Reklama

Młodzież pije...

Tygodnik Echo Powiatu
11/09/2003 00:00
Jak to wygląda w trakcie...
Flagi naszego pięknego kraju, sztandary, w tle godło z orłem w koronie - nasza duma narodowa. Dyrektor wygłasza przydługą przemowę, a potem prosi o głos przybyłych gości. Uczniowie ubrani odświętnie, nie z przekonania, ale dlatego, żeby zrobić przyjemność gronu pedagogicznemu. Tak od dawna wyglądają rozpoczęcia roku szkolnego. Nauczyciel i zgromadzeni goście są zachwyceni, bo wszystko takie ładne i uroczyste.
Tymczasem młodzież stoi w szeregu i bardziej zastanawia się nad tym, kiedy przemowy się skończą, niż nad ich głębszym przesłaniem. Ci, którzy nie mogą już słuchać "tych przynudzeń", wymykają się ukradkiem "na fajkę". Dla uczniów rozpoczęcie mogłoby sprowadzać się do spisania planu lekcji i zapoznania się z nazwiskami nauczycieli poszczególnych przedmiotów, jednak nikt nie liczy się z ich zdaniem, a oni jakoś to znoszą. Prawdziwa inauguracja roku szkolnego i tak odbywa się nie na terenie szkoły, tylko trochę później, w sochaczewskich barach i pubach.
...a jak po?.
Uczniowie świętują nie przy chipsach, coli i paluszkach,. W użyciu są znacznie większe kalibry. Dębowe Mocne, wino marki wino, łódka Bols czy klasyczne już "wstrząśnięte, nie mieszane". Pojawia się pierwsze pytanie: "Skąd te wszystkie specjały w rękach osób, którym najczęściej do ukończenia osiemnastego roku życia, jeszcze trochę brakuje?". W końcu tyle słyszy się o rządowych akcjach w stylu, "sprzedawco, nie sprzedawaj alkoholu nieletnim!". Odpowiedź jest prosta. Zilustruje ją dwiema historyjkami z mojego krótkiego życia.
W młodości święty nie byłem. Miałem naście lat kiedy po raz pierwszy kupiłem piwo. Wszedłem do baru i ledwo wystając brodą nad ladę wymamrotałem: "Poproszę dwa żywce." Sprzedawca spojrzał na mnie krytycznym okiem i po chwili wypowiedział zdanie, którego nigdy nie zapomnę: "Trzymaj, ale u mnie nie kupowałeś"(nie mam się czym chwalić i rzeczywiście trochę mi wstyd, byłem głupi). W wieku szesnastu lat miałem już znacznie łatwiej. Nawet jeśli pani ekspedientka spytała, czy mam dowód osobisty, wystarczyło zrobić zdziwioną minę i wypowiedzieć sakramentalne zdanie: "Pewnie, że mam. Pokazać?". Pokazywanie nigdy nie było konieczne
Ciekawe tylko, czy taka sytuacja wiąże się z naiwnością kupców, czy z cichą aprobatą społeczeństwa? Tak po prawdzie, to raczej z tym drugim. Wszyscy wiemy, że młodzi ludzie piją. A do póki nie urządzają burd, zupełnie nam to nie przeszkadza. Właścicielom monopolowych sklepów taka sytuacja jest jak najbardziej na rękę. Wyobrażam sobie utarg z rozpoczęcia roku szkolnego. Jeden z moich ulubionych wokalistów, Kazik Staszewski już dawno śpiewał:
"Kto wódki nie pije, ten jest wywrotowcem,
świadomie uszczuplającym budżet państwa bezideowcem".
"Polak nie wielbłąd, pić musi". To przysłowie głęboko zakorzeniło się w naszej mentalności.
I w czym problem?
Wracając do obchodów "rozpoczęcia roku". Najmłodsza pijana osoba, którą widziałem pierwszego września, miała czternaście lat. Jaki byłem, taki byłem, ale nigdy nie upiłem się w wieku czternastu lat. Sytuacja wydaje się alarmująca. Na dobrą sprawę już tylko uczniowie podstawówki nie piją, uczniowie gimnazjum coraz częściej tak, a uczęszczający do szkół średnich, nie chciałbym generalizować, ale w większości upijają się regularnie. Ciekawe tylko, jak długo utrzyma się taki w miarę optymistyczny stan rzeczy. Trzy, cztery lata. Nie dłużej. W końcu dzieci stają się coraz "sprytniejsze".
Nie przerażają mnie pijący licealiści (oczywiście, jeśli piją z umiarem, w końcu wszystko jest dla ludzi, o ile stosowane rozsądnie), moim skromnym zdaniem cezurę wieku, potrzebnego do kupienia alkoholu, można by spokojnie przesunąć do szesnastki. Tyle że przy jednoczesnym zaostrzeniu przepisów względem osób, które jej nie respektują. Rozumiem, że niektórych wizja szesnastolatka kupującego legalnie alkohol odstręcza, ale musimy zdać sobie sprawę, że większość młodych ludzi i tak to robi. Nawet jeśli pani ekspedientka powie nie i tak znajdzie się jakiś życzliwy przechodzień, który poproszony o pomoc, znajdzie chwilę czasu i pomoże. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Przerażające jest to, że piją czternastolatki. Czternaście lat, to zdecydowanie za wcześnie. Czternastolatek to jeszcze smarkacz, który nie zna życia i nie wie, co ze sobą zrobić, a alkoholem to może on się najwyżej zatruć, o ile nie padnie po czterech pierwszych piwach. Aż dziwne, że tak młodziutki człowiek uważa się za dorosłego, i to tylko dlatego, że niedawno ukończył podstawówkę.
A ludzie na to.
Druga chora sytuacja wiąże się z postawą naszego społeczeństwa, które najwyraźniej, choćby tylko podświadomie, od dawna ustaliło, proponowane przeze mnie, szesnaście lat jako dolną granicę, po której osiągnięciu pić można. Tyle że jakoś nie sposób się do tego poglądu przyznać. Łatwiej udać głupka i spytać: "To on nie miał osiemnastu lat?". Od czasu do czasu można też, dla przyzwoitości, ponarzekać: "Dzieci piją i nikt z tym nic nie robi." Takie zachowanie zahacza o jakiś rodzaj braku uczciwości względem samego/samej siebie. Niestety życie na pokaz, w stylu "bo co powiedzą sąsiedzi", to w Polsce bardzo modna pozostałość z czasów socjalizmu, kiedy to każdy patrzył każdemu na ręce. Dodajmy do tego dziwne, jak dla mnie, wścibstwo i plotkarstwo części społeczeństwa i mamy jakieś ogólne wytłumaczenie. Każdy, kto zrobi lub powie coś niezgodnego z szeroko pojętą obyczajowością, zostanie szybko opatrzony odpowiednią, najczęściej krzywdzącą etykietką, przez mieszkających na blokach "stróżów moralności". W tej sytuacji lepiej się nie wychylać. Skomentuję tylko, z lekką dozą sarkazmu, kolejnym cytatem z repertuaru Kazika Staszewskiego:
"Jeśli chcesz mieć kaca przy końcu swego życia,
rób co ci każą i nie wychodź z ukrycia."
Podsumowując, rozpoczęcie roku szkolnego to tylko śliczna szopka. Młodzież pije i pić będzie, walczyć z tym nie ma sensu, można tylko rozsądnie do tego podejść. To, że piją dzieci, to już "przegięcie", na które godzić się nie wolno i trzeba coś z tym zrobić. I nikt mi nie powie, że tylko bezowocnie narzekam, bo sposób na mniej "problemowe potraktowanie problemu" zaproponowałem. Może, jeśli na picie alkoholu zezwolimy już szesnastolatkom, piwo przestanie być dla nich upragnionym owocem zakazanym i oznaką dorosłości, a sytuacja się unormuje. A czternastolatka i tak jest łatwiej kontrolować. Można się z tym pomysłem zgodzić lub nie, można uznać go za kontrowersyjny, ale moim zdaniem, stanowi przynajmniej jakąś próbę częściowego oczyszczenia nas z hipokryzji.
Sebastian Stępień
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości