O jeden most za daleko - Rozmowa z Pawłem Rożdżestwieńskim
Tygodnik Echo Powiatu
12/10/2005 12:54
O tym, jak udała się tegoroczna inscenizacja „Bzura”, dlaczego rozważano zmianę lokalizacji bitwy i co pojawi się nowego w przyszłym roku, z szefem jej Komitetu Organizacyjnego – Pawłem Rożdżestwieńskim – rozmawia Andrzej Gąsiorowski.
Paweł, tym razem nie interesuje mnie ocena widzów, tylko twoja. Jak oceniasz tegoroczną inscenizację? Jeśli patrzeć na „Bzurę” z zewnątrz, to był to sukces. Z drugiej strony impreza osiągnęła już taki punkt krytyczny, że bez zainwestowania odpowiednich pieniędzy w infrastrukturę, bezpieczeństwo i to, co się nazywa skórką jabłka, nie ma już sensu dalsze jej organizowanie. Po prostu grozi to wypadkiem. Ile to kosztuje? - Na dzień dzisiejszy wystawione są rachunki na 86 tys. zł. Najwięcej wyłożyło Ministerstwo Obrony Narodowej - 60 tys. Ostatnio odbyły się dwa spotkania fundacji Polonia Militaria. Jedno dotyczyło zmiany lokalizacji „Bzury”, na drugim ustalono, że pozostanie ona w Brochowie. Skąd ten zamęt? Stanęło na Brochowie, choć rozmawialiśmy na ten temat z samorządami innych miast. A samorządy naszego powiatu? Warto by było, aby ktoś w mieście i powiecie zastanowił się nad pewnymi priorytetami. Przede wszystkim, co robić, aby nie zniechęcać ludzi do tego, żeby coś tu robili, po prostu, żeby ich do tego zachęcać. Przecież w komitecie organizacyjnym z Sochaczewa jestem tylko ja. Inni są z Poznania, Warszawy, najbliżej Jacek Haber z Teresina. Więc utrzymać tutaj tych ludzi nie jest łatwo. Po prostu nie są emocjonalnie związani z Sochaczewem. Tak na przykład gmina Raszyn sama prosi rekonstruktorów o organizowanie historycznej bitwy. A przecież przyjeżdżają do nas również inscenizatorzy z zagranicy. Warto, żeby widzieli, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Oczywiście miasto dało pieniądze, 10 tys. zł i jesteśmy za nie bardzo wdzięczny, bo dzięki temu zorganizowano nagłośnienie, ale chodzi też o dobrą atmosferę dla przedsięwzięcia. W tym roku, przynajmniej z punktu widzenia publiczności, największym problemem był brak trybun. Jak można rozwiązać ten problem? Ich wypożyczenie nie stanowi aż tak wielkiego kosztu. Gdyby wszystkie samorządy powiatu złożyły się na nie, byłyby to dla nich niewielkie kwoty, w żaden sposób nie naruszające budżetów. W końcu impreza jest dla mieszkańców całego powiatu. A czy jest możliwość włączenia do infrastruktury „Bzury” kolejki wąskotorowej, Brochowa jako takiego, w którym chrzczony był Fryderyk Chopin? Jeśli chodzi o kolejkę, to nas nie stać na jej wypożyczenie na czas imprezy. Ale gdyby muzeum było skłonne włączyć ją nieodpłatnie do imprezy, bylibyśmy bardzo wdzięczni. Chopin... Możliwie, że to Brochów wygra tę sprawę. W 2010 ma się tutaj odbyć Konkurs Chopinowski. Czy możesz już dziś powiedzieć czytelnikom „Echa” coś o przyszłorocznej „Bzurze”? Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będą dwie inscenizacje. Tak się składa, że mniej więcej równo 5 lat po historycznej bitwie nad Bzurą polscy spadochroniarze walczyli na ziemi holenderskiej. To było słynne lądowanie pod Arnhem, operacja Market-Garden, dobrze znana z filmu i książki „O jeden most za daleko”. Pokażemy i tę bitwę. Oczywiście jej główną atrakcją będą skoki spadochronowe. Ale będą też liczne prequele. Goście z Czech i po raz pierwszy z Rosji. Będą także nowe pojazdy. Liczymy na wsparcie mieszkańców ziemi sochaczewskiej.
rozm. Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze