Pasażerowie pociągu Kolei Mazowieckich Warszawa Wschodnia – Sochaczew, a także PKP Intercity „Goplana”, jadącego do Poznania, mówili w wielkich nerwach o tym, jak w ostatniej chwili uniknęli tragedii. Oba składy jechały w tym samym kierunku obok siebie, wyhamowały awaryjnie tuż przed miejscem, gdzie tory łączą się w jeden. Katastrofa kolejowa wisiała na włosku.
Do zdarzenia, w którym uczestniczyli mieszkańcy naszego miasta, i o którym do dziś głośno w mediach ogólnopolskich, doszło w piątek 19 września ok. 19.21 na odcinku między Warszawą Włochy a Warszawą Ursus. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zawinił maszynista Kolei Mazowieckich, nie reagując w odpowiednim momencie na sygnał „stój”.
Taką wersję podtrzymuje rzecznik PKP PLK Mirosław Siemieniec. Potwierdza też on, że do tragedii nie doszło dzięki maszyniście PKP Intercity, który w ostatniej chwili użył zgodnego z procedurą bezpieczeństwa systemu „radio-stop”, który pozwala na wyhamowanie pociągu w ruchu. Tuż przed złączeniem torów w jeden zatrzymał się też pociąg jadący do Sochaczewa.
Utrudnienia w ruchu na tym odcinku trwały kilka godzin. Jak informuje PKP, czekającym, zdenerwowanym pasażerom dostarczano wodę, byli też na bieżąco informowani o sytuacji. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Znajoma jechała tym pociągiem, mówiła, że ludzie do końca nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia. Może to i lepiej, mniej stresu.
Podobno to pasażerowie jako pierwsi wezwali policję. Dobrze, że nikomu nic się nie stało.
To wszystko wina Kopacz.
Znajoma jechała tym pociągiem, mówiła, że ludzie do końca nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia. Może to i lepiej, mniej stresu.
Podobno to pasażerowie jako pierwsi wezwali policję. Dobrze, że nikomu nic się nie stało.