Reklama

Mój mąż kupił kajak czyli Bzura jest piękna

06/09/2012 15:02
Temat wydaje się nieco spóźniony, bo mamy już przecież schyłek lata, jednak termin taki a nie inny ma swoje uzasadnienie. Jest nim doświadczenie, które pozwala mi z całym przekonaniem wygłosić dwa twierdzenia. Po pierwsze: mój mąż zrobił fantastycznie, że kupił kajak, po drugie: nie miałam pojęcia, że Bzura jest tak piękna.



Nie jest moim zamiarem reklamowanie jakiejkolwiek firmy, która produkuje dmuchane kajaki. Jedyne, co chcę w kontekście samego kajaka pochwalić, to taką formę rekreacji, tym bardziej, że mieszkamy wszyscy nad dużą, fajną rzeką. Nie mogę się jednak powstrzymać od wtrętu, że pompowane kajaki mają jedną ogromną zaletę.

Są mobilne, w prosty sposób (po wypuszczeniu powietrza mieszczą się elegancko na tylnym siedzeniu samochodu, ewentualnie zakładamy je na ramiona jak plecak) można je przenieść lub przewieźć w pożądane miejsce.

Przy tym (coś mnożą mi się wtręty) są bezpieczne (walor ogromny, kajak zakupiony przez mojego męża nie wywrócił się ani razu, chociaż wycisk mu zrobiliśmy tego lata porządny), absolutnie kajakowe (w sensie profesjonalizmu konstrukcji) i bardzo sterowne.

A teraz już przejdę do zalety naszej drogiej, starej Bzury, która jest moim wielkim tegorocznym odkryciem – dzięki kajakowi oczywiście. Uwielbiam na nią patrzeć od wczesnych lat młodzieńczych, znam wiele spacerowych, urokliwych, mało wydeptanych ścieżek wzdłuż obu jej brzegów, które każą mi od dawna myśleć o Bzurze w obrębie powiatu sochaczewskiego jak o rzece niezwykle naturalnej, malowniczo się wijącej (w przeciwieństwie na przykład do prostego, sztucznego odcinka łowickiego), gęsto porośniętej i zamieszkanej tak wewnątrz, jak przy brzegach, przez kochające wodę florę i faunę.

Zabrałam się z mężem na kajak kilka razy tego lata. Spływaliśmy z okolic Łowicza do starej przystani w centrum Sochaczewa i w drugą stronę: z przystani do Witkowic. Zwłaszcza ten drugi odcinek śni mi się po nocach. W okolicach starego młyna (niestety wciąż opuszczonego) dno rzeki zamienia się w drobny, czyściutki piaseczek dobrze widoczny pod przejrzystą (naprawdę!) wodą. Ta podwodna, choć aż prosząca się o wyjście na brzeg, plaża ciągnie się aż do okolic Brochowa.

Wrażenia, jakie funduje Bzura od mniej więcej wysokości przystani w Plecewicach, określiłabym jako natury… egzotycznej. Sprawiają to gęste meandry, te wyrzeźbione w wysokich skarpach zakrętasy, które tworzą atmosferę pociągającej tajemnicy, gdy z poziomu podążającego z nurtem kajaka usiłujemy zobaczyć, co dalej, co dalej…

Widziałam wyrzeźbione przez bobry w wielkich drzewach klepsydry, widziałam same bobry, widziałam czaple, myszołowy na pobliskich łąkach, tam też jastrzębie, widziałam ptasie gniazda w skarpach, widziałam płodne stada kaczek, które usiłowały uciec przed kajakiem i odfruwały coraz dalej, aż do Witkowic, gdy tylko podpływaliśmy. Widziałam wreszcie wielkie ryby pluskające się w wodzie, zwłaszcza liczne przy urokliwym ujściu Utraty. I widziałam wędkarzy na nie polujących.

A teraz to, czego nie widziałam albo widziałam w mikroskopijnej skali. Ścieki i śmieci – naprawdę i na szczęście nie ma, tylko w jednym miejscu wystraszyło nas małe wysypisko. Ale mało też widziałam… innych kajakarzy. I bardzo mnie to zdziwiło. Byłam przekonana, że choćby ze względu na pojawienie się przystani kajakowych w okolicach naszego miasta, będziemy się o siebie potykać. A było niemal pusto. Oczywiście w okolicach wypożyczalni kajaków w Plecewicach przestawaliśmy być sami, ale cztery w sumie kajaki na takiej pięknej rzece w ciepłe, sierpniowe, sobotnie popołudnie to w moim odczuciu mało.

W ogóle za mało żyjemy z rzeką, za daleko od niej, choć jest tak blisko, jakoś tak tyłem. Na myśl przychodzą mi bulwary nad rzeką Supraśl, które widziałam niedawno, niby zwykłe alejki spacerowe z latarniami i ławeczkami, do tego boiska, korty tenisowe, odkryta siłownia, ścieżki rowerowe – i integruje się tam cała lokalna społeczność, ciągną turyści. Były i są zakusy, by takie alejki pociągnąć wzdłuż Bzury, trudne to będzie, bo tereny zalewowe, pieniędzy mało, ale jak to się mówi, dla chcącego nic trudnego. Byle się chciało.

Reasumując: polecam wszystkim sochaczewianom kajakowanie po Bzurze i to całymi rodzinami: rzeka choć zaskakująca w zmienności krajobrazu, nie zaskakuje zagrożeniami, jest bezpieczna, dość płytka, podróż z jej nurtem to relaks w czystej postaci. I polecam włodarzom wielkie chcenie przystosowania brzegów Bzury w obrębie Sochaczewa do rekreacyjnych potrzeb mieszkańców.

figa




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    luna 2012-09-07 00:59:59

    Obecnie mało na brzegach Bzury śmieci ponieważ, z tego co mówili mi członkowie WOPR, są one sprzątane. W poprzednich latach Bzurę sprzątało też stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania nad Bzurą.
    Ja również pokochałam formę rekreacji i turystyki jaką są kajaki. Jestem jeszcze początkującą osobą, dlatego wolałabym, w razie problemów, asekurować się obecnością WOPRowców. A ci spływy organizują rzadko. Może wielu jest ludzi takich jak ja, stąd tak mała liczba osób w kajakach na rzece? A może to kwestia ceny wypożyczenia kajaka? Zazdroszczę posiadania własnego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jerzyk2205 2012-09-06 23:36:59

    Bardzo dziękuję za ten pełen wrażliwosci estetycznej opis rzeki. Dawno już nie płynąłem tym odcinkiem od Plecewic, ale po przeczytaniu Pani wrażeń  moja wyobraźnia ożyła. Wróciły widziane wcześniej urokliwe obrazy krętej, naturalnej i pełnej życia rzeki. Co do planów zagospodarowania bulwarów nadrzecznych, to one są już zaawansowane. Ze względów praktycznych podzielono je na etapy. Ich pierwszy etap dotyczy umocnienia wzgórza zamkowego, ponieważ wynikało to z koncepcji spójności rewitalizacyjnej centrum miasta i na to była szansa pozyskania pieniędzy unijnych. Decyzja okazała się słuszną! Dalszy etap zakładał przystosowanie wspólnie z Parafią nadbrzeża po obu stronach mostu. Szkoda, że nowe władze miejskie nie realizują zaawansowanych już pomysłów, a rozdmu***ą nienowy pomysł pierzei. Przy czym pomysł sprzedaży tego terenu uważam za pochopny i obarczony dużym ryzykiem, czego dowodem są pola czerwonkowskie, gdzie do realizacji rysowanych z rozmachem  planów i budzących uznanie u niektórych, do dzisiaj nie doszło i już raczej nie dojdzie, bo łatwiej sprzedać niż coś budować. I niestety ta filozofia zdaje się dominować w głowach miejskich decydentów. A co nagle to po diable!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    karol997 2012-09-06 22:17:08

    Ten urok Bzury jest mi znany szczególnie miejsca wędkarzy. Często w okresach wakacyjych-wolnych właśnie tam spędzamy czas wolny na brzegu na a nie kajaku. Pomysły zawarte w artykule przez panią Figę bardzo przypadły mi do gustu. Warto zadbać o uroki naszego krajobrazu i miejsc które warto promować. Karol

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama