Reklama

Przepraszam, ale ja jeszcze o Bzurze

28/09/2011 10:02
Panuje pewien informacyjny, a i refleksyjny chaos wokół tegorocznej rekonstrukcji Bitwy nad Bzurą, przede wszystkim dlatego, że mieliśmy dwie rekonstrukcje, jedną w Sochaczewie, drugą w Łomiankach. Ta druga, mimo umiejscowienia, ze względu na swoją tradycję, ma nawet więcej wspólnego z ziemią sochaczewską niż pierwsza. No właśnie. W kontekście pytania o przyszłość tej imprezy w naszym regionie konieczne jest, w moim przekonaniu, uporządkowanie i swego rodzaju podsumowanie tego tematu.


Wielu mieszkańców traktuje tegoroczną rekonstrukcję obrony Sochaczewa, jaka w ramach Wielkiego Teatru Historii odbyła się 18 września na Polach Czerwonkowskich, jako kolejną odsłonę tradycyjnej Bitwy nad Bzurą – cyklicznej imprezy organizowanej przez lata w Brochowie. Kolejną, choć oczywiście odmienioną nową lokalizacją i obecnością znanego wszystkim Bogusława Wołoszańskiego. Tymczasem jest inaczej.

Przez osiem lat z rzędu na pięknych łąkach w Brochowie odbywały się kolejne edycje Bzury 1939, imprezy zainicjowanej i organizowanej przez Fundację Polonia Militaris, której najbardziej rozpoznawalną twarzą jest Paweł Rożdżestwieński. Cykl z roku na rok rósł w siłę, nabierał coraz większego rozmachu, przyciągając tysiące widzów i media.

Ale decyzja władz gminy Brochów, by imprezę rozrzedzić na: raz na pięć lat, przerwała ów proces rozwoju Bzury 1939 dla tego miejsca. Ziemia sochaczewska stanęła wobec ryzyka utraty rekonstrukcji na zawsze, bo Paweł Rożdżestwieński, zdecydowany organizować Bzurę jednak co roku, w innych niż Brochów miejscach, nie kryje, że być może do naszego powiatu nie wróci. Bzura 2011 odbyła się więc w Łomiankach, zresztą z dużym powodzeniem.

Nie mielibyśmy więc we wrześniu w naszym powiecie rekonstrukcji największej bitwy kampanii wrześniowej, gdyby na horyzoncie nie pojawił się Bogusław Wołoszański ze swoim Wielkim Teatrem Historii – projektem, pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, realizowanym w tym roku z dużym rozmachem na terenie różnych miast i gmin Polski, miedzy innymi w Wieluniu, Malborku, na Westerplatte. Szczęśliwie w scenariuszu popularnego redaktora znalazł się też Sochaczew.

Władze naszego miasta podjęły współpracę z Bogusławem Wołoszańskim i dołożyły naprawdę dużych starań, by mieszkańcy mogli uczestniczyć w dobrze zorganizowanej, atrakcyjnej imprezie historycznej i rekreacyjnej. Przypomnijmy, że rekonstrukcji obrony Sochaczewa towarzyszył duży, inny niż dotychczasowe, mający zgłębiać świadomość historycznego dziedzictwa odbiorców, koncert takich gwiazd, jak Hirek Wrona, Neony i Abradab - ze względu na prezentowane gatunki muzyczne skierowany raczej do młodzieży. Burmistrz Sochaczewa świadomie uczynił z WTH „piknik rodzinny z historią w tle”. Rekonstrukcji i koncertowi towarzyszyły stoiska handlowe, wesołe miasteczko, a nawet ogródek piwny.

Dobrze rozreklamowana impreza udała się, dopisali mieszkańcy i goście z zewnątrz. Ale omawiany tu przeze mnie tegoroczny dualizm rekonstrukcyjny, łomiankowski i sochaczewski, w oczywisty sposób sprowokował do porównań. Obserwatorzy głębiej osadzeni w temacie, tacy, którzy brali udział w brochowskich edycjach cyklu Bzura 1939, oceniają zrekonstruowaną obronę Sochaczewa na Polach Czerwonkowskich, odnosząc się do tego, co dotychczas widzieli w Brochowie czy Łomiankach.

Oczywiście na tym tle półgodzinna rekonstrukcja w centrum Sochaczewa, mimo dramatycznego prowadzenia przez B. Wołoszańskiego, wypada skromnie, krótko i mniej widowiskowo. Pozytywne opinie odnoszą się do dobrze zorganizowanego zaplecza. Samo otoczenie zrekonstruowanego pola walki dostaje minusy za mniejszą niż w Brochowie nastrojowość. Z drugiej strony lokalizacja chwalona jest jako łatwiej dostępna. Pojawiają się wreszcie głosy, że uczynienie z wydarzenia rodzinnego pikniku było zbyt daleko posunięte i odwróciło uwagę od historycznego przesłania imprezy. Innym jej rozrywkowy charakter odpowiadał.

Takie bezpośrednie, bez głębszego celu, porównanie nie ma oczywiście sensu, bo w końcu na Polach Czerwonkowskich mieliśmy do czynienia z zupełnie nową, inną niż brochowskie i w żaden sposób z nią nie powiązaną, imprezą. Ale jeśli założyć, że w przyszłych latach obrona Sochaczewa miałaby być rekonstruowana jak podczas WTH, porównanie imprez sensu nabiera, bo może odsłonić oczekiwania sochaczewian, a ich zaspokojenie powinno być dla organizatorów najważniejsze. Dlatego warto, by dostrzegli również głosy krytyczne.

Ale warto też, przy okazji pytania o przyszłość rekonstrukcji, poruszyć kwestię oceny tegorocznej obrony Sochaczewa jako samodzielnej imprezy, w oderwaniu od brochowskiego wątku. Tym bardziej, że burmistrz i radni wsparli Wielki Teatr Historii 150 tysiącami złotych z miejskiego budżetu. Dla niektórych kwota ta była zbyt znacząca. I tym bardziej, że niewątpliwie osiągnięty cel promocyjny Sochaczewa pokrywał się tu jednak z celami Bogusława Wołoszańskiego, realizującego autoryzowany przez siebie projekt ogólnopolski.

Z tych powodów zdecydowałam się na rozmowę o tegorocznej imprezie, jak i potencjalnych przyszłych, z burmistrzem Piotrem Osieckim. Wywiad zdradza pewien emocjonalny charakter, bo prosiłam burmistrza o odniesienie się do wspomnianych bardziej kontrowersyjnych opinii na temat WTH w Sochaczewie, a burmistrz kategorycznie bronił doskonałości tej imprezy. Podkreślić w tym miejscu muszę, bo nie wiem, czy jest to jasne, że osobiście, podobnie jak większość sochaczewian, oceniam to wydarzenie pozytywnie. Już chociażby ze względu za fakt, że się odbyło, co w kontekście utraty brochowskiego cyklu ma ogromne znaczenie, ale także za organizację, wysoki poziom i promocyjny dla miasta charakter. Ale nie pozostaję bezkrytyczna i dostrzegam głębszy sens dyskusji na ten temat.



KILKA PYTAŃ DO BURMISTRZA PIOTRA OSIECKIEGO O WTH

Samorząd miejski wsparł Wielki Teatr Historii Bogusława Wołoszańskiego150 tysiącami złotych. Czy to były dobrze wydane pieniądze?

Po tym, co wydarzyło się w weekend, chyba nikt nie ma wątpliwości, że tak. Wielki Teatr Historii okazał się wielkim sukcesem. Gratulacje składał nam zarówno Bogusław Wołoszański, jak i przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Narodowego Centrum Kultury. Wiem od sochaczewskich rekonstruktorów, że Bogusław Wołoszański był pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu i zaangażowania miasta w organizację imprezy. W sobotę przez plac Kościuszki przewinęło się ponad trzy tysiące widzów, w niedzielę na Polach Czerwonkowskich było to już kilkanaście tysięcy.

Jak pan ocenia organizację i przebieg imprezy? Czy zdaniem władz miasta się udała, czy coś można było zrobić lepiej?

Na to pytanie odpowiedziałem już częściowo w poprzednim, ale dodam, że gratulacje składali nam wszyscy – samorządowcy z ościennych gmin, radni, goście z zagranicy, bo tacy też byli. Zresztą wystarczy przejrzeć sochaczewską prasę – opinie są bardzo pozytywne. A co do mojej oceny, to jak we wszystkich naszych działaniach, patrzymy na nie krytycznie, bo zawsze można zrobić coś lepiej.

Wielki Teatr Historii był reklamowany pod hasłem „Miasto w ogniu”? Tymczasem słyszy się głosy krytyki, że bitwa została zorganizowana w złym miejscu, wielu mieszkańców nie miało szans zobaczenia jej inaczej niż na telebimach, notabene dobrze, że były, ale przede wszystkim wielu ocenia ją jako zbyt skromną i bardzo krótką. Proszę odnieść się do tych opinii.

Szczerze mówiąc, nie wiem od kogo słyszała pani te opinie, bo jeśli impreza, która trwa dwa dni jest za krótka, to nie wiem, ile powinna trwać. Wielki Teatr Historii to nie była przecież tylko rekonstrukcja, ale też cała masa pokazów. Pierwsi widzowie dotarli na Pola Czerwonkowskie już o godz. 11 w niedzielę.
Co do samej inscenizacji, to jej reżyserem był Bogusław Wołoszański. To po jego stronie była organizacja widowiska, określenie czasu, liczby ludzi, skali pirotechnicznych efektów. My mieliśmy przygotować scenę, zresztą według wytycznych reżysera, przedstawienie dostarczył mistrz.
Co do umiejscowienia inscenizacji to uważam, że Pola Czerwonkowskie to świetna lokalizacja. Do Sochaczewa przyjechało 140 rekonstruktorów. Ich ocena była zgodna – tak dobrze logistycznie rozplanowanej imprezy rekonstrukcyjnej dawno nie widzieli. Na pewno w przyszłym roku też będziemy organizować inscenizację właśnie tutaj. Może trochę inaczej ustawimy same pole bitwy, by jeszcze więcej osób zmieściło się wokół barierek. Ale nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą mieli super widok. To nie jest stadion piłkarski. Nie wybudujemy też, jak w Malborku, trybun przy polu walki za kilka milionów złotych. Właśnie po to były dwa telebimy, na których ci, którzy stali w dalszych rzędach, mogli oglądać wydarzenia na polu bitwy.

A co stało się z programem? Koncerty poszczególnych zespołów odbyły się o innych godzinach niż zapowiadano, ludzie nie wiedzieli nic o zmianach. Dlaczego?

Ale pod sceną bawił się tłum. Więc chyba nic wielkiego się nie stało. Jeszcze raz powtórzę – Wielki Teatr Historii to była całość. Godziny rozpoczęcia poszczególnych jego części zmieniały się w trakcie trwania imprezy, bo przy tak wielkim przedsięwzięciu czasem to nieuniknione. Bitwa zaczęła się około 16. Koncerty około 19. Program artystyczny uległ skróceniu, bo z przyczyn od nas niezależnych, do Sochaczewa nie mógł przyjechać L.U.C. Młodzież i tak była zachwycona. Nie widziałem nikogo, kto wyszedłby zawiedziony. A fakt, że wszystko skończyło się tuż przed jedenastą, spowodował, że mieszkańcy miasta mogli spokojnie odpoczywać.

Jaki pana zdaniem był cel tej imprezy? Jaki cel miał Bogusław Wołoszański, a jaki miały władze miasta, włączając się w organizację Teatru? Pytam oczywiście miedzy innymi o ewentualne owoce promocyjne, ale także o cechy tego wydarzenia, czy było propozycją niecodziennego uczczenia pamięci ofiar kampanii wrześniowej, czy też bardziej chodziło o rozrywkę?

Wyliczyła pani wszystkie trzy cele tego widowiska. Bo to była zarówno świetna promocja miasta, jak i wspaniała lekcja historii, ale też doskonała zabawa dla mieszkańców miasta i okolic, a także setek gości, którzy przyjechali do nas z całej Polski. Promocja? „Kawa czy herbata” z półmilionową oglądalnością, Polskie Radio Program Pierwszy z kilkumilionowym audytorium, artykuły w „Gazecie Wyborczej”, „Polska the Times”, „Polityce”, wielu portalach internetowych – w tych mediach i programach zaistniał w ostatnich miesiącach Sochaczew.

Chociaż zdradził pan już odpowiedź, muszę zadać to pytanie wyraźnie. Co w przyszłym roku? Jak rozumiem Wielki Teatr Historii Bogusława Wołoszańskiego w Sochaczewie organizowany był jednorazowo. Z kolei wszystko wskazuje na to, że rekonstrukcja Bzury 1939, przez kilka lat organizowana na polach brochowskich, na zawsze opuściła ziemię sochaczewską, jej tegoroczny niezwykle udany rozdział w Łomiankach każe przypuszczać, że tak właśnie jest. Czy władze miasta podejmą jakieś starania, by ta tradycyjna, historyczna rekonstrukcja bitwy silnie związanej z Sochaczewem jednak się u nas odbywała? Jakie burmistrz ma plany w tym temacie?

Ale przecież się odbyła! Na pewno też zorganizujemy w przyszłym roku kolejną rekonstrukcję. Na pewno będzie poświęcona, tak jak w tym roku, obronie miasta w 1939 roku, a więc Bitwie nad Bzurą, bo to była część tej wielkiej batalii. Nie wykluczone, że dalej będziemy współpracować z Bogusławem Wołoszańskim – wszystko zależy od Ministerstwa Kultury, które ponoć jest zainteresowane kontynuacją projektu Wielki Teatr Historii.



Na koniec dodajmy, że władze miasta nie wykluczają podjęcia współpracy z Pawłem Rożdżestwieńskim (taka współpraca była mu też proponowana w tym roku). Czas zatem pokaże, czy z Wołoszańskim, czy z Fundacją Polonia Militaris, czy też z nimi razem lub jeszcze z kimś innym, czy na Polach Czerwonkowskich, czy też znowu w Brochowie, czy może w zupełnie innym miejscu, czy z większym niż w tym roku rozmachem, czy za 150 tysięcy, czy za mniej lub więcej, czy z oprawą rozrywkową, czy też bez, grunt, że władze nie zamierzają pozbawiać sochaczewian tej żywej lekcji ważnej dla miasta historii. WTH może być tu na pewno dobrym punktem wyjścia we właściwym kierunku.

Osobiście proponuję, skoro już władze miasta Sochaczew wyraziły wolę przejęcia od władz Brochowa tradycji corocznej organizacji rekonstrukcji Bitwy nad Bzurą 1939, póki tradycja ta jest żywa, osadzenie jej w stabilnym miejscu (bo przecież na Polach Czerwonkowskich planowane jest utworzenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, chyba że plany się zmieniły) i w oparciu o pewną bazę znawców tematu trwale związanych z ziemią sochaczewską.


figa
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Jazlowiak 2011-09-30 08:19:12

    Dziękuję serdecznie za wspomnienie mojej skromnej osoby w kontekście miasta Sochaczewa. Warto dodać, że miałem już okazję organizować rekonstrukcję o obronie Sochaczewa, w 2009 roku, podczas wizyty w Sochaczewie kilkuset weteranów II Wojny Światowej. Gratuluje imprezy i jeśli dostanę zaproszenie na następną, to jeśli nie będzie wypadała w terminie "Bzury 2012", z chęcią odwiedzę miasto, z którego pochodzę.
    Dodam jeszcze serdeczne słowa podziękowania dla zespołu rekonstruktorów z Sochaczewa, w tym dla Marka Babulewicza z GRH 14 pułku ułanów Jazłowieckich i Jakuba Wojewody z MGRH II bat. 18 p.p. za zorganizowanie tegorocznej Bzury w Łomiankach. Wasza pomoc była nieoceniona i dlatego udało nam się do Łomianek przenieść dotychczasowy klimat Bzury.
    Dziękuję Bogusławowi Wołoszańskiemu za zaproszenie na tegoroczną imprezę w Sochaczewie. 
    Sochaczewian zapraszam w dniu 15 września 2012 roku do Łomianek. 
    z wyrazami szacunku
    Paweł Rozdżestwieński 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama