Zawsze chciałem żyć pośród bohaterów. Ludzi pięknych, wspaniałych, odważnych, szlachetnych. Tacy ludzie istnieli na Ziemi ponieważ Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Przed potopem Great Ones kroczyli po Ziemi, a gigantyczne drzewa, które są teraz tylko legendą były ich domem i ich królestwem. Nie znali chorób, cierpienia i bólu i żyli po kilkaset lat. W starożytnej Grecji mieszkali Aristoi – doskonali, wspaniali. To oni zbudowali europejską cywilizację, kulturę i sztukę. W średniowieczu istnieli rycerze, od których pochodzi arystokracja. Ale to nie za urodzenie, ale za waleczność, odwagę i męstwo król nadawał szlachectwo i ziemię. I tacy ludzie uważani byli za dobrych!
Na kamieniach Wikingów czytamy: „Ragnar popłynął do Anglii, walczył w Bizancjum i zdobył bogactwo w Gardarike. Był dobrym człowiekiem”. To polscy rycerze zbudowali wspaniałą Rzeczpospolitą od morza do morza, mlekiem i miodem płynącą. Dlaczego upadła widać po dzisiejszych politykach. 60 lat temu z otchłani czasu przybyłem do Sochaczewa. Chciałem żyć jak rycerz i być dobrym człowiekiem. Niestety ludzie wokół mnie nie pozwalali mi na to. Nie przypominali szlachetnych bohaterów z legend. Nie budowali, nie tworzyli. Kłócili się, użerali. Bili się tylko o „michę”, o pieniądze, o ochłapy. Pracowali, narzekali i pili. Szara polska rzeczywistość nie była pociągająca. Masz chodzić do szkoły, uczyć się, potem założyć rodzinę i dorabiać się – takie nauki słyszałem od dziecka. Ale nikt mi nigdy nie wyjaśnił jak i kiedy mam żyć.
Moja babcia i ciotki opowiadały, że daleka praprababcia była arystokratką. Urodziła się i wychowała w pałacu. Był to wspaniały świat zupełnie inny niż nędzna komunistyczna Polska i zapewne miała zupełnie inną świadomość oraz mentalność. Obejmowała się w talii i miała piękne, długie, kręcone włosy. Ludzie zawsze oglądali się za nią z podziwem. Niestety uciekła z pałacu z kowalem. Pewnie po mojej szlachetnej prababci przejąłem artystyczną, romantyczną, duszę i rycerską naturę, a po moim pradziadku fizyczną siłę, upór i cierpliwość. To pewnie dlatego dokonywałem wyczynów niemożliwych do powtórzenia przez innych. Życie było szare, smutne i ponure. Ale był jeszcze sport. Namiastka rycerskości i walki. I w tej dziedzinie próbowałem się jakoś odnaleźć. Mając 7 lat rzucałem oszczepem na „kolejaku”, a na podwórku pięciokilogramową kulą. W Liceum Plastycznym w Nałęczowie rozpocząłem treningi Taekwondo. W 1978 roku zacząłem nauczać Taekwondo i Karate w klubie „Wiking”, co czynię do dnia dzisiejszego. Uczyłem się od najlepszych i wygrywałem z najlepszymi na świecie.
Ale to była namiastka, a rycerz pragnie prawdziwej walki. Dlatego przepłynąłem kajakiem Bałtyk, aby zmierzyć się z żywiołem jak mityczni bohaterowie, tytani, giganci. I walczyłem z rozszalałym żywiołem morskim jak równy z równym. Wiosłowałem bez odpoczynku trzy dni i dwie noce nieustannie pośród trzymetrowych fal. I moja siła przeważyła i zwyciężyłem.
W ostatnich latach mojej działalności wspierali mnie burmistrzowie Sochaczewa: Pan Bogumił Czubacki i Pan Jerzy Żelichowski oraz Pan Krzysztof Jan Kaliński, burmistrz Łowicza. To dzięki nim zdobyłem vicemistrzostwo Europy i Świata. Moje ekstremalne wyprawy, sukcesy i zwycięstwa były opisywane w „Ziemi Sochaczewskiej” przez kilkadziesiąt lat. Nie nudziliście się Państwo w moim towarzystwie. To dlatego witacie mnie zawsze z uśmiechem i życzliwością, a często słyszę na powitanie: „pan to już jest legendą”. I cieszę się, że w tym niełatwym i uciążliwym życiu przynosiłem Wam odrobinę radości. I zawsze pytacie Państwo: „Jaka będzie następna wyprawa”? Nie chcecie wiedzieć, że nie jestem już młody i niezniszczalny, że mam 60 lat, a „Ballada o Rycerzu”, niedługo się skończy.
Po 40 latach nieustannych walk chciałem wreszcie odpocząć, mieć dom, może dożyć emerytury, więc poszedłem do pracy. Stoję na wartowni w firmie „Helio” w Brochowie, produkującej najlepsze bakalie. Robię to bo jak zaznaczył Pan burmistrz Osiecki: „Nie ma dla mnie miejsca w Sochaczewie”. Ale i tu w Brochowie, i w Błoniu rozpoznajecie mnie w mundurze ochrony. Podchodzicie, witacie się, przypominacie, że trenowaliście u mnie, pytacie o następne wyprawy. Nie mogę uciec od swego losu, przeznaczenia, czy rycerskiej natury. Uświadamiacie mi, że „Ballada o Rycerzu” nie tak ma się zakończyć!
Chcecie walki? Będzie walka! Ale nie gdzieś daleko na morzach, w górach, czy na arenach Europy i Świata. Walka będzie na miejscu, tu w Sochaczewie. Będziecie mogli Państwo oglądać ją „na żywo”, a nawet uczestniczyć osobiście i zadecydować o zwycięstwie. Okazją do walki są nadchodzące wybory samorządowe. Cel to zdobycie Ratusza, a przeciwnik to burmistrz Osiecki.
Zawsze wybieram godnych przeciwników i bardzo trudnych do pokonania. I znów słyszę jak 30 lat temu, że zwycięstwo jest niemożliwe. Pan burmistrz ma wszystkie atuty i asy w rękawie. Jak Cezar kupuje ludzi i media. Rozdaje stypendia, dotacje, nagrody. Ale są i tacy jak Brutus gotowi zabić Cezara. Walka jest bezwzględna. Nie ma tu miejsca i czasu na emocje czy sentymenty. Nie chodzi o nienawiść, wrogość, zemstę, obrazę, czy urażone ambicje. Pan Osiecki walczy o „michę”, o życie w bogactwie i luksusie. Ja walczę na życzenie mieszkańców Sochaczewa i to tylko Wy Szanowni Państwo możecie w tym pojedynku zwyciężyć jak i nasze miasto Sochaczew!
Burmistrzów szybko się zapomina. Legendarni bohaterowie są wieczni! Pan Osiecki już wkrótce będzie dumny z tego, że to właśnie jego wybrałem do pojedynku 100-lecia dla uczczenia odzyskania niepodległości Polski. Życzę Państwu dobrej zabawy i wielu niezapomnianych wrażeń, dopóki nie zakończy się ta krótka, ale ciekawa „Ballada o Rycerzu”.
Krzysztof Buczyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
CHOROBA JEDNAK POSTĘPUJE. Szkoda tego konia że takie coś
dźwiga.
CHOROBA JEDNAK POSTĘPUJE. Szkoda tego konia że takie coś
dźwiga.