W zeszłym tygodniu Wisła i Bzura stały jeszcze skute lodem, ale instytucje i służby odpowiedzialne za stan rzek i bezpieczeństwo przeciwpowodziowe już rozpoczęły monitorowanie sytuacji hydrologicznej. Powód: nagłe ocieplenie, które może doprowadzić do zatorów lodowych, a w konsekwencji do wylewania rzek. Czasem wystarczy kilka godzin, aby kra ruszyła. Tak było w zeszłym roku, kiedy całą noc mieszkańcy Rozlazłowa wraz ze służbami walczyli o swoje domy i kładkę na Bzurze.
Pogodynka na dzień dobry Nasz powiat jest wyjątkowo zagrożony dużą wodą. Pokazała to powódź z 2010 roku. Trzy gminy: Iłów, Młodzieszyn i Brochów oraz nasze miasto są zagrożone wylaniem Wisły lub Bzury, a niektóre obu rzek naraz. Nic więc dziwnego, że pracownicy służb i instytucji przeciwpowodziowych dzień pracy rozpoczynają od sprawdzania prognozy pogody i inspekcji rzek. - Jeżeli utrzyma się taka pogoda, jak w minionym tygodniu, że w ciągu dnia robiło się ciepło, a w nocy chwytał przymrozek, zagrożenie jest niewielkie, bo wtedy lód topnieje stopniowo. Poziom wód jest na tyle niski, że w chwili obecnej nie grozi nam zalanie. Sytuacja będzie trudniejsza, jeśli na południu Polski wzrosną temperatury i rzeki zaczną gwałtownie rozmarzać. Wtedy może dochodzić do zatorów lodowych, bardzo niebezpiecznych o tej porze roku – powiedział nam Tadeusz Wachowski, szef referatu zarządzania kryzysowego w Urzędzie Miejskim w Sochaczewie. Między innymi sprawom zabezpieczenia powodziowego poświęcone było ostatnie posiedzenie Komisji Bezpieczeństwa przy staroście sochaczewskim. Tadeusz Jaworski dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa, Zarządzania Kryzysowego i Spraw Obronnych Starostwa Powiatowego w Sochaczewie uspokaja, że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe są przygotowane. Uzupełniono również wojewódzki magazyn sprzętu znajdujący się w Kamionie.
Trochę zrobiono Powódź z 2010 roku czegoś nas nauczyła. Państwo zaczęło przeznaczać większe pieniądze na zabezpieczenia. Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Płocku podjął szereg działań na naszym terenie. Jedno z ważniejszych to uszczelnienie wałów na Bzurze w Kamionie Małym i Przęsławicach (gmina Młodzieszyn). To miejsce jest wyjątkowo niebezpieczne, bo narażone na zalanie zarówno przez Bzurę, jak i Wisłę. Jesienią ubiegłego roku ponad półtora kilometra wałów wzmocniono nową metodą polegającą na wlewaniu na dużą głębokość masy betonowo-cementowej. Ma ona utrudnić przedostawanie się wody. Artur Rychlewski, kierownik sochaczewskiego oddziału WZMiUW, zapowiada, że wiosną tego roku podobną metodą zmodernizowany zostanie wał w miejscu, gdzie Bzura wpada do Wisły (w okolicy magazynu sprzętu przeciwpowodziowego). Jest już wykonana dokumentacja, a rozpoczęcie prac zależy od warunków atmosferycznych. Podobna inwestycja obejmie gminę Iłów. Wzmocnienie wałów na długości 1,5 km przewidziano w miejscowościach Suchodół i Kępa Karolińska. To tam w 2010 roku doszło do największych przecieków. Inną formą ochrony wałów są specjalne siatki zabezpieczające przed bobrami. To ich niszczycielska działalność przyczynia się w dużej mierze do uszkadzania nasypów. W gminie Iłów położono siatkę na długości 2,3 km, m.in. w Arciechowie, Pieczyskach i Suchodole. Takie samo zabezpieczenie zastosowano na wale wiślanym w Januszewie w gminie Młodzieszyn. Jak zapowiada Artur Rychlewski, wiosną ma się odbyć również konserwacja kanałów. Prace zabezpieczające podjęto także w gminie Brochów. Tadeusz Kiliś z Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Nowym Dworze Mazowieckim mówi, że zrobiono tyle, na ile wystarczyło pieniędzy. Tutaj główny problem stanowiły śluzy na terenie wałów, m.in. w Śladowie, Gorzewnicy i na przepompowni w Tułowicach. Dokonano ich przeglądu i naprawy. Na wałach w Gorzewnicy przygotowano stanowisko dla pompy wysokiej wydajności, która w przypadku powodzi ma usprawnić działania służb. Wykonano także drogę dojazdową do tego miejsca. Na długości 5 kilometrów odbudowano kanał kromnowski z dwoma jazami i mostem w Nowej Wsi. Odmulenia doczekała się również rzeka Łasica. Konieczne było, jak i w innych gminach, usunięcie szkód po bobrach i lisach. Kompleksowa modernizacja wałów musi jeszcze poczekać. Jak twierdzi Tadeusz Kiliś modernizacja kilometra nasypu to koszt od 3,5 do 7 mln zł.
W starciu z naturą Tadeusz Wachowski z referatu zarządzania kryzysowego w ratuszu powiedział nam, że aby uniknąć zagrożenia spowodowanego zatorami, usunięto część drzew, które stanowiły naturalną przeszkodę dla spływającej kry na Bzurze. Wzmocniono także brzegi Utraty w Chodakowie, gdzie powstało duże osuwisko. Oczyszczono to miejsce z rosnących dziko i powalonych drzew. Ma to ułatwić spływanie wody głównym nurtem. Jak powiedział Tadeusz Wachowski, w ubiegłym roku jego wydział zabiegał o umieszczenie naszego miasta w wieloletnim programie przygotowywanym przez Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych. Chodzi o liczne łachy i wypłycenia na Bzurze, dalszą wycinkę drzew i udrożnienie nurtu rzeki. Ma to zapobiec tworzeniu się rozlewisk i podtapianiu niżej położonych posesji. Działania te zapisano do realizacji na lata 2012-2014. Nie zasypia gruszek w popiele także gmina Iłów, która bardzo ucierpiała w ostatniej powodzi i która sąsiaduje ze znanymi już w całym kraju Świniarami. Wszelkie informacje o planowanych zabezpieczeniach są tam solidnie analizowane. Ostatnio rada gminy zaprotestowała przeciwko planom budowy przegrody na Wiśle w Dobrzykowie. Samorządowcy obawiają się, że urządzenie hydrologiczne, które ma pomagać mieszkańcom tamtego terenu, będzie utrapieniem dla nich. W przypadku przerwania wału, spowoduje wyższy poziom wody na terenach zalanych. Sekretarz gminy Przemysław Nowacki uważa, podobnie jak wielu mieszkańców, że najlepszym sposobem ochrony przed wielką wodą byłoby czyszczenie dna Wisły. O tym zadaniu mówi się od lat. Nie wiadomo jednak, czy większą przeszkodę stanowią koszty regulacji rzeki, czy fakt, że rejony Iłowa znajdują się w strefie ochronnej programu Natura 2000. - Pogłębianie Wisły od Wyszogrodu do Płocka wyceniono na 60 mln zł, ale co zrobić z ekologami, którzy przy każdej okazji protestują np. przeciw naruszaniu siedlisk ptasich na rzecznych kępach i w rezerwatach – zastanawia się Przemysław Nowacki. – Wreszcie ktoś się musi z nimi porozumieć. Natura już nie raz udowodniła swoją siłę. Miejmy nadzieję, że tym razem nie wystawi nas na taką próbę, jak dwa lata temu. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze