O wyborach i parlamentarnej przyszłości z posłem – elektem Maciejem Małeckim rozmawia Jolanta Sosnowska
- Jak się czuje świeżo upieczony poseł?
- Na pewno czuję radość ze zdobycia mandatu, ale jest ona przyćmiona tym, że nie udało nam się wypracować lepszego wyniku Prawa i Sprawiedliwości. Ja już podczas kampanii mówiłem, że mój mandat jest celem numer dwa. Zadaniem podstawowym jest zwycięstwo PiS w wyborach.
- Zostawmy na chwilę partię i pomówmy o panu. Czy przyjął pan dużo telefonów z gratulacjami?
- Szczerze mówiąc było ich bardzo dużo. Jestem wdzięczny też za wszystkie życzliwe SMS-y i mejle, jakie otrzymałem tuż po ogłoszeniu wyników i później. Są powodem do jeszcze większej mobilizacji.
- Jak pana zwycięstwo odebrała rodzina?
- Mam w niej wielkie oparcie, ale podejrzewam, że moi bliscy woleliby żyć spokojniej niż to było przez ostatnie miesiące.
- Z jakimi zadaniami i pomysłami rusza pan do Sejmu?
- Zdaję sobie sprawę, że jako nowy poseł nie zawsze będę mógł się angażować w te sprawy, które szczególnie mnie interesują. Liczę się z tym, że część komisji sejmowych jest pozajmowana przez dotychczasowych posłów. Na pewno jednak chciałbym się znaleźć w komisji ds. samorządu terytorialnego. Znam bariery, z jakimi spotykaliśmy się w Sochaczewie. Chciałbym pracować nad nimi w parlamencie, a jednocześnie pewne rozwiązania przenosić na nasz grunt.
- Jako radny opozycyjny będzie pan miał trudniejsze zadanie.
- Mam świadomość tych ograniczeń. Ale nie mogą one powodować, że założę ręce i uznam, że i tak nic nie mogę zrobić. Mam pewne pomysły. Spróbuję nimi zainteresować innych posłów i doprowadzić do ich wdrożenia.
- Proszę się podzielić choć jednym takim pomysłem.
- Przede wszystkim chcę zabiegać o to, aby rozwój Polski odbywał się w sposób zrównoważony. Nie powinno być tak, że największe pieniądze, dotacje unijne czy inwestycje trafiają do dużych metropolii, a reszta kraju czeka pokornie na swoją szansę. Za dużo obowiązków ceduje się na samorządy, które szukając funduszy są zmuszone podnosić lokalne podatki. To trzeba jak najpilniej zmienić.
- W jakim zakresie Sochaczew może liczyć na pana pomoc? Wiadomo, że teraz będą takie oczekiwania.
- Chcę współpracować z miastem, gminami, starostwem, z całą ziemią sochaczewską. Jestem do dyspozycji wszystkich. Deklaruję pomoc w każdej sprawie. Trzeba jednak sobie zdawać sprawę, że jeden poseł nie przegłosuje jakiejś ważnej dla miasta ustawy. Ale będę próbował otwierać drzwi, przedstawiać z bliska sprawy, z którymi nie można się przebić z pozycji małego miasta czy powiatu.
- Co może oznaczać wybranie pana do Sejmu dla zwykłych mieszkańców, pana wyborców? Czy planuje pan otwarcie biura poselskiego w Sochaczewie?
- Oczywiście tak. Tu będzie moje podstawowe biuro, bo sprawy zwykłych ludzi są mi najbliższe. Takimi zresztą najczęściej zajmowałem się w radzie miejskiej.
- Czy biuro poprowadzi ktoś z grona pańskich najbliższych współpracowników z PiS?
- Rozmawiamy na ten temat, podobnie jak o przyszłym kształcie biura poselskiego. W tej chwili jest jeszcze za wcześnie, aby zdradzać szczegóły. Praca posła wymaga spędzania znacznej części czasu poza swoim miastem. Dlatego tak ważna jest właściwa obsada kadrowa biura.
- Kiedy można oczekiwać otwarcia poselskiej placówki?
- Z pewnością jeszcze w tym roku. W tej chwili działa biuro PiS przy ul. Narutowicza, w którym pełnią dyżury nasi członkowie i radni.
- Czy w związku z nową funkcją planuje pan przeprowadzkę do Warszawy, czy będzie pan tylko dojeżdżał na Wiejską?
- Chyba nie da się uniknąć czasowego mieszkania w Warszawie. Jednak głównym terenem mojej działalności będzie Sochaczew. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Tu wyrosłem i tu jest moja mała ojczyzna.
- Jaki będzie los imprez, które pan zapoczątkował? Myślę tu o rajdzie rowerowym czy turnieju dzikich drużyn. Komuś je pan powierzy?
- Nie zrezygnuję z przedsięwzięć, które zapoczątkowałem. One się muszą dalej rozwijać. Na szczęście nie jestem jedynym organizatorem. Przy obu imprezach działają sztaby wspaniałych wolontariuszy, z których każdy wie, co ma robić. Tak samo zresztą było podczas kampanii wyborczej.
- Rodzajem sejmowej inicjacji jest zaprzysiężenie. Czy zna pan już jego dokładną datę?
- Nie mam jeszcze pisemnego potwierdzenia. Sądzę, że nastąpi 26 lub 27 października.
- Czy uścisnął pan już dłoń swojego szefa partyjnego? Myślę oczywiście o Jarosławie Kaczyńskim.
- Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że wkrótce odbędzie się spotkanie z nowo wybranymi posłami. Proszę mi wierzyć, że od wyborczej niedzieli nie mam czasu na nic. Żartuję, że wyłączam telefon, żeby spokojnie coś zjeść. Pewnie dotyczy to wszystkich, którzy zdobyli mandat.
- A co z pracą zawodową? Chyba nie da się jej pogodzić z obowiązkami w Sejmie?
- To prawda. Poprosiłem o urlop bezpłatny na czas kadencji. Uważam, że nieuczciwe wobec wyborców byłoby połowiczne działanie, zwłaszcza, kiedy praca jest absorbująca. Dlatego przez najbliższe cztery lata chcę się poświęcić pracy parlamentarnej.
- Trzeba przyznać, że wyborcy obdarzyli pana ogromnym zaufaniem. Startował pan z ósmej pozycji, a uzyskał pan drugi wynik na liście.
- Brakuje mi słów wdzięczności. Począwszy od mojej rodziny i osób, które uczestniczyły w kampanii wyborczej. To były całe miesiące poprzedzające wyborczą niedzielę wypełnione bezinteresowną pracą ludzi, którzy nie oczekiwali nic w zamian. Bywały nawet takie sytuacje, że ktoś z własnej inicjatywy przychodził po plakaty czy baner proponując ich rozwieszenie. Każdej z tych osób z serca dziękuję. Bardzo dziękuję także moim wyborcom. Postaram się nie zawieść zaufania. We wszystkich sprawach zapraszam do biura poselskiego, które mam nadzieję już niedługo zacznie działać.
- Gratulujemy i życzymy powodzenia w realizacji poselskich planów.
Maciej Małecki jest rodowitym sochaczewianinem. Ma 37 lat. Z zawodu jest historykiem. Studiował historię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył także Studium Samorządowe na KUL oraz Studia Menedżerskie i Zasady Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Studiował zasady wykorzystania funduszy unijnych w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Jest pełnomocnikiem powiatowym PiS w Sochaczewie i radnym miejskim czterech kadencji. W ostatnich wyborach samorządowych ubiegał się o fotel burmistrza.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zobaczymy jak długo będzie Pan Maciej pamiętał ? Poza tym kształcił się Pan w kolebce PiS - gratuluję pewnie dobrych wyników. Pozdrawiam i trzymam za słowo że będzie Pan obecny w swoim biurze poselskim dla zwykłych ludzi.
Zobaczymy jak długo będzie Pan Maciej pamiętał ? Poza tym kształcił się Pan w kolebce PiS - gratuluję pewnie dobrych wyników. Pozdrawiam i trzymam za słowo że będzie Pan obecny w swoim biurze poselskim dla zwykłych ludzi.