Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Martyna, to, co ostatnio powiedziałaś, to są ze wszechmiar słuszne uwagi. Niechcący wkroczylismy na kolejny niezwykle ważny obszar. Myślę, że problem leży jednak na nieco innej pałszczyźnie niż Ty i Paulina, jak mi się zdaje, próbujecie się z nim borykać. Jednak jak zwykle w takich sytuacjach (o takim stopniu trudności) muszę się trochę zastanowić. Bliskie jest mi ujęcie Kanta, choć ten zdaje się iść środkiem problemu. Tym niemniej potrzebuję trochę czasu, aby sformułowac jakąś zwięzłą myśl na ten temat.
Myśl jako wyraz wolnej woli człowieka zdaje się być czymś, czym może on swobodnie dysponować i to, w jakim stopniu jest to możliwe, zależy od siły tej woli. Z drugiej strony rzeczywiście myśl - chociażby jako proces przebiagający według "modelu przyrodniczego" - jest całkowicie zdeterminowana. Niespójna natura myśli sprawia, że nie wiemy dokładnie na ile jest ona "świadoma", a na ile pojawia się jakby pomimo nas. Niemniej jednak udział woli jest namacalny ;D
Z braku czasu bardzo krótko. Miłe Panie. A co z wszelkimi determinizmami? Nie wierzycie w nie? Może tak jest, że niec co zorbimy, czy pomyslimy nie wyrywa się z ciągów przyczynowo-skutkowych? To jedno. Drugie, wariant pierwszego, może Bóg zdeterminował nasze wszystkie działania. Czy w takiej sytuacjio wolność byłaby do utrzymania.
Inna sprawa. nawet odrzucając taki czy inny determinizm, jak myslicie, na ile naprawdę jesteśmy w stanie wpływac na nasze myśli. Dam przykład. Oto podoba mi się piękna kobieta. jest nie tylko piękna, ale także mądra. Nie mogę przestać o niej myśleć. Staram się myśleć o parówkach z musztardą czekających na stole, a tym, że mam robotę do zrobienia i jak to zawalę, to szef urwie mi głowę, a tu cały czas w głowie siedzi ta piękność. I co wtedy?
A przykłady mogę mnożyć! Pozdrawiam!
Miłe Panie, zdaje mi się, że z tą wolnością troche upraszczacie sprawę. Ale pora już poźna, więc jak zwykle odpowiem po zastanowieniu.
"O ile czlowiek zniweluje ich siłę destrukcyjną" - przede wszystkim wydaje mi się, że człowiek nie powinien sam się do destrukcji przyczyniać, wywoływać u siebie myśli destrukcyjnych właśnie (o ile mówimy o człowieku zdrowym psychicznie, kontrolującym proces swojego myślenia, tworzącym myśli).
Dla mnie to czlowiek nadaje taką a nie inną siłę własnym myślom i jest w tej kwestii wolny (o ile jest świadomy własnej mocy w tej kwestii) - już samo uświadomienie tego faktu jest początkiem wolności. Dlatego właśnie wolność. Techniki prawidłowego sterowania myślą stosowali chociażby stoicy. Pozdrawiam =)
Rzeczywiście krystalizacja takiej ilości materiału wymagała warunków ;D
Na co zwróciłam uwagę w przytoczonych fragmentach: "myśl jest to sens zdania" i "obraz faktów" - to pasuje do opisu informacji. Niezależnie od jej wartości logicznej jest ona przecież faktem. I tu myślę, że należałoby wywołać jedną z najsłynniejszych sentencji: Cogito ergo sum. Myśl, będąca faktem, pociąga za sobą realność tego, przez co się dokonała, czyli naszego ens ;)
Co do królestw, rzeczywiście bardziej przychylam się ku psychicznemu rozumieniu myśli, ale póki duch i materia nie zostaną wyraźnie oddzielone, przy niczym się nie uprę ;)
Paulina bardziej poetycko podeszła do tematu. Myśli i wola owszem mogą być narzędziem oswobodzenia - zależnie od płaszczyzny, w jakiej je rozpatrujemy. I może w większej mierze pozostaną darem wolności, o ile tylko człowiek zniweluje ich siłę destrukcyjną.
Pozdrawiam ;D
Myśli (parafrazując)- dar wolności - jak dla mnie.
Na razie chyba tylko tyle, ale się odezwę jeszcze, choć przyznam, że jak na posty, to temat stosunkowo ciężki i wymagający cierpliwości w lekturze.
Ale jak najbardziej popieram podejmowanie tematów filozoficznych :)
Już pierwsze zdanie tekstu budzi moje wątpliwości. Krótko mówiąc, nie byłbym takim sceptykiem, jeśli chodzi o definicję pojęcia „myśl” w filozofii. Choć niewątpliwie często jest to definicja kontekstowa czy uwikłana. Ponieważ temat jest niezwykle rozległy, a w pewnym sensie obejmuje filozoficzny dorobek w całości, ograniczę się do przedstawienia dwóch ujęć „klasycznie” analitycznych. Zanim jednak przejdę do Frege’go i Wittgensteina (bo to będą ich ujęcia) chciałbym odnieść się do przywołanego przez Martynę fragmentu „Teajteta”. Oczywiście nie wszyscy oczekujemy takiej odpowiedzi (jeśli oczekiwania mają tu znaczenie), ale, wbrew pozorom, staruszek Platon trafia tu w sedno. Oczywiście możemy dociekliwie pytać, a co to jest dusza, co to jestem ja sam i tak dalej (i robiono to w filozofii nie raz), ale to nas zaprowadzi donikąd, bo – moim zdaniem – nie tak się czyta Platona. Bo Platon był poetą, choć tak bardzo poezję zwalczał.
Przenieśmy się teraz 25 stuleci do przodu (to fakt, pomijamy w ten sposób bardzo wiele) i zajrzyjmy do tekstu Frege’go „Myśl”. Dwa słowa o autorze. Gottlob Frege (1848-1925) to jeden z czołowych przedstawicieli filozofii analitycznej. Jak to się ładnie mówi, uchodzi on za ojca nowożytnej logiki i analizy językowej. Powołuję się na niego, ponieważ był Frege krytykiem panującego w jego czasach w logice i filozofii matematyki psychologizmu. A taki duch, jak mi się zdaje, unosi się nad tekstem Martyny. To pierwszy powód. Drugi jest taki, że poglądy Frege’go są uznawane za pewnego rodzaju platonizm. Dlaczego? Oto Frege dopuszcza istnienie swoistego „trzeciego królestwa” obok dziedziny obiektów fizycznych i zjawisk psychicznych. W jego ujęciu myśl znajduje się poza nimi właśnie w „trzecim królestwie”. U Martyny zdaje się być w drugim. Co mówi Frege?
Nie usiłując podać definicji, nazywam myślą to, wobec czego może w ogóle pojawiać się kwestia prawdziwości. Fałsze zaliczam tak samo do myśli jak prawdy. Można więc rzec: myśl jest to sens zdania; jeżeli tylko nie twierdzimy przez to, by sens każdego zdania był myślą. Myśl, sama będąc niezmysłową, przyobleka zmysłową szatę zdania i staje się przez to chwytniejsza. Mówimy, że zdanie wyraża myśl.
I dalej:
Myśl jest to coś niezmysłowego: ze sfery, w której może w ogóle pojawić się kwestia prawdziwości, należy wykluczyć wszelkie przedmioty zmysłowe.
Tyle Frege. Wittgenstein rzecz ujmuje podobnie. Niezmiernie trudno napisać dwa słowa o tym wielkim filozofie i człowieku. Jest to bowiem jeden z najciekawszych życiorysów XX stulecia. Życie Ludwiga Wittgensteina (1890-1951) niczym nie ustępuje filozofii, ale to na niej musimy się skupić. I tak twórczość Austriaka wpisuje się w szeroko rozumiany nurt filozofii analitycznej. Choć nie w całości, bo późniejsze dzieła mająsto nieco odmienny charakter. Nieanalityczny można by rzec. Zasłynął natchnionym „Traktatem logiczno-filozoficznym”, w którym z natchnieniem iście mistycznym, konstruuje niezwykle precyzyjną ontologię. Właśnie na ten utwór już za chwilę się powołam. Naczelną tezą traktatu jest stwierdzenie: „Świat jest wszystkim, co jest faktem” i zaraz po nim idącym: „Świat jest ogółem faktów, a nie rzeczy”. W precyzyjnie ponumerowanym zestawie tez dochodzi Wittgenstein do pojęcia „myśli”. Przytoczmy wszystko tak, jak to jest w Traktacie. Podaję również numery tez:
3 Logicznym obrazem faktów jest myśl.
3.001 ”Pewien stan rzeczy jest do pomyślenia” znaczy: możemy utworzyć sobie jego obraz.
3.01 Ogół myśli prawdziwych jest obrazem świata.
3.02 Myśl zawiera możliwość pomyślanej sytuacji. Cokolwiek da się pomyśleć, jest też możliwe.
3.03 Nie można pomyśleć nic nielogicznego, gdyż inaczej trzeba by myśleć nielogicznie.
Jak widać u Wittgensteina jest podobnie jak u Frege’go. Zdaje się on być jednak o tyle bardziej rzetelny, że nie odrywa myśli całkiem od człowieka. W każdym razie mniej, niż to czyni Frege.
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że samo przytoczenie tych dwu poglądów niewiele wnosi do naszej dyskusji. Zrobiłem to jednak po to, żeby pokazać nieco inne ujęcie sprawy. Oderwane od psychologii na ile to możliwe. A tym samym, pozbawione jej obciążeń.
Bardzo ciekawy jest wątek tekstu ujmujący informację jako podstawę myśli. Z miejsca pojawiają się tu setki nowych pytań. Ciekawym zagadnieniem z tym związanym jest możliwość budowy tak zwanej sztucznej inteligencji, która - z definicji – myślałaby sama. Mało mam wiedzy na ten temat. Dobrze by było, gdyby ktoś o dużej wiedzy technicznej się tu wypowiedział. Ja sam szczerze wątpię, że zbudowanie AI jest możliwie bez elementów organicznych. Ale czy wtedy możemy jeszcze mówić o sztuczności. Czy tworząc jakiekolwiek rozumne ciało organiczne tworzymy też jego duszę? Czy to może Bóg sam ją tam wkłada? Tego nie wiemy i to są ciekawe pytania. Wracamy tu w oczywisty sposób do zagadnień poruszanych w moim tekście i w związku z moim tekstem. Czym tak naprawdę jest umysł i składające się na jego funkcjonowanie – myśli.
Na zakończenie Martyna bardzo ciekawie postawiła tezę etyczną. Spodobało mi się to, bo tak były budowane tradycyjne filozofie w przeszłości, a nawet zupełnie niedawno. Może nawet niejedną tezę etyczną. Szczególnie zainteresowała mnie ta, że „człowiek jako zakładnik myśli, czuje się wywyższony ponad inne zwierzęta”. To jest święta prawda. Dobrze się składa, bo właśnie nad tym pracuję i niebawem będę mógł przedstawić na portalu niewielki tekst w tym zakresie.
Przyznam jednak, że na razie nie jestem w stanie, w związku z tekstem Martyny, postawi jakiejś własnej tezy. Bliskie mi są ujęcia Frege’go i Wittgensteina. Mam jednak świadomość, że nie wyczerpują one materii.
Dlatego już niebawem, jeśli czas pozwoli, przedstawię tu inne punkty widzenia, a może i własny. Na razie, bo tych bataliach jakie przechodziliśmy jakiś czas temu z Małgorzatą Bugalską, mój sąd w tej kwestii zawieszam.
Pozdrawiam i zachęcam do wyrażania opinii na ten temat, a Martynie gratuluje dobrego tekstu.
Błądzenie jest w filozofii takim przywilejem, że - jakby nie spojrzeć - prowadzi ku odnajdywaniu tego właściwego ( o ile coś można uznać za skończenie niepodważalne ;D). Z niecierpliwością czekam więc na refleksje i sugestie.
Ten tekst niewątpliwie zahacza o poprzedni, jaki tutaj rozważaliśmy (Czy dusza to strumień elektronów?). Szczęściem idzie w inną stronę i można teraz dyskutować o czymść zupełnie innym. Na pierwszy rzut oka moją uwagę zwrócił styl Martyny, który w tych rozważaniach filozoficznych jest bardzo podobny do jej stylu w poezji. Nieukrywam także, że z wieloma tezami nie do końca się zgadzam, ale odpowiedzi udzielę, kiedy myśli skrystalizują się w mojej głowie. Nota bene...
Martyna, to, co ostatnio powiedziałaś, to są ze wszechmiar słuszne uwagi. Niechcący wkroczylismy na kolejny niezwykle ważny obszar. Myślę, że problem leży jednak na nieco innej pałszczyźnie niż Ty i Paulina, jak mi się zdaje, próbujecie się z nim borykać. Jednak jak zwykle w takich sytuacjach (o takim stopniu trudności) muszę się trochę zastanowić. Bliskie jest mi ujęcie Kanta, choć ten zdaje się iść środkiem problemu. Tym niemniej potrzebuję trochę czasu, aby sformułowac jakąś zwięzłą myśl na ten temat.
Myśl jako wyraz wolnej woli człowieka zdaje się być czymś, czym może on swobodnie dysponować i to, w jakim stopniu jest to możliwe, zależy od siły tej woli. Z drugiej strony rzeczywiście myśl - chociażby jako proces przebiagający według "modelu przyrodniczego" - jest całkowicie zdeterminowana. Niespójna natura myśli sprawia, że nie wiemy dokładnie na ile jest ona "świadoma", a na ile pojawia się jakby pomimo nas. Niemniej jednak udział woli jest namacalny ;D
Z braku czasu bardzo krótko. Miłe Panie. A co z wszelkimi determinizmami? Nie wierzycie w nie? Może tak jest, że niec co zorbimy, czy pomyslimy nie wyrywa się z ciągów przyczynowo-skutkowych? To jedno. Drugie, wariant pierwszego, może Bóg zdeterminował nasze wszystkie działania. Czy w takiej sytuacjio wolność byłaby do utrzymania.
Inna sprawa. nawet odrzucając taki czy inny determinizm, jak myslicie, na ile naprawdę jesteśmy w stanie wpływac na nasze myśli. Dam przykład. Oto podoba mi się piękna kobieta. jest nie tylko piękna, ale także mądra. Nie mogę przestać o niej myśleć. Staram się myśleć o parówkach z musztardą czekających na stole, a tym, że mam robotę do zrobienia i jak to zawalę, to szef urwie mi głowę, a tu cały czas w głowie siedzi ta piękność. I co wtedy?
A przykłady mogę mnożyć! Pozdrawiam!