W minionym tygodniu pisaliśmy, że basen Orka uznano za szósty tego typu obiekt na Mazowszu. O tym, jak to się stało, że prawie 12-letni obiekt pokonał pływalnie uruchomione w ostatnich latach, a także o tym, jak zarządzać obiektami sportowymi z głową z dyrektorem Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Mieczysławem Głuchowskim rozmawia Agnieszka Poryszewska.
MOSiR kończy rok dobrą wiadomością. Jak przyjął pan informację o wysokiej pozycji Orki w rankingu pływalni?
To dla nas bardzo ważna informacja. Na ten wynik pracowaliśmy wiele lat. Osobiście bardzo ucieszyły mnie opinie klientów. Gdyby autorzy zestawienia nadali im większą rangę, może bylibyśmy którymś z liderów?
Klienci są więc dla was priorytetem.
Oczywiście, wynika to z charakteru działalności Orki. Staramy się tak organizować naszą działalność, by każda z odwiedzających nas osób opuszczała pływalnię zadowolona. Wprowadziliśmy dla nich szereg udogodnień. Kierownictwo i pracownicy MOSiR pracują na zmiany. Grafik układamy tak, by do zamknięcia obiektu zawsze był na nim obecny któryś z kierowników. Naszym celem było to, aby odwiedzający nas ludzie byli tak samo dobrze obsługiwani o godz. 12.00, jak i o 21.00. Ponadto dużą wagę przykładamy do bieżącego aktualizowania informacji, które trafiają do naszych klientów, m. in. za pomocą naszej strony internetowej. Zamieszczamy tam np. harmonogram rezerwacji torów.
Na czym one polegają?
Dzięki nim sprawdzić można, które tory są zarezerwowane, ocenić, ilu osób w danym dniu i godzinie spodziewać można się na basenie. Podobnych informacji udziela nasz sekretariat. Zawsze można zadzwonić i spytać, czy w danym dniu lub godzinie na basenie nie będą odbywać się, powiedzmy, zajęcia sportowe czy lekcje w-f. Dla wielu osób kameralna atmosfera na pływalni jest bardzo ważna. Przychodzą się tu przecież zrelaksować.
Pańscy podwładni nie protestowali przeciwko takiemu systemowi pracy? W większości instytucji publicznych preferowany jest nadal typowy dzień pracy, czyli od 8 do 16?
Po pierwsze w tym systemie pracują wszyscy, z uwzględnieniem kierownictwa. Po drugie ma on wiele zalet. Kiedy pracę kończy jedna zmiana, musi ona przekazać obiekt kolejnej w odpowiednim stanie. Mamy więc do czynienie z pewnym rodzajem kontroli koleżeńskiej. Po trzecie, w ten sposób udaje nam się wygenerować wiele oszczędności.
Jakiego typu są to oszczędności?
Opieramy się na ścisłym podziale obowiązków i nie korzystamy z firm zewnętrznych, np. w zakresie sprzątania, konserwacji itp. Gdybyśmy to robili, nasze koszty byłyby o wiele większe. Tymczasem wśród pracowników działu technicznego zatrudniamy m.in hydraulika, elektryka, glazurnika i innych. Na bieżąco monitorujemy stan urządzeń i dokonujemy napraw. Z wyprzedzeniem zamawiamy części zamienne. Sami opracowaliśmy np. standardy zachowania czystości. Natomiast nigdy nie oszczędzamy na jakości środków chemicznych.
Faktycznie, wchodząc na Orkę widać, że jest tu wyjątkowo czysto. Nawet w pomieszczeniach na zapleczu czy tzw. podbaseniu, gdzie nie mają dostępu klienci.
Sądzę, że w dużej mierze to stan utrzymania obiektu, a nie rok jego oddania do użycia jest ważny. Pokazał to także ranking, o którym rozmawialiśmy. Byłem na wielu nowszych od naszej pływalniach, i nieskromnie powiem, że u nas jest najczyściej. Poza tym na Orce już podczas jej budowy zastosowano mnóstwo nowoczesnych, wyprzedzających czasy rozwiązań.
Ma pan tu na myśli chociażby ozonatory, które wspomagają chlorowanie wody?
Także to, oczywiście. Choć tak naprawdę wszystko zaczęło się od samego etapu projektowania. Duża zasługę w tym jak wygląda obecnie Orka ma jej pierwszy dyrektor, obecny burmistrz Piotr Osiecki. Przeforsował on mnóstwo nowatorskich rozwiązań, które procentują po latach. To że oferujemy masaże, saunę czy inne usługi jest właśnie jego zasługą.
Jeżeli chodzi o ozonatory, są one jednak drogie w utrzymaniu. Rada miasta poprzedniej kadencji często zarzucała szefostwu MOSiR nadmierne koszty.
W tej kadencji nie ma już tego problemu. Za coroczny przegląd urządzeń płacimy około 10 tys. zł. To sporo, ale dzięki temu zyskujemy naprawdę wiele. Czy bylibyśmy w stanie osiągnąć wynik 140 - 180 tys. wejść na Orkę oferując wodę, której przejrzystość jest wątpliwa. Tymczasem nasza woda jest nieprawdopodobnie czysta, co potwierdzają wyniki jej badań prowadzonych systematycznie przez sochaczewski sanepid . Klienci przyjeżdżają do nas nawet z Grodziska Mazowieckiego, Skierniewic, Łowicza, Wyszogrodu, Leszna. Poza tym tak krystaliczna woda nie niszczy urządzeń i samej pływalni. Przez to nie wydajemy tyle na konserwację.
Sama woda na pewno nie sprawi, że pływalnia będzie na siebie zarabiać. Skąd bierzecie pomysły na ofertę zajęć dodatkowych?
Analizujemy rynek i dostosowujemy ją do potrzeb czasów. Ludzie są coraz bardziej zapracowani. W ciągu tygodnia nie mają czasu iść popływać. Jednocześnie mają coraz większe oczekiwania. Nasze ostatnie pomysły, czyli zajęcia dla niemowlaków jak i weekendowa nauka pływania cieszą się dużym zainteresowaniem, podobnie jak aerobic w wodzie. Bardzo cieszy nas inicjatywa władz miasta polegająca na zorganizowaniu bezpłatnej nauki pływania dla uczniów klas trzecich szkół podstawowych. Być może uda nam się ją poszerzyć.
Pełen tekst w najnowszej "ZS".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze