiast biadolić, że kiedyś mieszkał pan w parku to skrzyknijcie się załóżcie stowarzyszenie i zgłoście się do miasta, że chcecie występować na prawach strony przy każdym wniosku o wycinkę drzew w Sochaczewie i wtedy będziecie mieli realny wpływ na wycinanie drzew w mieście. Swoją droga jak zaczniecie rozmawiać z ludźmi, którzy składają wnioski do miasta na wycinkę to "zaczniecie chodzić po ziemi" i zobaczycie, że też mają swoje racje. Więc przestańcie biadolić i do roboty tyłki sprzed komputera i zakładajcie stowarzyszenie. Zacznijcie sadzić drzewa a nie biadolić i narzekać. Swoja droga po całej tej aferze poszedłem na ul Warzywną i przyjrzałem się tym topolom (a raczej temu co zostało) nie oszukujmy się to był przecież totalny syf i takie drzewa chcecie chronić?. Ja wiem polityka trzeba tam komuś dokopać ale to nie zwalnia od zdrowego rozsądku. Apeluję mniej emocji włączyć myślenie.
Świetny pomysł, Wespi. Do kiedy jest przewidziane składanie wniosków, bo nie bardzo miałem czas zerknąć?
To może zgłosić rewitalizację terenów zielonych w budżecie obywatelskim? Oczywiście z konkretnym pomysłem/lokalizacją itd.
Szanowni Państwo, ja się niezmiernie cieszę, za takiego odzewu. To jest dopiero nieśmiały początek naszych działań, a o wszystkim będę Państwa na bieżąco informował na e-Sochaczew, a być może już niedługo na odrębnej stronie inicjatywy. Liczę na Państwa komentarze, a również, jeśli ktoś wyraża taką wolę, na wsparcie w postaci pracy społecznej, bo instytucja, która będzie się tym zajmować będzie 100% non-profit. Kontakt do mnie jest w jednym z komentarzy.
Może trochę z innej beczkiOstatnio w mediach poruszana była dyskusja czy wycinać drzewa przy drogach.Głównym pomysłodawcą był nie jaki Hołowczyc. Idąc tym tokiem myślenia to w mieście należy wszystkie drzewa wyciąć.PozdDaniel
Ulica Staszica, armagedon, przyjechałem dnia pewnego w odwiedziny do rodziców i nie do końca byłem pewien czy dobrze trafiłem, nie poznałem tego miejsca. Wykarczowano, podobno na potrzeby motoryzacyjne, masę pięknych drzew. Ja się pytam kto jest za to odpowiedzialny? Kto na to zezwolił? Czy ewentualna przebudowa tego odcinka Staszica, między Warszawską a Pokoju, nie mogła się przy zachowaniu drzewostanu odbyć? Zapewne mogła, ale najłatwiej jest nie myśleć. W sumie po co komu drzewa, można zdjęcia w internecie znaleźć i wystarczy doznań.
Super,że ktoś zwrócił uwagę na ten problem! by ratowac park/odnowić przy muszli czy zaprzestać wycinaniu a zacząć sadzenie drzew zamiast dziwnych małych krzaczków czy dużej ilości kwiatków w wielkich doniczkach,które na pewno tanie nie sa,potrzebuja pielęgnacji a i tak po szybkim czasie sa w opłakanym stanie.
Sadźmy drzewa,niedługo będziemy oddychać tylko spalinami a dreptac bedziemy tylko wśród betonu i metalowych lamp...
wielki plus dla inicjatywy!
Oczywiście, kaceprsky, dlatego będziemy rozwijać działania, zaczynając od Sochaczewa. Święte słowa.
panowie to nie tylko sochaczew. przejedzcie sie rowerem np w okolice mikołajewa (w okolicach lotniska). caly szpaler wycietych topól. uwzieli sie na te drzewa po prostu.
W chodakowskim parczku straszy walący się pałacyk.Jest w takim stanie, że nadaje się tylko do rozbiórki.Samorząd móglby zastanowić sie nad odkupieniem ruiny od właściciela i powiększeniem tego skrawka zieleni w tej częsci miasta.
Intencje autora rozumiem doskonale.Nie wydziwiam też w sprawie dębów,obnażam tylko Pana intencje.Pokazać się zabłysnąć i za przeproszeniem olać.Efekt widać gołym okiem,dęby były uschnięte już rok temu a Pan się o tym dowiaduje dziś ode mnie.
Panie Mefisto, proszę nie wydziwiać. Czy dla drzewostanu i środowiska ma znaczenie z jakich pobudek się go sadzi? Bardzo mi przykro, że ponoć dęby uschły i nie zdziwię się jeśli napisze Pan, że to moja wina. Tymczasem proszę postarać się zrozumieć intencje autora niniejszego bloga.
W zasadzie nie można się domyślić, że te drzewa to kasztany. Zachęcam z tego miejsca do przesyłania do mnie na e-mail: jedrek.gasior@gmail.com informacji (również ze zdjęciami) o wycinkach, przycinkach i "pielęgnacjach" itp. Będzie to pewnego rodzaju przyczynek do inwentaryzacji strat ostatnich 20 lat, choć zjawisko przybiera na sile. Szczególnie ostatnie pięć lat było dla "drwali" okresem bardzo intensywnej pracy. Trzeba ratować to, co zostało.Szczegóły już niebawem na blogu.
Pięknie zmasakrowane zostały także kasztany przy Al.600 lecia, na odcinku od skrzyżowania Staszica -Trojanowska do Gracji. Zostały obcięte jak mazowieckie wierzby. Ustawa o ochornie przyrody mówi, że drzewa po pielęgnacji powinny zachować pokrój zgodny z gatunkiem, a obciąć można jedynie 15-20 procent gałęzi, jeśli to konieczne.Firmy zajmujące się pielęgnacją zieleni i utrzymaniem porządku, obcinając gałęzie obniżaja swoje koszty związane ze sprzątaniem liści, więc tną ile popadnie. Prawdopodobnie nikt nie kontroluje tego co robią, więc kasztany np. przypominają wierzby.
Dziękuję, Mefisto. Jest pomysł, żeby pokazać te straty i pokazać, że w ich miejsce niewiele się pojawiło, ale to jeszcze będę informował co do szczegółów.
Do gąsiora,były to drzewa na ulicy Inżynierskiej tuż przed zakładem Energomontaż Północ w miejscu gdzie teraz jest nowy wjazd na teren zakładu.Co do dębów Katyńskich to słyszałem a nawet niektóre widziałem.W Trojanowie na ulicy Ks.Popiełuszki ,wszystkie uschły,na cmentarzu wojennym chyba wcale nie lepiej.Jutro pójdę i sprawdzę.Panie Jerzy proszę się nie ośmieszać,te nasadzenia miały inny charakter, bardziej polityczno- historyczny.
Panie Mefisto, a słyszał Pan o Dębach Katyńskich w Sochaczewie? Rosną w przestrzeni publicznej.
Te olbrzymie, wycięte ostatnio, potężne topole leżą podobno pod Młodzieszynem, w pobliżu tartaku.
WitamTo co się dzieje z szeroką rozumianą zielenią w naszym mieście to jest celowa robota. Ciekawe co się stało z drzewem? Kto wydał pozwolenie na wycięcie? Kto o nie wystąpił? Miasto robi się wstrętne, kojarzy mi się betonowymi donicami i bratkami na placu Kościuszki.PozdrawiamDaniel
Panie Mefisto, a czy zachciałby Pan nam powiedzieć, które to były drzewa?
Dodam że pierwsze drzewa na terenie miasta sadziłem 27 lat temu.Niestety jakiś urzędnik wydał pozwolenie na wycinkę i już ich tam nie ma.
Był Pan wiceburmistrzem,jest Pan często widziany przeze mnie na mieście,i nie potrafi Pan wskazać choćby jednego drzewka posadzonego za Pana kadencji ?Wie pan że sadzono i to dużo,ale nie wie Pan gdzie?Po co zabiera Pan głos na blogu u człowieka który tak jak ja pasjonuje się przyrodą?Ja posadziłem kilka tysięcy drzew z czego kilka na terenie Sochaczewa i to nie na własnej działce a w przestrzeni publicznej.Każde z nich mogę wskazać i podać nazwę gatunku a Pan?Pan tylko pochwali i powiadomi o swoim poparciu dla idei.Niech pan przestanie gadać i zrobi coś pożytecznego bo od pisania na forum drzew nie przybędzie.
Panie Mefisto, dopadł mnie Pan, bo nie potrafię wskazać interesujących Pana szczegółów sprzed lat. Proszę wystąpić z pismem do Referatu Ochrony Środowiska UM, gdzie uzyska Pan interesujące szczegóły i zweryfikuje swoje sądy.
Właśnie te szczegóły mnie interesują których Pan nie potrafi wskazać.Wycinka i świder mnie nie interesuje.Ja panu odpowiem,żadnych nasadzeń nie było.Wystarczy pojeździć rowerem po mieście , nigdzie nie ma nowych drzew.Poprzednia i obecna władza skupia się na kilkukrotnej w ciągu sezonu wymianie kwiatów na placu Kościuszki i to wszystko.A Pan stara się podpiąć pod każdy temat żeby pokazać że oni są gorsi a my byliśmy lepsi.Niestety w tym temacie wszyscy jesteście do niczego.
Panie Mefisto, odpowiem, że nie znam szczegółów, ale trochę nasadzeń było. W każdej decyzji na wycinkę, jeżeli nie było naliczonej opłaty, to był obowiązek wykonania w zamian nowych nasadzeń. Aby sprawdzać opinie wnioskodawców sugerujących, że chodzi o wycięcie drzewa spróchniałego, zakupiono już dawno do magistratu specjalny świder do badania przekroju drzew. Referat Ochrony Środowiska z pewnością nie był łaskawy dla drwali.
Panie Jerzy,niech Pan powie ile Wy posadziliście drzew na terenie miasta?Proszę nie pisać tylko o placu Kościuszki i Traugutta.
Nie miałem okazji sprawdzić Pańskich doznań z placu niezależnie od pogody.
Trochę lektury na ból głowy mimo braku słońca:
Nowe fakty w sprawie nielegalnej wycinki w Chodakowie
Nielegalna wycinka drzew: pierwszy wyrok
http://www.sochaczewianin.pl/index.php?nazwa=dane_aktualnosci&id_ak=5727
Pół roku za przywłaszczenie drewna
Szanowni Państwo, ponieważ komentarzy pojawiło się trochę więcej, pozwólcie, że odniosę się do nich w kolejnych wpisach na blogu. Póki co dziękuję za miłe słowa i pozdrowienia.
I jak zwykle polityczne polityczne pierdzielenie...a może odpowie pan kto i czy w ogóle został ukarany za wycinkę drzew przy stadionie Bzury. Proszę czytać ze zrozumieniem a nie dośpiewywać sobie własnych teorii, ten plac to porażka i zero wyobraźni. Widać, że siedział pan tam w bardzo słoneczny dzień i teraz głowa boli.
Karol
Mój głos dezaprobaty dla redukcji parków miejskich był widocznie głosem w innej puszczy. Staram się sobie przypomnieć jakie drzewa wycięto na "odrażającym" placu Kościuszki. Natomiast te, które są tam obecnie, mimo niesprzyjających warunków glebowych jakoś sobie radzą.
Panie Andrzeju od dawna jestem przeciwnikiem budowy pierzei południowej, wstawiałem zdjęcia parków ale był to głos na puszczy. Uważam. że jest to barbarzyństwo, bezprawie i okrucieństwo. Wmawia się nam, że były tam budynki a tam były tylko drewniane baraki których już większość naszych mieszkańców nie pamięta. Mocno wspieram Pana w tych działaniach ochrony drzew bo nie chcę by moje wnuki oglądały je tylko na starych fotografiach. Bezmyślność władzy zarówno obecnej jak i poprzedniej spowoduje, że "cieszymy" się takimi placami jak słynny już plac Kościuszki z wytryskiem...a to jest przerażające.
Chrońmy ostatnie miejsca zadrzewione tzw. PARKI które są jeszcze w NASZYM MIEŚCIE!!!
Pozdrawiam serdecznie, znajomy z audycji radiowych...Karol
Radnym tylko tak sie wydaje, że narażaja się wszystkim mieszkańcom, nie warażając zgody na wicinkę. Do UM przychodzą z podaniami zwykli krzykacze, ale większość mieszkańców boli serce na widok tej masakry drzew.Oni jednak boją się agresji tych pierwszych, tym bardziej, że popierają ich właściciele firm wycinających drzewa.Nie może być tak, że większością głosów na zebraniach wspólnot mieszkaniowych przegłosowuje się usunięcie zieleni. W tym celu jest taka ustawa, która wymaga zgody na wycinkę UM, a tam zatrudniani są ludzie, którzy powinni umieć oprzeć się tym naciskom, ewentualnie spotkać się z tymi mieszkańcami i wytłumaczyć im, że to w ich interesie chcemy zachować zieleń miejską.
Cieszę się, że społeczność lokalna zaczyna dostrzegać problem i wyraża publiczną dezaprobatę dla łatwego pozbywania się drzew w mieście. Pracownicy Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego wydający decyzję o pozwoleniu na wycinkę drzewa potrzebują takiego społecznego wsparcia. W poprzedniej kadencji naraziłem się kilku amatorom wycinki i szpetnych pielęgnacji drzew i krzewów, w tym również m.in. radnemu, wydając decyzje niezgodne z ich oczekiwaniami. Patrzę z optymizmem na tę pożyteczną inicjatywę lokalną i życzę jej jak najlepiej.
Powtórzę swoją myśl z Facebooka. W mojej ocenie w mieście, szczególnie w środowiskach 20, 30, i 40 latków, również ze środowisk twórczych, NGO-sów itp. (ale również pewnej części starszych osób) można zbudować grupę, która zdoła przeciwstawić się opisanym przeze mnie zjawiskom. Zamierzam na blogu przedstawić kilka zupełnie konkretnych propozycji (za którymi pójdą oczywiście określone działania) na rzecz odmiennej wizji rozwoju Sochaczewa i - niestety - ratowania tego, co pozostało. Szczegóły niebawem.
Sochaczew jest pozbawiony zieleni na cześć i chwałę motoryzacji oraz wszechobecnej kostki betonowej.Myślenie kolejnych włodarzy sprowadza się jedynie do inwestowania w betonplace jako czystą formę miejskiej estetyki.Przykładem jest pl.Armii Ludowej czy za chwile "pasaż" Duplickiego w Chodakowie. Wkrótce pójdzie pod topór park vis a vis pl. Kościuszki w imię tzw pierzei południowej. Apartamenty, galeria i parking w miejsce parku. No po prostu mega super pomysł. Tylko czekać jak kiedy ktoś wpadnie na pomysł zbycia parku im. I.W. Garbolewskiego wszak jest on w nieładzie jak ten przy pl. Kościuszki. W Grodzisku Mazowieckiem za pieniądze UE poddano rewitalizacji park i pobliskie stawy czyniąc te miejsca przyjazne mieszkańcom i tętniące życiem. Zróbmy tak i w Sochaczewie. Zacznijmy walczyć o środki zewnętrzne na tego typu inwestycje.
Fajna inicjatywa a propos: http://wyborcza.pl/1,75248,15866115,Ekorebelianci__Sadza_drzewa_w_miescie_bez_zezwolenia.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza
Na zdjęciu po wycince dokładnie widać jakiemu to mieniu zagrażały rosnące tam drzewa.Następna sprawa, to płoszenie ptaków w gnieżdżacych się okaleczonych drzewach, w parku i na osiedlu. Wieczorem w skrawku zieleni zwanej szumnie parkiem, siadają ludzie i strzałami z kapiszonów wypędzją ułożone do snu ptaki. To jest bardzo przykry widok. Nagminnie robi to też mieszkaniec bloku przy ul. Topolowej 10 i wielu innych.
Powinno być "bo cwaniaki zabrali" a nie cwaniaku, a ta literówka bardzo zmienia sens wypowiedzi.Przepraszam.
Bo cwaniaku bardzo szybko, raniutko co dobre zabrali. Niech Pan jedzie za Chodaków w stronę Młodzieszyna i tam obejrzy te topole, podobno jeszcze leżą.
WitamPanie Andrzeju niech pan przestanie biadolić bo problem nie tkwi w usuwaniu drzew tylko w braku nowych nasadzeń oraz jakieś spójnej koncepcji sadzenia i zakładania nowych obszarów zieleni. Świat się zmienia i trzeba go kształtować do zmieniających się warunków życia. Drzewa nie są wieczne i jak świat światem drzewa się wycina. Zamiast biadolić, że kiedyś mieszkał pan w parku to skrzyknijcie się załóżcie stowarzyszenie i zgłoście się do miasta, że chcecie występować na prawach strony przy każdym wniosku o wycinkę drzew w Sochaczewie i wtedy będziecie mieli realny wpływ na wycinanie drzew w mieście. Swoją droga jak zaczniecie rozmawiać z ludźmi, którzy składają wnioski do miasta na wycinkę to "zaczniecie chodzić po ziemi" i zobaczycie, że też mają swoje racje. Więc przestańcie biadolić i do roboty tyłki sprzed komputera i zakładajcie stowarzyszenie. Zacznijcie sadzić drzewa a nie biadolić i narzekać. Swoja droga po całej tej aferze poszedłem na ul Warzywną i przyjrzałem się tym topolom (a raczej temu co zostało) nie oszukujmy się to był przecież totalny syf i takie drzewa chcecie chronić?. Ja wiem polityka trzeba tam komuś dokopać ale to nie zwalnia od zdrowego rozsądku. Apeluję mniej emocji włączyć myślenie.