Reklama

Piotr Papierowski - Wigilijne wspomnienia

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
19/12/2006 14:40
Dr Piotr Papierowski – lekarz obecnie prowadzący przychodnię w Nowej Suchej
Karetka na płozach
Pamiętam, że było to w wigilię 1980 roku. Była to pierwsza moja praca w pogotowiu przy ul.Ziemowita, w tak zwanych Kasztankach. Święta były wtedy mroźne, a duże opady śniegu powodowały, że nie wszędzie dało się dojechać. Było już ciemnawo, gdy dostaliśmy wezwanie do pacjenta w Nowej Suchej, konkretnie chodziło o wieś Glinki. Chory miał duszności w związku z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i duże kłopoty z oddychaniem. Pojechaliśmy więc, ale już w Suchej okazało się, że zagroda, do której mamy dotrzeć, znajduje się daleko na uboczu i właściwie wąską wiejską drogą trudno będzie do niej dojechać, bo tak zapadało. Mimo to postanowiliśmy spróbować się przebić. Ale w miarę jazdy śnieg stawał się coraz głębszy, aż w końcu karetka ugrzęzła w zaspie i nie dało rady ruszyć ani w przód, ani do tyłu.
Staliśmy w polu zrezygnowani i nagle usłyszeliśmy dzwonki, a potem z dala ujrzeliśmy zaprzężone w konia sanie. Przez chwilę pomyślałem, że na tym odludziu zobaczymy zaraz Świętego Mikołaja, ale po chwili okazało się, że to nie Mikołaj a Michał, syn chorego gospodarza domyślając się, że możemy mieć kłopoty z dojazdem, zaprzągł konia i wyjechał nam naprzeciw. Przesiedliśmy się więc z sanitariuszem do sań, a kierowca, mimo namów by jechał z nami, uparł się, żeby zostać przy samochodzie. W ten sposób dotarliśmy do zagrody, a po podaniu dożylnym leków stan chorego uległ stopniowej poprawie. Zaczął się nawet do nas uśmiechać. My, zadowoleni, odwracamy się więc od łóżka, a tu na stole stoi wielki półmisek pełen dymiących pierogów z kapustą. I tak nas ugościli. Choremu też się poprawiło, bo wyszedł z łóżka zwabiony zapachem i dosiadł się do nas i do tych pierogów.
Gdy już dobrze podjedliśmy i rozgrzaliśmy się, młody gospodarz odwiózł nas znów saniami do karetki, gdzie czekał zmarznięty i klnący w żywy kamień kierowca, zwłaszcza, gdy się dowiedział, co stracił.

Joanna Niewiadomska-Kocik dyrektor szkoły muzycznej w Sochaczewie.
Spod zgrabiałych palców
Każde święta Bożego Narodzenia w mojej rodzinie spędzane są wspólnie, świątecznie i gromadnie, ale jedna wigilia szczególnie utkwiła mi w pamięci. Była to bowiem inauguracja mojej pracy jako organistki. Układ świąt był taki jak w tym roku, czyli czwarta niedziela adwentu wypadała akurat w wigilię. Wtedy w Żyrardowie, bo trzeba powiedzieć, że urodziłam się i wychowałam w tym mieście, pobudowany został nowy kościół pod wezwaniem Cyryla i Metodego na osiedlu Wschód i pierwsze msze zaczęto odprawiać właśnie w tę wigilijną niedzielę.
A ponieważ byłam wtedy, w roku 1989, niemalże już absolwentką Instytutu Organowego w Warszawie zaczęłam pracę jako organista w tym kościele. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, bo pierwszy raz grałam podczas prawdziwej mszy przy pełnym kościele i to na dodatek w wigilię. A trzeba dodać, że w naszym kraju przyjął się zwyczaj, że organista nie tylko gra, ale jeszcze śpiewa. W wielu innych krajach organista tylko gra, śpiewa zaś kantor.
Na dodatek było w tych nowych nieogrzewanych i niewyschniętych jeszcze murach świątyni tak potwornie zimno, że palce przymarzały do klawiatury. I nie pomagała obecność tłumu wiernych, którzy tłoczyli się również na chórze, ściskając mnie przy organach, że momentami trudno było złapać oddech. Zimno i tak dawało się we znaki.
Dopiero później ksiądz proboszcz kazał zrobić dla mnie coś w rodzaju drewnianej klatki czy zagrody jak dla zwierzątka, w której grywałam, ale wtedy ratował mnie trochę ksiądz Mirosław Czarnołęcki, wiedząc, jak tam na chórze potwornie marznę, w ten sposób, że przynosił mi w termosie gorącą herbatę. Tego dnia zagrałam również pierwszą swoją pasterkę i wtedy zrozumiałam, jaki stres towarzyszy kościelnemu organiście. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, stojąc z boku. Bo to przecież bardzo szczególna msza, podczas której trzeba wykazać się dużym kunsztem muzycznym, a tu palce grabieją. Na dodatek organista gra nie tylko na klawiaturze ręcznej, ale jest też klawiatura nożna, którą wykonuje się podobne wartości rytmiczne jak ręczną – szesnastki, ozdobniki. To wymaga dużej wytrzymałości, koncentracji i kondycji fizycznej, a ja w tę swoją pierwszą wigilię grałam niemal cały dzień aż do pasterki. Ale pamiętam, że wówczas, była tam wspaniała atmosfera. Mimo tego potwornego zimna, ludzie bardzo jednoczyli się wokół tej nowej powstającej parafii.
(b)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama