Rzec można – artystyczna dusza. Ale to za mało. Monika cała jest sztuką. Jej makijaż, jej biżuteria, jej sukienka, jej rower. Jej dom. Jej sposób bycia. Jej patrzenie na świat. Jej praca. Jej życie. Umawiamy się na wywiad od miesięcy. Chce być naprawdę gotowa. Jest skromna i nie rzuca słów na wiatr. Chce dokładnie przemyśleć, co chciałaby przekazać. A chciałaby opowiedzieć o swoich obrazach. To one są dla świata.
Jeszcze nie patrzymy na obrazy. Wchodzimy do ogródka, w pięknym, prastarym zakątku chodakowskiej skarpy nad Bzurą. Korony dwóch potężnych dębów zacieniają dach nastrojowego domu. Domu, do którego wejść można z niemal każdej ściany. Zieleń drzew, ich szum, wdzierają się do wnętrz z każdej, przeszklonej strony. Wszystko oddycha historią, która rozgrywała się tu dawno, a którą Monika przywołuje przez swój szacunek do czasu i do przyrody, do znaku czasu i ponadczasowości natury.
Na surowym drewnie blatu stołu białe filiżanki mienią się kobaltem kwiatuszków. W przezroczystych dzbanach kręcą się delikatnie liście orzeźwionej wodą mięty. Chce się tu przysiąść i zostać na dłużej. Czas stanął w miejscu. Jest spokojnie. Obrazy, figurki, gniazdka, niemal każdy przedmiot wyszedł spod zdolnych rąk Moniki. Piękne światło powietrza i gust malarki spajają prostotę ludowych, wiejskich akordów ze znakami dnia dzisiejszego.
Obrazy maluje takie, jak ten dom. – Bardzo chciałam namalować wiosnę. Taką prawdziwą wiosnę, to niesamowite pierwsze po zimie światło, które tak pięknie rozmywa się na wszystkim, co spotka – mówi o „Chacie z Podlasia”, za którą otrzymała główną nagrodę Prezydenta RP w ogólnopolskim konkursie im. Władysława Śliwińskiego. Z nagrody dumna jest tym bardziej, że nie jest to zwykła chata. To chata babci Józi, wspomnienie z dzieciństwa.
Idziemy do ogródka, o sztalugi oparte są kwiaty, te same, które pachną i mienią się intensywnymi barwami obok. Monika wymienia nazwy wszystkich. Przestudiowała strukturę, kształty i odcienie każdego płatka, każdego liścia. Ale maluje wrażenie, światło, zapach, ulotną chwilę, maluje impresjonistycznie, choć nie gubi realizmu. Nikt nie ma złudzeń, że to prawdziwe łubiny, ostróżki i naparstnice. Że to maciejki, właśnie takie, które pachniały w ogródku babci Kazi, gdy była małą dziewczynką. Dlatego jej obrazy tak się podobają. Są zmysłowe, obiektywnie i uniwersalnie piękne.
Monika nie chce nas wypuścić bez obejrzenia ogrodu nad Bzurą. Schodzimy po naturalnych kamieniach z wysokiego brzegu. Mijamy stare, czasami uschnięte jabłonki. Monika pokazuje nam wszystkie dziuple w ich pniach. Jesteśmy na dole. Gęstą woń zieleni i lata odświeża delikatny wiatr. Przed nami skąpana w słońcu rozciąga się niewielka, delikatnie skoszona polana. Wokół gęsto od krzewów i drzew. – Pozwalam im żyć własnym życiem – mówi.
Jesteśmy w obrazie Moniki. I dobrze nam.
Tekst Monika Figut
Foto Wiktor Wachowski
Więcej prac Moniki można zobaczyć na jej stronie na FB: Boruta - pracownia artystyczna
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ptaki w locie, mgła i woda. Tajemnica poranka...? Bardzo się podoba. :)
Ptaki w locie, mgła i woda. Tajemnica poranka...? Bardzo się podoba. :)