Takie pytania zadawali sobie uczestnicy debaty, jaka w miniony piątek odbyła się w sochaczewskim ratuszu. Dotyczyła przyszłości Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie, a udział w niej wziął m.in. marszałek województwa Adam Struzik.
To że marszałek Struzik przyjechał do Sochaczewa, najlepiej świadczy o powadze sytuacji. Oprócz niego pojawiło się wielu samorządowców, przedstawicieli urzędów i instytucji związanych w różny sposób z sochaczewską kolejką, a patronat nad spotkaniem objął burmistrz Piotr Osiecki.
- Cieszę się, że nasze zaproszenie na debatę o sytuacji sochaczewskiej wąskotorówki przyjęło tak wielu gości z różnych instytucji. Zaniechanie walki o kolej z 90-letnią tradycją byłoby niewybaczalnym błędem. Mam nadzieję, że zakończymy tę konferencję jednogłośnym stwierdzeniem kolejka na szlaku powiedział burmistrz Osiecki rozpoczynając debatę.
Pod groźbą eksmisji
Na naszą ciuchcię spadło w ostatnim czasie wiele problemów. Główny jest taki, że stanowi ona część Muzeum Kolejnictwa w Warszawie. Temu z kolei grozi eksmisja, bowiem od lat trwa spór prawny ze spółką PKP Nieruchomości o prawo do zajmowanego terenu. O zaostrzeniu tego sporu mówił dyrektor Muzeum Kolejnictwa Ferdynand Ruszczyc.
- W lutym tego roku może zapaść wyrok w toczącej się od czerwca 2011 roku sprawie. Pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie złożyły PKP SA. Domagają się w nim opuszczenia przez Muzeum Kolejnictwa zajmowanej nieruchomości przy ul. Towarowej. Spółka twierdzi, że muzeum nie ma tytułu prawnego do tego terenu relacjonował dyrektor Ruszczyc.
- Prawdą jest, że po reformie administracyjnej, kiedy dzielono kompetencje i objęliśmy opieką ponad dwadzieścia placówek kultury, w tym Muzeum Kolejnictwa, kolej była jeszcze jedną spółką i nikt nie myślał o podziałach i odzyskiwaniu gruntów. Sytuacja diametralnie się zmieniła i powstał poważny spór prawny o teren, który muzeum zajmuje od kilkudziesięciu lat mówił marszałek Struzik. Nie zmienia to faktu, że o placówkę będziemy walczyć do upadłego. Nie może być tak, że wartość gruntu jest fetyszem. Jest jeszcze coś takiego, jak geniusz miejsca.
Dla osób zainteresowanych sprawą nie jest tajemnicą, że siedziba muzeum jest niezwykle atrakcyjnym terenem inwestycyjnym. Jak mówiono w kuluarach, developerzy proponują za niego 100 milionów, które i tak pójdą na zapłacenie długów PKP.
- Sprawy nie uważałbym za przegraną przekonywał z kolei przedstawiciel starostwa Wiesław Brodowski, który ma za sobą walkę o Żelazową Wolę. Proponuję wszczęcie postępowania uwłaszczeniowego i prawo do tego miejsca na zasadzie zasiedzenia.
Problem warszawskiego muzeum jest o tyle ważny, że w przypadku jego eksmisji, nie wiadomo co dalej z naszą wąskotorówką.
Rafał Nadolny, Wojewódzki Konserwator Zabytków, rozumie rangę sochaczewskiej ciuchci w środowisku oraz jej aspekt historyczny, dlatego w ubiegłym roku wszczął działania mające na celu wpisanie jej do rejestru zabytków. Na przeszkodzie stoi jednak brak tytułu prawnego do tego miejsca. Kwestię tę podnosiło wielu mówców uczestniczących w debacie.
Mizerny budżet
Nie jest to niestety jedyny problem sochaczewskiego muzeum. Mówił o nich dyrektor Marek Belczyk. Nie sposób w tym miejscu omówić wszystkich, choć generalnie większość sprowadza się do braku funduszy.
- Wiele do życzenia pozostawia stan budynków, w których remontujemy eksponaty. Naprawy wykonywane we własnym zakresie już nie chronią przed deszczem czy śniegiem. W fatalnym stanie są przejazdy kolejowe. Ciągłego nadzoru wymagają mosty na Łasicy i Utracie, przez które przejeżdża nasz pociąg Retro. Plagą są kradzieże szyn i podkładów, które należy na bieżąco kontrolować, a stan kadrowy osiągnął już najniższy z możliwych poziomów wyliczał dyrektor Belczyk.
Więcej w najnowszej "Ziemi Sochaczewskiej"
Jolanta Sosnowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze