O tym, jak ludziom zaczęły ciążyć sumienia, jak przełamali strach i zaczęli mówić o tym, co przez lata działo się w DPS w Młodzieszynie, w rozmowie z Anną Krukowską, Mirosławem Szymańskim i Eustachiuszem Zientarą.
Po wielu miesiącach od afery w DPS pokazaliście państwo swoje twarze, zgodziliście się ujawnić nazwiska. Czy przełomem był program Elżbiety Jaworowicz? Wcześniej, nawet jeśli udzielaliście wywiadów, to anonimowo i z zasłoniętą twarzą.
Anna Krukowska: Myślę, że program Sprawa dla reportera był rzeczywiście przełomem. Wtedy postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Postanowiliśmy się przestać ukrywać, bo wreszcie ktoś musiał powiedzieć dość.
Czy to znaczy, że przestaliście się bać?
Anna Krukowska: My się cały czas boimy. Głównie o nasze miejsca pracy. Pracownicy DPS niejednokrotnie słyszeli: Ty uważaj, co robisz, bo masz dzieci.
Eustachiusz Zientara: Ja od wielu miesięcy słyszę powtarzane przez cudze usta pogróżki, np. czy się nie boję, że mogę oberwać po głowie.
Mirosław Szymański: Wygląda to tak, jakbyśmy zadarli z niebezpiecznymi ludźmi.
Po prostu poszliście na wojnę.
A.K.: Tak, to jest wojna, w której stawką jest pokazanie prawdy o DPS w Młodzieszynie.
M.S.: I zdecydowaliśmy się na nią mimo konsekwencji.
Przeciwko komu ta wojna?
A.K. Należałoby raczej powiedzieć, przeciwko czemu. Bo nam od początku chodziło o to, co się działo w DPS. O jawną niesprawiedliwość, o sposób traktowania ludzi pensjonariuszy i pracowników, o różne machlojki, żeby nie nazwać tego dosadniej. W naszym odczuciu odpowiedzialna za to była pani dyrektor.
E.Z. Mamy nadzieję, że fakty, które ujawniliśmy, prokuratura nazwie tak, jak na to zasługują, i nie będziemy musieli dłużej tłumaczyć się, jakbyśmy to my byli przestępcami.
M.S. Mieliśmy nadzieję, że starostwo zachowa się w tej sprawie tak jak należy, dlatego pierwsze kroki kierowaliśmy właśnie tam. Pan wicestarosta Ciura od 2011 roku miał sygnały o nieprawidłowościach w DPS i co zrobił z tą wiedzą?
Twierdzi, że zarządził kontrole, które nic nie wykazały.
M.S.: Myśmy opisali te kontrole w naszym liście otwartym do wicestarosty Ciury. Pani gazeta opublikowała go w zeszłym tygodniu. Z treści tego pisma jasno wynika, jak się te kontrole odbywały. A przypomnę, że podpisaliśmy się pod nim nie tylko my, a 15 pracowników. Czy oni wszyscy kłamią?
Z kolei była dyrektorka DPS czuje się zaszczuta, tak powiedziała w Expressie Sochaczewskim.
A.K.: Myślę, że każdy, kto się kiedykolwiek otarł o panią dyrektor, czytając ten wywiad czuł wściekłość i niedowierzanie. Ten tekst pokazał całą naturę osoby, która najpierw manipulowała nami pracownikami DPS, a teraz próbuje manipulować opinią publiczną.
E.Z.: A już odwołanie się w tym tekście do Boga, przekroczyło wszelkie granice przyzwoitości.
A jak doszło do tego, że postanowiliście przerwać milczenie?
A.K.: To była długa droga. Pierwszy zaczął pan Zientara, który w pewnym momencie ze zdziwieniem stwierdził, że dochody, które otrzymywał w kasie DPS, były dużo niższe niż te wykazywane w dokumencie PIT 11.
M.S: Teraz już wiemy skąd ta nadgorliwość głównej księgowej, która często proponowała pracownikom pomoc w rocznym rozliczeniu PIT.
A.K.: Od Pana Zientary wszystko się zaczęło. Długo był sam, bo każde z nas miało na sumieniu mniejsze lub większe grzechy. Wynikały one stąd, że musieliśmy robić to, co nam kazano. Nie wolno nam było o ty z nikim rozmawiać, a poza tym każde z nas wstydziło się tego, co robiło. Ja na przykład byłam przekonana, że tylko ja wykonuję takie szemrane polecenia.
Na przykład jakie?
A.K.: Księgowanie faktur na drogie zakupy, które nigdy nie trafiały do magazynu czy pensjonariuszy.
Jak drogie?
A.K.: Np. kurtkę za tysiąc złotych dla jednego z pensjonariuszy. Księgowałam także depozyty mieszkańców, czyli to, co pozostawało im po opłaceniu pobytu. Wyglądało to tak, że pensjonariusz zgłaszał prośbę np. o 30 zł, bo chciał sobie coś kupić. Dostawał tę kwotę, podpisywał ją na kartce, po czym do tej kwoty dopisywano cyfrę z przodu lub z tyłu. Proszę mi wierzyć, to były naprawdę duże pieniądze, które trafiały do zaufanej grupy osób.
Mówiła Pani o tym w prokuraturze?
A.K.: Tak.
M.S: Mnie np. wielokrotnie zdarzało się opisywać faktury na zakupy, mimo że nie wiedziałem, co na nich jest. Na plecenie pani dyrektor pracownik administracyjny podsuwał mi je odwrotną stroną i kazał opisywać potwierdzając zasadność zakupu. I robiłem to, choć dzisiaj wiem, że nie powinienem, ale takie były zwyczaje w DPS. Nie wolno było odmawiać i dopytywać, za dużo wiedzieć, komukolwiek mówić. W końcu zaczęło mi się to śnić po nocach. Sumienie nie dawało mi spokoju.
Ale z tego co wiem, jest pan w DPS kierowcą, dlaczego w takim razie opisywał pan faktury?
M.S.: Bo jestem także zastępcą kierownika działu administracyjno-gospodarczego. Kiedy nieoficjalnie odsunięto od obowiązków kierownika, pana Jana P., te obowiązki spadły na mnie.
A za co odsunięto Jana P.?
M.S.: Bo jako kolejna osoba zgłosił do starostwa nieprawidłowości w DPS. Za karę był pomijany w wykonywaniu swoich obowiązków. Zabroniono mu m.in. opisywana faktur.
Kto mu zabronił?
Szefowa.
A co na to starosta?
M.S.: Proszę pani, ja byłem świadkiem, jak to pani dyrektor wydawała polecenia wicestaroście i jego pracownikom, a nie odwrotnie.
Robiła to przy panu?
M.S.: Tak, bo często woziłem ją do starostwa w różnych sprawach, a czasami sam zawoziłem jakieś ważne dokumenty. Widziałem i słyszałem, jak to się odbywało.
To można powiedzieć, że był pan zaufanym człowiekiem pani dyrektor.
M.S.: Powiem szczerze: byłem wierny jak pies i potraktowała mnie jak psa. Co więcej, w poprzednich wyborach samorządowych startowałem z listy Porozumienia Ziemi Sochaczewskiej. Namówili mnie, żebym się zapisał do stowarzyszenia, a potem startował. Jak się później okazało, byłem tylko słupem do zbierania głosów. I nie chodzi mi o żadne stanowiska, tylko o to, że mnie oszukano.
E.Z.: Mamy nadzieję, że prokuratura zajmie się także osobami i firmami zatrudnianymi w DPS, choć nikt ich nigdy nie widział.
Na przykład?
E.Z.: Pewnie pani nie wie, że DPS miał swojego fryzjera, firmę sprzątającą, choć mamy etatowe sprzątaczki. Na etacie była krawcowa na potrzeby pensjonariuszy, ale szyła głównie dla kierownictwa ośrodka. Mieliśmy osoby do utrzymania zieleni, a oprócz tego przychodziły faktury na takie same usługi z firmy zewnętrznej. My sami o niektórych rzeczach dowiadujemy się dopiero teraz.
Wróćmy jednak do momentu, w którym to wszystko się zaczęło, czyli kiedy pan Zientara zaczął się interesować sprawą swoich wysokich dochodów, których nie otrzymał. Co pan wtedy zrobił?
E.Z.: Zanim na własnej skórze przekonałem się o finansowych machlojkach, słyszałem od ludzi różne głosy niezadowolenia, od pensjonariuszy, pracowników, ale wtedy jeszcze nie dowierzałem. Poprosiłem więc osobę z księgowości, która zgodziła się wynieść dokument, na którym widniało, że dopisano mi premię, której na oczy nie widziałem. Ta sama osoba dostarczyła mi wykaz lewych etatów. Była to jedna z zatrzymanych 21 stycznia - Barbara P. A potem, w kwietniu 2013 r., spotkałem się z panem Ciurą. Wtedy miałem go za uczciwego człowieka, dlatego prosiłem tylko, żeby bacznie przyjrzał się sytuacji panującej w DPS oraz zwrócił uwagę na złe zarządzanie ośrodkiem. Prosiłem również, aby kierownictwo DPS zwróciło pieniądze nielegalnie pobrane z kont pensjonariuszy, jak również oddało pieniądze za lewe etaty w DPS.
I co na to wicestarosta?
E.Z.: Zapytał mnie: Jak obliczyć, ile pieniędzy zwrócić na konta pensjonariuszy? Odpowiedziałem, żeby wyliczyli średnią. Janusz Ciura przyznał wtedy, że odwiedziła go już wcześniej była pracownica DPS, która zgłaszała podobne problemy, ale nic z tego nie wyniknęło. Pierwsza część rozmowy z panem Ciurą przebiegła spokojnie, ale po wysłuchaniu wszystkich moich podejrzeń, zasypał mnie wyzwiskami i stwierdził: no i co takiego się stało, że dziewczyny dorobiły sobie parę groszy.
Informował pan o tej rozmowie organa ścigania?
E.Z.: Rozmawiałem o tym z radnymi powiatowymi, będącymi w opozycji do pana Ciury oraz z organami ścigania.
Okazuje się więc, że wicestarosta miał wiele sygnałów o złej sytuacji w DPS. Z naszą redakcją także skontaktowała się kobieta, która twierdzi, że swoje uwagi dotyczące funkcjonowania placówki przekazała wicestaroście w styczniu 2012 r.
A.K.: Zaraz po wizycie pana Zientary u wicestarosty, do POIK, gdzie pełniłam obowiązki kierownika, przyjechała Justyna N-S. z wicestarostą Ciurą. Chcieli się dowiedzieć, czy ja mam z tą sprawą coś wspólnego. Ale ja wtedy jeszcze o niczym nie wiedziałam. W mojej obecności zastanawiali się, co dalej robić. Z ust dyrektorki padła nawet propozycja, że ona odejdzie. Pan Ciura odpowiedział na to: jesteś silna, dasz radę . W końcu oboje zrezygnowali z tego pomysłu i stwierdzili, że jedynym rozwiązaniem jest zwolnić wszystkich starych pracowników. To znaczy tych, którzy za dużo wiedzieli. Stąd nasze obawy o miejsca pracy. Ale na szczęście w realizacji tego pomysłu przeszkodziły organa ścigania.
M.S.: Uniknęliśmy zwolnień prawdopodobnie dlatego, że wkrótce po tych wydarzeniach zaczęło się robić gorąco. Ja na przykład, we wrześniu zeszłego roku, odmówiłem podpisania premii. Powiedziałem, że najpierw chcę zobaczyć, co podpisuję. Kasjerka mi odmówiła, więc nie podpisałem. Od tego momentu zaczęto mnie traktować jak wroga.
Czy ja dobrze rozumiem, że pracownik nie miał prawa wiedzieć, jaką kwotę premii otrzymuje?
M.S.: Absolutnie. To była wiedza tajemna. W DPS pracownicy mieli zakaz rozmawiania o takich sprawach. Dochodziło do takich kuriozalnych sytuacji, że po rozmowie Zientary z Ciurą, każdy kto miał jakikolwiek kontakt z nim, musiał napisać notatkę służbową i przekazać ją dyrekcji.
I co zawierała taka notatka?
M.S. : W jakim celu spotkałem się z E. Zientarą, o czym rozmawialiśmy, ale głównie, co on mówił. A jak to nie wystarczało, to chodziliśmy na przesłuchania do pani dyrektor.
Pan mówi poważnie?
M.S.: Sam osobiście pisałem takie notatki, czasem pod dyktando pani dyrektor.
A.K.: Po tym jak pan Zientara otrzymał od Barbary P. pewne dokumenty, byliśmy przesłuchiwani przez pracownika DPS, pana Ireneusza K. (byłego funkcjonariusza policji) w obecności pani dyrektor. Każdy zobowiązany był powiedzieć, czy i jakie dokumenty wyniósł z pracy lub jakich mu brakuje. Potem pracownicy pisali notatki. W mojej zobowiązana byłam napisać, że spotkanie odbyło się w miłej atmosferze.
Zostawmy tę sprawę, bo to, o czym państwo mówicie, nie mieści się w głowie. W styczniu w DPS pojawiła się policja i sprawa zrobiła się głośna na cały kraj. Ale zanim do tego doszło, ktoś musiał poinformować policję o swoich podejrzeniach.
A.K.: Zaczął pan Zientara. Walczył sam prawie rok.
E.Z.: Po kilku miesiącach przyłączyli się do mnie inni pracownicy, zsumowaliśmy wiedzę i stwierdziliśmy, że dłużej nie możemy milczeć, że trzeba tym zainteresować organa ścigania. Nadal nie mogę powiedzieć wszystkiego, ale w dotarciu do właściwych osób bardzo nam pomogła jedna cywilna osoba z Sochaczewa, i jedna osoba z Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie. Rozmawiałem również z wysoko postawionymi osobami ze służb specjalnych.
Czy trzeba było uderzać tak wysoko?
A.K.: Sprawa była takiego kalibru, że aż niedorzeczna. Pani też zastanawia się, czy możliwe było to, o czym rozmawiamy.
E.Z.: Jak mówiliśmy o tym na poziomie Sochaczewa, to uważano nas za oszołomów, którzy wymyślili sobie aferę. Po prostu ludziom trudno było uwierzyć, że takie rzeczy działy się naprawdę.
Wicestarosta Ciura w dyskusji o aferze w DPS używa argumentu, że sprawę rozpętali jego przeciwnicy polityczni i osoby, którym zależy na jego zniesławieniu. Często używa przy tym zarzutu, że sprawa jest podgrzewana z uwagi na kampanię wyborczą.
E.Z.: Pan wicestarosta wiedzę o nieprawidłowościach w DPS miał od 2011 r., kiedy powiedział mu o nich Jan P. Ja swoje uwagi przekazałem w kwietniu 2013 r. Gdyby wicestarosta zareagował od razu i zrobił porządek w DPS, dzisiaj w ogóle nie rozmawialibyśmy o tym.
M.S.: To naprawdę nie jest nasza wina, że prokuratura pracuje w takim tempie i nadal obracamy się wokół podejrzeń, przypuszczeń, a nie konkretów w postaci zarzutów.
E.Z.: Byłej dyrektorce grozi 10 lat więzienia, a tymczasem ona wytacza procesy innym, udziela wywiadów, w których kreuje się na anioła i jakby nigdy nic dostaje pracę w innej placówce starostwa. Pan Ciura z kolei toczy wojnę z mediami, które odważyły się mówić o sprawie. U nas chyba wszystko stanęło na głowie. To nie my jesteśmy winni i nie my się powinniśmy tłumaczyć.
Pan Ciura i Express Sochaczewski chcą, żeby tłumaczył się także Piotr Osiecki, który w poprzedniej kadencji był wicestarostą.
M.S.: Tylko że do pana Osieckiego nikt nie przychodził z taką wiedzą jak do Janusza Ciury. Co więcej, w tamtych czasach częstszym gościem w DPS niż wicestarosta Osiecki, był pan Ciura, choć wcale nie zajmował się wtedy polityką społeczną i nie miał takiej potrzeby, żeby co chwilę odwiedzać dom na Gawłowskiej (poprzednia siedziba DPS red.).
Wierzycie, że sprawa zakończy się po waszej myśli?
E.Z.: Chodzi o to, żeby sprawiedliwości stało się za dość, żeby winni zostali ukarani, a uczciwi ludzie mogli spokojnie żyć, bez strachu o pracę i o swoją rodzinę, i bez konieczności robienia rzeczy, których trzeba się wstydzić.
M.S.: Prawda jest po naszej stronie. Wierzymy, że wkrótce się to okaże.
A.K.: I że możemy liczyć na deklarowane w studiu telewizyjnym wsparcie, gdyby nam się działa krzywda.
źródło: Tygodnik Ziemia Sochaczewska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kuc 300, Pan Ciura to wygra wybory jak je sfałszuje. Czepiasz się ludzi którzy ujawniają w mediach prawdę, odwracasz kota ogonem i piszesz totalne bzdety. Każdy inteligenty a nawet i nie, czytając ten artykuł oraz oglądając program Pani Jaworowicz wie o co chodzi. Po czyjej jesteś stronie? Tego co nie ma racji! Winisz o wszystko pokrzywdzonych ludzi? Ciekawe ile ktoś Tobie zapłacił albo co z tego masz że na forum piszesz inaczej niż jest. kuc300 , stawik12, gruby1992, x2x- to jedna osoba która podpisuję się pod kilkoma loginami. Sprawdzone
Jestem przekonany ,że sąd uniewinni tych wszystkich niby zamieszanych . A wtedy Ci krzykacze staną przed sądami a sądy zakażą im pełnić jakiekolwiek prace na rzecz DPSu
W tym "wolnym" kraju idą siedzieć ludzie zwykli, fizyczni z magazynów lub od taśmy bądź ludzie nie do końca rozgarnięcie psychicznie za ukradzionego batonika za 0,99 zł. Ludzie pokroju opisanych wyżej poł roku później udają wariatów, niepoczytalnych sądy orzekają, że on / ona 20 lat był dyrektorem / ką i wykonywał pracę będąc niepoczytalnym i oczywiście uniewinniania. Założę się, że w tym przypadku wszyscy zostaną UNIEWINNIENI !
w uzupełnieniu - najmniej tutaj mam do zarzucenia panu Zientarze, gdyż z tekstu wynika, że jako pierwszy dużo wcześniej podjął "walkę ze złem". I nie ma tutaj chyba w ogóle mowy o jego "winach" Natomiast co do pozostałej dwójki - podtrzymuję swoją opinię pozdrawiam
pożyjemy zobaczymy. Czas pokaże kto miał rację. Na tym etapie dla mnie są bandą złodziei i hien a dla Ciebie lokalnymi bohaterami Oczywiście jeśli sąd ich uniewinni - bez wahania przeproszę tych państwa na tym forum.
kasperskyy - to nie do Ciebie, z twoimi przemyśleniami się zgadzam. Do pozostałych: ale bełkot! Nie traćcie nadziei, nie rozpaczajcie, nie wpadajcie w skrajne emocje, bo to odbiera zdolność trzeźwego rozumowania i trafnej riposty. Wychodzi na to, że wszystkiemu winni są inerlokutorzy pani redaktor. Nie są bez winy, to oczywiste, choć można im imputować różne motywacje. Ale czy są wszystkiemu winni? Otóż nie. Nie oni to rozkręcili, nie kierowali tym procederem. Myślę, że nie udają skruszonych, bo nie próbują się wybielać za wszelką cenę. Opinia społeczna już osądziła, vox populi - vox Dei. Teraz poczekać musimy na sąd.
za przeproszeniem gówno prawda oni po prostu trzęsą tyłkami, że pójdą siedzieć. Byli w to prawdopodobnie umoczeni, sami mówią "...każde z nas miało na sumieniu mniejsze lub większe grzechy. Wynikały one stąd, że musieliśmy robić to, co nam kazano. Nie wolno nam było o ty z nikim rozmawiać, a poza tym każde z nas wstydziło się tego, co robiło. Ja na przykład byłam przekonana, że tylko ja wykonuję takie szemrane polecenia." księgowanie lewych faktur, fałszowanie kwot na depozytach, okradanie magazynu. Robiłbyś takie rzeczy tylko dlatego żeby nie stracić pracy? Nie mając z tego działki? No bez jaj. Moim zdaniem jest tak, że sprawa jest zbyt poważna, poszła za wysoko i teraz jedni drugich sypią za obietnice wyroku w zawiasach. Bo, że ktoś pójdzie siedzieć to pewne. Pytanie tylko która opcja
kuc zaatakowales ludzi ktorzy byli szarymi pracownikami i wykonywali polecenia przelozonego. nie masz pojecia jaka byla specyficzna sytuacja. myslisz ze ci ludzie robili to bo "szefowa obiecala wiesz,, cos ci skapnie jak porobimy razem przekrety"? wroc na gore, przeczytaj od nowa ten artykul. to typowy mobbing i zastraszanie podwaldnych.. zachowujesz sie jakbys urwal sie z choinki.. w wielu firmach ludzie placza i przychodza do pracy bo czasami sie tak zafiksuja ze nie widza innego wyjscia.. dopiero jak siada psycha to zaczynaja cos robic.. ale wykladow z psychologi ci nie bede robil.. druga sprawa to nie wymagaj od ludzi szarych pracownikow,walki z wiatrakami i naprawy calego zla wyrzadzonego ludziom.. kto normalny kto martwi sie o swoja prace zacznie donosci na swojego szefa albo poda go do sadu?? rownie dobrze moze sie zwolnic. wymgasz od ludzi poswiecenia sie dla innych wlasnym kosztem?? i tak szacun dla nich ze zglaszali te nieprawidlowosci wyzej! nie wiem czemu chcesz przestawic tych ludzi w zlym swietle pomijajac calkowicie glowny watek sprawy.. po co chcesz od tego odwrocic tak beszczelnie uwage? moim zdaniem nieudolnie..
Dla mnie te osoby są podejrzane etycznie. Jak Szymański kandydował od Ciury i pracował w DPS było ok. Teraz nie? Wygląda na to, że Osiecki im więcej zapłacił! Naprawdę trzeba uważać, na kogo głosujemy, a życie uczy, że najbardziej podły jest ten kto najwięcej o uccziwości mówi!!!
Nie mogę czytać takich bzdur. Wszystko było ok. jak Osiecki był w koalicji, a Pan. Z. miał załatwioną robotę. Potem się towarzystwo posypało. To panowie wicestarostowie Osiecki i Ciura powinni pilnować aby staruszkom nie działa się krzywda.
Panie Szymański teraz jak widzę będzie Pan słupem u Osieckiego. Widzi Pan życie jest tak ułożone , że jedni zostają starostami , czy wice , a inni w tym przypadku Pan zawsze są słupami , tak jak Pan się zresztą sam określił. Życzę Panu aby tym razem nie został Pan oszukany , choć co do tego mam wątpliwości.
M.S.: Powiem szczerze: byłem wierny jak pies i potraktowała mnie jak psa. Co więcej, w poprzednich wyborach samorządowych startowałem z listy Porozumienia Ziemi Sochaczewskiej. Namówili mnie, żebym się zapisał do stowarzyszenia, a potem startował. Jak się później okazało, byłem tylko słupem do zbierania głosów. I nie chodzi mi o żadne stanowiska, tylko o to, że mnie oszukano. Panie Szymański , a niech Pan sobie przypomni ile głosów Pan zdobył , i co chciałby Pan z tyloma głosami być starostą . Nie bądź człowieku śmieszny . Wini Pan przełożonych ,że tak skonstruowana jest ordynacja wyborcza? Sam Pan nie wie co Pan mówi , a tak na dobrą sprawę nie wie Pan także o co chodzi w całym tym zamieszaniu. Ogarnij się człowieku.
P.S Panie Zientara , Pani Krukowska , Panie Szymański , Ciura też nie myśli , bo gdyby to ode mnie zależało , to na okres miesiąca umieściłbym pensjonariuszy w innych domach . Ogłosiłbym przetarg na prowadzenie domu z zaznaczeniem o całkowitym wymianie personelu kierowniczego. I byłoby dawno po sprawie a powiat pozbyłby się problemu , który zawsze jak kotlet można odgrzewać. I chociaż ludzie już wymiotują tym DPSem to temat jest przywracany , wszak Wybory . A jak nie ma się nic to temat DPSu zawsze na fali w/g Was oczywiście.
Jak przeczytałem ten artykuł to po prostu potwierdziło się to, to o czym od dłuższego czasu już myślałem . Ale od początku . Stanowisko Pana Zientary jest jasne , wyrzucili mnie z pracy w DPSie to ja im teraz pokaże . Zero moralności . Może powie Nam Pan tutaj dlaczego stracił Pan swoje stanowisko , taki " kochający staruszków człowiek " . N Pani Krukowska, tak szczerze , Czy Pani jako pracownica Prowidenta namawiała Pani na branie pożyczek w tej firmie podopiecznych z DPS-u? Bo to dla mnie ciekawe pytanie. Jestem głęboko przekonany , że to wszystko wyjdzie w sądzie , gdzie jest założonych , kilka spraw. Na pewno będzie to już po wyborach , więc ten artykuł z Waszymi bajkowymi opowieściami na dzień dzisiejszy może przyczynić się tylko do tego , że Pan Ciura wygra wybory , a Osiecki pożegna się z marzeniami o Starostwie. Jesteście tacy śmieszni z tymi oskarżeniami a do tego z myśleniem Wam nie po drodze.
To jak Osiecki kontrolował DPS? Podległość i nadzór nad jednostką spoczywał nad obydwoma panami. Osiecki otrzymywał między innymi wynagrodzenie za nadzór nad tą placówką. To, że "Ziemia Sochaczewska" i osoby startujące z jego list próbują go w sposób nieudolny bronić wcale mnie nie dziwi. Pamiętamy i rozliczymy.
Kuc 300, Pan Ciura to wygra wybory jak je sfałszuje. Czepiasz się ludzi którzy ujawniają w mediach prawdę, odwracasz kota ogonem i piszesz totalne bzdety. Każdy inteligenty a nawet i nie, czytając ten artykuł oraz oglądając program Pani Jaworowicz wie o co chodzi. Po czyjej jesteś stronie? Tego co nie ma racji! Winisz o wszystko pokrzywdzonych ludzi? Ciekawe ile ktoś Tobie zapłacił albo co z tego masz że na forum piszesz inaczej niż jest. kuc300 , stawik12, gruby1992, x2x- to jedna osoba która podpisuję się pod kilkoma loginami. Sprawdzone
Jestem przekonany ,że sąd uniewinni tych wszystkich niby zamieszanych . A wtedy Ci krzykacze staną przed sądami a sądy zakażą im pełnić jakiekolwiek prace na rzecz DPSu
W tym "wolnym" kraju idą siedzieć ludzie zwykli, fizyczni z magazynów lub od taśmy bądź ludzie nie do końca rozgarnięcie psychicznie za ukradzionego batonika za 0,99 zł. Ludzie pokroju opisanych wyżej poł roku później udają wariatów, niepoczytalnych sądy orzekają, że on / ona 20 lat był dyrektorem / ką i wykonywał pracę będąc niepoczytalnym i oczywiście uniewinniania. Założę się, że w tym przypadku wszyscy zostaną UNIEWINNIENI !