Sesja Rady Powiatu Ani jeden bank nie chciał udzielić sochaczewskiemu szpitalowi kredytu na podstawie poręczenia powiatu. Czyżby to oznaczało niewydolność finansową samorządu powiatowego? Radni postanowili obciążyć hipoteką nieruchomość, na której stoi szpital, aby możliwe było zaciągnięcie dwuipółmilionowego kredytu. Był to jeden z ważniejszych punktów sesji Rady. Hipoteką obciążone zostaną grunty o powierzchni prawie 5 ha i budynki, które na nich stoją. Jest to własność powiatu. ZOZ zamierza zaciągnąć kredyt w wysokości 2.250 tys. zł na 10 lat. Pieniądze te są potrzebne na jednorazowe uregulowanie należności za modernizację kotłowni. Dyrektor szpitala Michał Milczarek twierdzi, że wykonawcy należy się jeszcze 3,250 mln zł, ale jeśli byłaby to jednorazowa zapłata, ten zejdzie z ceny o milion. Szpital oczywiście nie posiada takich środków. Możliwe jest natomiast wzięcie kredytu i spłacanie go przez 10 lat, z czym, jak zapewnia dyrektor Miczarek, ZOZ jest w stanie sobie poradzić. Dyrektor postanowił na drodze przetargu poszukać banku gotowego udzielić mu takiego kredytu. - Banki chcą najczęściej poręczenia, a to w naszej sytuacji jest trudne. Wskaźniki powiatu są niezbyt dobre i na takie poręczenie nikt się nie zgodził - tłumaczył Milczarek na sesji. Jedyna możliwość to hipoteka. Zgodził się na nią tylko BRE Bank. - Apeluję do państwa radnych, aby przegłosować tę uchwałę ze względu na to, że w ogóle znalazł się choć jeden bank gotowy udzielić kredytu hipotecznego - mówił starosta Józef Gołębiowski. Nie wszystkim radnym spodobał się ten pomysł. Adam Jeznach poddał w wątpliwość zasadność zapłaty wykonawcy. Umowa na termomodernizację kotłowni była tak skonstruowana, że 20 proc. kwoty, to był wkład własny, na co została wzięta pożyczka z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, a 80 proc. miał pokrywać wykonawca ze swoich środków. Zwrot tej kwoty miał się odbywać z oszczędności na zużyciu oleju. - Czy była robiona symulacja tych oszczędności i dlaczego niemożliwe jest takie właśnie ściąganie należności przez wykonawcę? Czemu ma służyć wzięcie kredytu?- pytał radny Jeznach. - Sytuacja finansowa powiatu nie należy do najlepszych. Rozumiem wzniosły cel, bo to szpital, ale powinniśmy znać też aktualny stan finansów tej placówki, aby wiedzieć, czy zaciągany kredyt będzie możliwy do spłaty - dodał. Dyrektor Milczarek tłumaczył, że owszem z WFOŚiGW wzięta została pożyczka, ale do umorzenia możliwe jest 45 proc. (a nie 50, jak było obiecywane w momencie udzielania pożyczki) pod warunkiem, że pieniądze te zostaną reinwestowane, czyli włożone w inne inwestycje chroniące środowisko. Na modernizację zaciągnięty został kredyt przez wykonawcę w wysokości 1,5 mln franków szwajcarskich, co wówczas równało się sumie ponad 4 mln zł. Wykonawca prowadził rachunki we frankach i łącznie z serwisem i kosztami obsługi finansowej zażyczył sobie od szpitala zwrotu kwoty 4,5 mln zł. Zwrot rzeczywiście miał następować z oszczędności, ale...Denominacja franka spowodowała wzrost kosztów kredytu o ok. 20 proc. Wzrosła też cena oleju opałowego, co według dyrektora Milczarka, pożarło oszczędności i nie ma z czego płacić wykonawcy. Oszczędności na oleju według zapewnień są na poziomie ok. 35 proc., ale w szpitalu zamontowane zostały nowe okna i odcięto od ogrzewania z nowej kotłowni trzy bloki. Teoretycznie więc oszczędności te powinny być jeszcze wyższe. Trochę to wszystko skomplikowane i nieco zagmatwane, ale na podsumowanie dyrektor postawił radnym ultimatum: albo szpital będzie musiał spłacić w ciągu trzech lat 3,950 mln zł, na co go nie stać, albo tylko 2,250 mln przez 10 lat, z czym sobie poradzi. Kondycja placówki jest zadowalająca. Zysk za zeszły rok wyniósł podobno 646 tys. zł, i w tym roku jest również na plusie. - Jest to pierwsza wstępna faza prywatyzacji szpitala. Na razie właścicielem szpitala będzie bank. Kredyt u wykonawcy miał być spłacany w ramach wydatków szpitala. Oszczędności pożarte? To trzeba zakładać w umowach z NFZ. Takie działania prowadzą do prywatyzacji tylnymi drzwiami i ja się na to nie zgadzam - ostro protestował radny Cezary Pomarański. Radny Jeznach powołał się na pismo od poprzedniego dyrektora szpitala, z którego dowiedział się, że w umowie wykonawca gwarantował przynajmniej 35 proc. oszczędności . Jeśli byłyby one o ileś procent mniejsze, to o tyle pomniejszone byłyby należności dla wykonawcy. - Umowę z wykonawcą opiniowała kancelaria prawna prof. Kuleszy i myślę, że w trudniejszej sytuacji jest wykonawca. 35 proc. oszczędności pojawia się po zamontowaniu okien i odcięciu trzech bloków - dowodził Jeznach. Ostatecznie radni zaakceptowali hipotekę. Dyrektor Milczarek w rozmowie z nami stwierdził, że umowa zawarta z wykonawcą jest niewykonalna, a określenie oszczędności jakie dały okna i odcięcie trzech bloków niemożliwe. Z kolei radny Jeznach wyraził ubolewanie, że dyrektor szpitala nie korzysta z zapisów umowy. dr
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze