Zapowiadało się wielkie muzyczne wydarzenie. W końcu nie co dzień pojawia się w naszym mieście tak legendarna grupa jak Kasa Chorych. Koncerty zakończyły się sporym rozczarowaniem.
Na placu Kościuszki 29 i 30 sierpnia sochaczewianie mieli okazje pożegnać lato. Organizatorem serii koncertów był pub Pełna Qlturka. Imprezie towarzyszyła zbiórka pieniędzy dla chorego Kacpra Kamińskiego, której przeprowadzeniem zajęli się członkowie Klubu Wolontariatu MOPS Sochaczew, a także i bicie rekordu w jedzeniu jabłek. Na scenie pojawiły się grupy Orange Tree, Dirty Ground, Mech, a drugiego dnia Tajm, Forever Freedom i, przede wszystkim najbardziej utytułowany z tej grupy wykonawców, zespół Kasa Chorych.
Na papierze wszystko wyglądało więc świetnie. Sama organizacja stalą na bardzo dobrym poziomie, widać było, że właściciele pubu PQ zadbali o każdy szczegół. Bezpieczeństwa zebranych pilnowała wynajęta firma ochroniarska, zespoły muzyczne miały wyznaczony namiot, w którym spokojnie przygotowywały się do występów. Nie zabrakło nawet oprawy pirotechnicznej.
Imprezie towarzyszył także szczytny cel zbiórka funduszy dla chorego na nowotwór Kacpra Kamińskiego. Do wielkiego święta muzyki rockowej zabrakło jednego tylko czynnika - publiczności. Pieszego dnia wykonawcy śpiewali do grupki może 40 osób stojących w bezpiecznej odległości od sceny, jakby bały się podejść bliżej. Na ławkach rozmieszczonych dość daleko od wykonawców usiadło może kolejne 60 osób. Drugiego dnia frekwencja wyglądała podobnie i przykro było patrzeć, jak artyści śpiewają do pustej przestrzeni.
Trudno stwierdzić czemu te koncerty się nie udały. Wykonawcy, mimo niesprzyjających warunków (śpiewanie do garstki słuchaczy to nic przyjemnego) pokazali co potrafią. Nie zabrakło gwiazdy ogólnopolskiego formatu. Sama impreza promowana była i w radiu i przez media społecznościowe. Jeśli organizatorzy chcąc powtórzyć inicjatywę w przyszłym roku, muszą popracować nad skuteczniejszym ściągnięciem publiczności.
W tej sytuacji najbardziej żal jest Kacperka i jego bliskich. Jak już pisaliśmy w poprzednim numerze Ziemi, to że chłopiec przeszedł przeszczep szpiku nie oznacza, że jego problemy się skończyły. W powszechnej świadomości taki zabieg kojarzy się z szczęśliwym finałem walki z chorobą. W praktyce wcale tak nie jest. Obecnie Kacper cierpi m. in. na zapalnie płuc i pęcherza, nie może jeść, wymiotuje krwią, jest zniechęcony długotrwałym leczeniem. Stan psychiczny i fizyczny chłopca jest naprawdę ciężki. Zdarzają mu się chwile kompletnego zwątpienia.
Za zebraną kwotę niewiele ponad tysiąca złotych na pewno nie uda się przystosować jego rodzinnego domu do takich warunków, żeby mógł do niego wrócić. Warto też nadmienić, że podczas poprzednich dobroczynnych akcji na rzecz chłopca bez trudu udawało się zebrać sumy kilku tysięcy złotych, a rekordowa zbiórka zakończona została sumą ponad 20 tys. zł.
Sebastian Stepień
Po więcej ciekawych newsów zapraszamy na ziemia-sochaczewska.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze