„Bez dymu” i „przy jednym dymie” Tak mawiano o potrawach, które spożywano w pierwszy dzień Wielkanocy. W to najważniejsze święto w roku nie gotowano, nawet nie rozniecano „dużego” ognia w kuchni. Na stole stawiano potrawy zimne („bez dymu”) lub przyrządzone wcześniej, tylko podgrzane („przy jednym dymie”). Tradycyjną potrawę stanowił żur lub barszcz biały, wcale niepostny, obficie zabielany śmietaną, z chrzanem, solą i czosnkiem. Bywał też i bigos „przygotowywany już na kilka dni przed świętami, z pokrajanych przeróżnych mięs, a potem podlewany winem, wielokrotnie odgrzewany, przygrzewany, żeby należycie dojrzał”. (J.Uryga) Na stole królowała szynka (najlepiej cała z kością, uwędzona w jałowcowym dymie) i kiełbasa. „W Polsce – uważa etnograf B.Ogrodowska – umiejętność wyrobu kiełbas domowych znana była od dawna i to zarówno na wsi, w domach kmiecich, jak i w wyższych stanach. Dobry kucharz znał co najmniej dwanaście sposobów przyrządzania kiełbas, zaś kuchmistrz z pańskich rezydencji nawet dwukrotnie więcej”. Były też święcone jajka, ciasta i, szczególnie po wsiach, groch z kapustą. Nie zapominano też i o gorzałce, ale gospodynie czuwały, by biesiadnicy nie przekroczyli pewnej granicy. Dzisiaj mamy w sklepach mnóstwo przeróżnych szynek i kiełbas, wiele z nich jest podobno takich jak „u babuni”. Tylko im brakuje jednego – aromatu: „Kiełbasy czujne były, czosnkiem dobrze przyprawione, gdyż po izbie rozniesły się zapachy, jaże psy się wierciły między ludźmi skamlając żałośnie” (W.St.Reymont „Chłopi”) Stanisław Bugaj
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze