Reklama

Porozmawiajmy o krwi

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
09/08/2005 11:55
Ponad półtora roku temu zlikwidowano punkt krwiodawstwa, który mieścił się w sochaczewskim szpitalu. Decyzję taką podjął dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Warszawie. Wtedy jednym z argumentów była reorganizacja służby krwi i dostosowanie jej do wymogów unijnych. Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że krew jest pobierana raz w tygodniu, a jej ilość zmniejszyła się o ponad połowę. Tymczasem w mediach, jak zwykle latem, słyszy się rozpaczliwe apele o krew.
W minioną środę przyglądaliśmy się, jak wygląda obecnie sytuacja sochaczewskich krwiodawców i warunki, w jakich pozyskiwany jest najcenniejszy z leków.
Najpierw trzeba znaleźć
Punkt jest czynny raz w tygodniu, właśnie w środy, rejestracja dawców odbywa się od godz. 10.00 do 12.00. Po godz. 9.00 zjawiamy się z prezesem Rejonowego Oddziału PCK, Henrykiem Łukasiewiczem w budynku dawnej przychodni w Kasztankach. Na drzwiach dotychczasowej siedziby znajdujemy kartkę, że punkt krwiodawstwa tydzień temu został przeniesiony do poradni PCPR, na tyły tego samego budynku przy ul. Ziemowita 10. Odnajdujemy nowe miejsce. Dyrektor Łukasiewicz wskazuje drogę zabłąkanemu krwiodawcy, który ma problem z odnalezieniem nowego miejsca. Znajduje się ono w zaadaptowanej piwnicy, gdzie pomieszczenia dla krwiodawców udostępniło Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. W jednym pobierana jest krew, w drugim odbywa się rejestracja dawców i badanie lekarskie. Krwiodawcy oczekują w wąskim korytarzyku, gdzie każdorazowo wypełniają kwestionariusz. Podczas naszych odwiedzin nie było tłumów, tydzień wcześniej, kiedy zgłosiło się 28 osób, większość musiała czekać na dworze.
Od 9.00 trwają przygotowania do cotygodniowej akcji pobierania krwi. Dwie pielęgniarki: Bożena Karlicka i Joanna Pytkowska wypakowują torby, w których znajdują się strzykawki, worki na krew, w innych czekolady dla krwiodawców, napoje.
„ Teraz i tak mamy dobrze - mówi Bożena Karlicka.- Panie z poradni PCPR są bardzo miłe, oddały nam na stałe jedno pomieszczenie, które możemy zamknąć na klucz i zostawić w nim najpotrzebniejsze rzeczy. W poprzednim miejscu musiałyśmy przenosić każdorazowo niemal wszystko, nawet leżaki, na których sadzamy krwiodawców. Ale przyzwyczaiłyśmy się do pracy fizycznej”- dodaje.
Prowizorka na leżaku
W korytarzyku oczekuje już kilku dawców. Pan Adam oddaje krew od 15 lat. W tym miejscu jest pierwszy raz. – „Takie warunki to upokorzenie dla krwiodawców - mówi.- Myślę, że wielu już zrezygnowało. Kiedy jeździliśmy do punktu w szpitalu, to my wybieraliśmy odpowiadający nam termin i godzinę, bo panie pracowały codziennie. Teraz krwiodawcy muszą się dostosować, a nie wszystkim to pasuje. Poza tym takie warunki pobierania krwi to parodia, przecież to jest wielka prowizorka”- dodaje.
Rzeczywiście, pomieszczenie ma kilkanaście metrów kwadratowych. Jest co prawda czyste i schludne, ale ciasne. Kiedy na dwóch leżakach, przypominających łóżka polowe, usiądą dorodni mężczyźni, z trudem prostują nogi.
W drugim pomieszczeniu, w każdą środę adaptowanym na pokój do rejestracji i jednocześnie gabinet lekarski, Bożena Karlicka rozkłada kartoteki krwiodawców, zeszyty, w których wykonuje zapiski. Tutaj też zaprasza oczekujących krwiodawców na badanie poziomu hemoglobiny. Jeżeli nie jest on niższy niż 12,5 g/l u kobiet, a 13,5 g/l u mężczyzn, rutynowe badanie wykonuje lekarz. Jeśli i ono jest pomyślne, dawca może oddać krew.
„Wie pani, ja tu przyszedłem, bo słyszałem apele o braku krwi, ale muszę powiedzieć, że jestem zszokowany tymi warunkami- mówi 26-letni Paweł. - Poza tym jest jeszcze sprawa pracodawców, którzy w wielu firmach nie honorują zaświadczeń o oddaniu krwi. Kiedyś, każdy kto się zgłosił, dostawał dzień wolny. Dzisiaj robi się to dla własnej satysfakcji. Ja np. idę jeszcze dzisiaj do pracy i nawet nie będę wspominał o wolnym dniu”- twierdzi nasz rozmówca.
Pan Jan oddaje krew od 25 lat, regularnie co 2 miesiące. Ma na swoim koncie 50 litrów tego bezcennego leku. Dzisiaj przyszedł, bo jak twierdzi, jego organizm sam dopomina się wizyty w punkcie. Kiedy mijają dwa miesiące, zaczyna go boleć głowa, ma wrażenie, jakby w jego ciele płynęło za dużo krwi. To jest, jak mówi, jego jedyna dolegliwość, bo generalnie krwiodawcy nie chorują, wierzą, że to zasługa ciągłej regeneracji, jaka zachodzi w organizmie po oddaniu krwi.
Joanna Pytkowska mówi, że jednorazowo można oddać niecałe pół litra krwi. Dawcy tracą wtedy około 4,5 tys. kalorii. Równowartość tego otrzymują w produktach. Obecnie jest to 8 czekolad, słodki rogalik i napój.
Henryk Łukasiewicz wspomina czasy, kiedy jeszcze w starym szpitalu, może w kiepskich warunkach, ale krwiodawcy byli bardziej doceniani. Mogli na miejscu wypić kawę, zjeść gorący posiłek.
Po krew na sygnale
Bardziej dosadnie o całej sytuacji wyraża się doktor Stanisław Świderski, który bada krwiodawców. Mówi, że to, co teraz zrobiono w zakresie służby krwi to jeden wielki bałagan. - „Szpital nie ma żadnych rezerw krwi. Jak zdarzy się wypadek i przywożą nam do szpitala np. osobę z uszkodzoną wątrobą czy śledzioną, to jest tragedia. Ranny czeka na stole operacyjnym na krew, którą trzeba przywieźć z Warszawy z Regionalnego Centrum. Trwa to co najmniej 2 godziny, zanim karetka obróci w obie strony. W tym czasie podajemy choremu płyny, ale to przecież nie to samo. A w szpitalu, w pomieszczeniach po punkcie krwiodawstwa, sprzedaje się ciuchy. To jakaś paranoja”- dodaje.
Prezes PCK, Henryk Łukasiewicz dziwi się, czemu ma służyć ta reorganizacja, bo na pewno nie poprawia ona sytuacji pacjentów i krwiodawców. Przypomina, że na czerwcowym zjeździe sochaczewskiego oddziału PCK jego uczestnicy bardzo krytycznie oceniali to, co się dzieje. Dlatego też doktor Łukasiewicz myśli o kolejnym wystąpieniu do ministra zdrowia, tyle, że pewnie po wyborach.
Tymczasem, po kilkunastu miesiącach funkcjonowania nowego systemu widać, jak drastycznie spadła ilość pobieranej krwi. Do 2003 r. Sochaczew był liderem, pozyskiwał jej ponad 800 litrów rocznie, obecnie o połowę mniej. Bożena Karlicka z dumą przypomina, że w tych dobrych czasach odnotowywały dwa tysiące „pobrań” w ciągu roku, teraz odwiedza je około 70 krwiodawców miesięcznie. Jak łatwo wyliczyć, to nawet nie połowa dawnego wyniku.
Zamówić i zapłacić
Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, odpowiedzialne na naszym terenie za gospodarkę krwią, jakby pozostawało głuche na te sygnały. Spada ilość pozyskiwanej krwi, argument dostosowywania do unijnych wymogów też nijak się ma do warunków, jakie stworzono dawcom. Zarówno oni, jak i środowiska związane z krwiodawstwem nie rozumieją, dlaczego zaprzepaszczono takie możliwości, jakie istniały w szpitalu, gdzie oprócz odpowiedniego lokalu i sprzętu były jeszcze warunki do podstawowej obróbki krwi. Jej zapas zawsze pozostawał na potrzeby tutejszych pacjentów, nadwyżki natomiast oddawano do wojewódzkiej stacji. Dzisiaj, po każdej akcji zbiórki krwi, trafia ona do Warszawy i tam jest dalej dystrybuowana. Jeśli szpital w Sochaczewie potrzebuje krwi, musi ją zamówić i ... zapłacić. RCKiK twierdzi, że nie płaci się za krew, a za jej obróbkę i sprzęt niezbędny do pobierania i przechowywania preparatów. Mimo to wielu dawców oburza fakt, że krew, którą oddają z pobudek humanitarnych, za darmo, jest potem przedmiotem handlu.
Bożena Karlicka twierdzi, że nowy system nie jest lokalnym wymysłem. Taka polityka w zakresie gospodarki krwią dotyczy całego kraju. Sochaczewskie pielęgniarki, oprócz naszego miasta, obsługują też Żyrardów, Konstancin i Szpital Wolski w Warszawie. Codziennie są gdzie indziej i za każdym razem ich praca wygląda podobnie. Mimo tej prowizorki i wielu słusznych uwag wygłaszanych przez krwiodawców, apelują do wszystkich, którzy chcieliby oddać krew, aby odwiedzili sochaczewski punkt.
Jolanta Śmielak-Sosnowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama