Reklama

NARODZINY WOJTKA W „SALI LAWENDOWEJ”

Zespół Opieki Zdrowotnej Szpitala Powiatowego w Sochaczewie
17/12/2013 10:28

Przedświąteczny prezent dostali Państwo Stawińscy z Teresina. Ich nowo narodzony synek Wojtuś urodził się 28 listopada 2013 roku w Szpitalu Powiatowym w Sochaczewie, o godzinie 17:25. Ważył 3,070 kg a mierzył 52 cm. Dla rodziców to ogromne wydarzenie w ich życiu rodzinnym. Oddział Ginekologiczno- Położniczy, którego Ordynatorem jest od niedawna Krzysztof Gawroński może szczycić się kolejnym szczęśliwie odebranym porodem. Jednak z tą różnicą, że tym razem odbył się on na nowo otwartej „Lawendowej Sali porodowej”.

Reklama

 Państwo Paulina i Rafał Stawińscy mają już 7- letnią córeczkę Natalię, która także urodziła się w sochaczewskim szpitalu. W kwestii pierwszego porodu rodzice nie wymieniają intymności, przytulności i spokoju na pierwszym miejscu. O różnicy pomiędzy tym, a poprzednim porodem swojego dziecka Pani Paulina zechciała opowiedzieć w poniższym wywiadzie.

 

Czy świadomie wybrała Pani miejsce porodu w Szpitalu w Sochaczewie?

 

Tak. Choć wybór miejsca nie był taki oczywisty na samym początku ciąży.

Zależało mi na tym, żeby po porodzie mąż z córeczką mogli mnie i synka częściej odwiedzać. Poza tym odległość do szpitala w czasie zaczynającego się porodu byłaby dla nas dużym wyzwaniem, a dla mnie dużym obciążeniem.

Reklama

Zawsze poród opisuję się, jako to najważniejsze i najpiękniejsze uczycie dla kobiety. Moje odczucie po pierwszym porodzie było bardzo odmienne od tego, co się czyta i słyszy. Kojarzył mi się on tylko z bólem i chaosem, jaki wokół mnie wówczas panował. Ktoś wchodził jednymi drzwiami wychodził drugimi. Za każdym razem podchodziła inna położna by zmierzyć tętno córki. Po trzech dniach tułania się od sali do sali kazano mi się położyć i rodzić. To było coś okropnego- nikt nie pytał czy jest mi wygodnie i czy ta pozycja nie pogorszy nadszarpniętego po wypadku stanu zdrowia mojego kręgosłupa. Ciągle słyszałam nakazy, co mam robić i złość w głosie jak coś nie wyszło po myśli położnej. Nie pozwolono mężowi przeciąć pępowiny. Ta cała otoczka, jaką pamiętam cały czas krążyła mi w głowie.

Zdanie zmieniłam w ostatnim miesiącu ciąży, kiedy to poznałam wspaniałą położna Panią Julitę. To właśnie ona namówiła mnie, aby odwiedzić oddział „i dać mu szanse”jeszcze raz. Zobaczyć zmiany i przekonać się, czy /że jest inaczej – lepiej. Wybierając się na oddział miałam wielki dystans do tego, co zobaczę. Lecz odwiedziny minęły w bardzo przyjaznej atmosferze. Pani Julita pokazała mi nowo powstającą salę porodową, opowiedziała jak teraz przebiega poród. Podczas opuszczania oddziału poznałam nowego ordynatora - wywarł ma mnie niesamowite wrażenie podekscytowanego zmianami, jakie panują na oddziale, zaangażowanego osobiście w dalsze jego plany. Z jego rozmowy dało się odczuć, że zależy mu na poprawie komfortu kobiet tu rodzących. A poza tym był ciekaw mojego zdania na temat nowego wyglądu sal porodowych.

Reklama

Myślę, że ta wizyta rozwiała moje obawy, co do tego, że kolejny raz mogę zostać sama podczas porodu, że nie będzie obok mnie osoby, która jest mi bliska, że zabraknie intymności, przytulności. Wszelkie te obawy rozwiała Pani Julita i możliwość obejrzenia oddziału osobiście.

 

Jest Pani pierwszą kobietą, której poród odbył się na nowej sali porodowej, czy może Pani opisać swoje wrażenie?

 

Najistotniejsze dla mnie było, aby mąż i położna byli cały czas obok. I tak też było cały poród mąż był ze mną na sali, wspierał i uśmierzał ból według wskazań położnej, która także była obok. Jej cała uwaga była skupiona tylko na mojej osobie i moim rodzącym się synku. Nikt nie zakłócał nam spokoju. Cała sala i sprzęt były tylko do mojej dyspozycji. Ten poród przeminął w atmosferze ciepła, przytulności i spokoju. W pierwszej fazie porodu byłam na tyle rozluźniona, że rozmowa i odpowiadanie na pytania położnej nie były stresujące.

Reklama

 

Czy czuła się Pani bezpiecznie i przytulnie?

 

Z całą pewnością tak. Były przy mnie dwie osoby, na których obecności bardzo mi zależało. Położna od początku do końca była tylko jedna!

Do swojego wyłącznego użytku miałam: wannę porodową, łazienkę z prysznicem, piłkę, drabinki. A co najważniejsze możliwość ciągłego ruchu – chodzenia aż do akcji porodowej – to było dla mnie najważniejsze. Ja wybrałam pozycję do porodu i nie ukrywam, że tym razem fotel porodowy był o wiele wygodniejszy.

To wszystko sprawiło, że czułam się bardzo intymnie i bezpiecznie, a wszystko odbyło się w jednym miejscu. Taki mój prywatny pokój porodowy.

Reklama

 

Czy po porodzie dziecko cały czas było przy Pani?

 

Tak. Zaraz po narodzinach Wojtuś i ja tuliliśmy się do siebie. Leżeliśmy tak jakiś czas. To był bardzo ważny moment, który pozwolił nam się uspokoić i odpocząć. To najważniejsza i najpiękniejsza chwila w życiu.

W rogu pokoju znajdowało się miejsce, gdzie synek został zbadany, zmierzony, zważony i ubrany. Obok cały czas położnej asystował mąż, który okazał się kolejny raz dzielnym tatą.

 

Czy poleciłaby Pani przyszłym mamom odbycie porodu w tej właśnie sali?

Reklama

 

Z całym przekonaniem tak. To jak się czułam podczas porodu, jak reagowałam na stres oraz ból z nim związany, że cały czas czułam wsparcie osób mi bliskich zawdzięczam profesjonalnej położnej oraz obecności mojego męża. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w pokoju porodowym byłam jedyną rodzącą. Dzięki temu mogłam się skupić tylko na sobie i swoim dziecku. Nic mnie nie rozpraszało. A nowoczesny sprzęt, jasne kolory, dużo światła to wszystko dawało mi dodatkowe poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Wszystkim przyszłym mamom życzyłabym, aby ich dziecko urodziło się w takich właśnie warunkach.

Reklama


Aneta Ligner

Sekcja Promocji i Rozwoju

"Szpital Powiatowy" w Sochaczewie

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama