Reklama

Ochotników u nas brak

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
05/09/2006 12:06
Od początku roku trwa pobór do wojska. Jak informują ogólnopolskie media, z powodu olbrzymich braków kadrowych, trzeba będzie zaciągnąć ok. 30 tys. poborowych. Jaką liczbę będą z tego stanowić młodzi mieszkańcy powiatu sochaczewskiego i jakie sztuczki stosują, by do koszar nie trafić?
Jak uniknąć wojska

Pomysłów jest wiele. Jak mówi kpt. Andrzej Mech z Wojskowej Komendy Uzupełnień, która odpowiada za pobór z terenu naszego powiatu, po pierwsze ci, którzy znajdują się na liście przewidzianych do wcielenia, w ogóle nie przyjmują wezwań. „Ochotnicy zdarzają się rzadko, a w przypadku powiatu sochaczewskiego, nie ma ich wcale. W dzisiejszych czasach młodych w większości interesują studia, a nie wojsko” – mówi. Choć zaraz dodaje, że szkoła często jest również tylko pretekstem do uniknięcia służby. Potencjalni poborowi to młodzi mężczyźni po szkole ponadgimnazjalnej i starsi. Jeżeli kontynuują naukę – wyjaśnia kpt. Mech – często zmieniają studia, jeżeli zostają skreśleni z listy studentów, zapisują się na kolejne lub przedstawiają zaświadczenia z prywatnych szkół. Na liście najczęściej stosowanych metod jest również zmiana adresu zamieszkania i nie zgłoszenie tego faktu do WKU, co jest obowiązkowe.
Tak popularne od kilkunastu miesięcy wyjazdy za granicę w celach zarobkowych, zwłaszcza w wakacje, to także skuteczny sposób na uniknięcie wojska. WKU potwierdza, że z wyjazdów takich korzysta bardzo wielu młodych ludzi z naszego powiatu.
Ci, którzy przyjęli już wezwanie do wojska, starają się o otrzymanie jak najgorszego orzeczenia wojskowej komisji lekarskiej. Jak przekazują krajowe media, te przestały już interesować jakiekolwiek zaświadczenia i w większości dają kategorię „A”. Z decyzją komisji nie godzi się jednak duża część poborowych. „Próbują wymusić na komendancie WKU, aby kierował ich na ponownie badanie i tak często się dzieje. Ponowna wizyta u lekarzy wojskowych dotyczy 80 proc. wszystkich rekrutów. W efekcie dostają albo kategorię B, która oznacza czasową niezdolność do służby (6 lub 12 miesięcy) albo kat. D, czyli orzeczenie o całkowitej niezdolności i tym samym do wojska nie idą wcale” – dodaje kpt. Mech. Część, mimo otrzymania „biletu” do wojska, przedstawia orzeczenie o złym stanie zdrowia, zyskując czas na zorganizowanie wyjazdu za granicę lub zaświadczenia o kontynuowaniu nauki.
Policjanci i więźniowie
Młodzi rekruci mogą jednak odbyć służbę nie tylko w koszarach, ale np. w policji, i duża część z nich taką możliwość wybiera. W naszym powiecie w tej sprawie miesięcznie wpływają dwa, trzy wnioski. Służba w policji trwa rok, czyli trzy miesiące dłużej niż w wojsku, ale daje szansę na otrzymanie stałego etatu po zakończeniu służby. W okresie poboru do wojska częściej odwiedzane są także Wojewódzkie Urzędy Pracy, w których młodzi mężczyźni składają wnioski za pośrednictwem WKU o przydzielenie 18 - miesięcznej służby zastępczej, np. w szpitalu, muzeum, straży pożarnej, w domach pomocy i opieki społecznej i innych instytucjach administracji publicznej czy wymiaru sprawiedliwości. O tym, gdzie poborowy trafi, decyduje właśnie Wojewódzka Komisja ds. Służby Zastępczej przy WUP w Warszawie. Jak informuje warszawska WKU, ze służby zastępczej w zdecydowanej większości korzystają osoby o innym wyznaniu, np. świadkowie Jehowy, którzy nie chcą mieć kontaktu z bronią.
Starania o uniknięcie wojska sprawiają, że niektórzy rekruci wchodzą nawet w konflikt z prawem. Przepisy mówią bowiem, że osób karanych nie powołuje się do zasadniczej służby wojskowej, tylko do służby obrony cywilnej. Ta została jednak zawieszona kilka lat temu, zatem osoby takie do wojska nie trafiają w ogóle. Część zdesperowanej młodzieży celowo popełnia więc drobne przestępstwa, np. jeżdżąc po pijanemu samochodem, kupując narkotyki czy dokonując drobnych rozbojów, by zostać ukaranym przez sąd i uniknąć w ten sposób wojska.
W tej chwili na liście poborowych z naszego powiatu jest prawie 70 mężczyzn. Z tej liczby zaledwie trzynastu przyjęło wezwanie do wojska, pozostali rekruci, stosując różnego rodzaju sztuczki, służby na razie uniknęli.
Do woja po 50-tce
Nagłośniony problem braków kadrowych w wojsku, to nie wyłącznie efekt nagłej próby wzmocnienia jego szeregów. To również sprawa skrócenia latem ubiegłego roku odbywania służby z jednego roku do 9 miesięcy, a także problem niżu demograficznego. Częściowo problem ten rozwiązać ma zmiana ustawy o powszechnym poborze, wprowadzona od początku tego roku. Dotychczas młodzież ucząca się, otrzymywała odroczenie służby do 23 roku życia, a mogła być do niej powołana do 24, w przypadku studentów odroczenie trwało do 27 roku życia i również tylko rok po tym, wojsko miało czas na dostarczenie takiej osobie „biletu” do koszar. Obecnie takiej granicy już nie ma, a obowiązek służby wojskowej trwa do 60 roku życia. Przepis ten, jak na razie, jest bardzo rzadko stosowany. Jak mówi kpt. Andrzej Mech, studentów do wojska nie powołuje się wcale, a absolwenci wyższych uczelni również mogą typowej służby uniknąć. Rozwiązaniem jest odbycie w ciągu jednego półrocza na trzecim semestrze studiów licencjackich, bądź na czwartym, w przypadku studiów magisterskich, przysposobienia obronnego. Zajęcia, tak jak pozostałe przedmioty, kończą się egzaminem i wpisem do indeksu. Wtedy można też wystąpić do komendanta WKU o odbycie w wakacje przeszkolenia wojskowego, trwającego do sześciu tygodni. Po jego odbyciu osoba taka otrzymuje tytuł kaprala i przenoszona zostaje do rezerwy. Na wakacyjne szkolenia, kierowane są także studentki kierunków medycznych i pokrewnych.
Martyna Mikulska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama