Reklama

RoboKot, czyli jak w Sochaczewie traktuje się bezdomne zwierzęta [FOTO]

15/09/2022 09:48

Moja znajoma znalazła kota. Chodził biedny po okolicy, w której mieszkała, ewidentnie bezpański, choć garnący się do ludzi. Nie wytrzymała, zainteresowała się. Okazało się, że ktoś zwierzaka postrzelił śrutem, potrzebna była skomplikowana operacja, kosztująca kilka tysięcy złotych. Ona takich pieniędzy nie miała, ale przejęła się losem kota. Znalazła mu dom tymczasowy (u siebie nie mogła go przyjąć), zawiozła do weterynarza, dowiedziała się, co trzeba zrobić i zorganizowała zbiórkę na leczenie. W ciągu dwóch dni udało się zebrać całą kwotę, potem przeprowadzić zabieg i uratować kocią przednią łapę oraz uwolnić zwierzę od bólu. Płytka, siedem wkrętów i szpikulec – tyle trzeba było, aby naprawić szkody wyrządzone przez kogoś, komu przyszedł do głowy pomysł strzelania do żywego zwierzęcia.

Reklama

Samiec otrzymał imię Basmati, ale wśród tych, którzy przejmują się jego losem, funkcjonuje nazwa RoboKot. Jak się dowiedziałam kilka dni temu, zwierzak zostanie już na stałe w domu tymczasowym, rodzina go przyjęła. Świetnie zrastają się też uszkodzone tkanki i być może za pół roku będzie można usunąć sztuczne elementy. Trzyletni samiec miał dużo szczęścia – trafił na właściwych ludzi i udało mu się.

 

Bezdomne koty w Sochaczewie - kto się nimi opiekuje

Do stowarzyszeń, fundacji i grup zajmujących się pomocą zwierzętom trafiają setki psów i kotów – zaniedbanych, skrzywdzonych, chorych, porzuconych. Mimo przepełnienia i braków finansowych ciągle odbierane są kolejne informacje o zwierzętach wymagających pomocy. Marta Pytlowany z grupy Koty z Sochaczewa mówi, że wielokrotnie muszą odmawiać przyjęcia kolejnych kotów, bo po prostu nie są w wstanie im pomóc. Nie ma domów tymczasowych, pieniędzy na weterynarza, często nawet na karmę. Pozostaje ludzko-kocia solidarność i zaangażowanie pojedynczych osób. Coraz więcej zwierząt udaje się uratować, ale koszty rosną. Rośnie też wrażliwość, dostrzegamy zwierzęcą krzywdę i chcemy pomagać. Ale nie damy rady, jeśli nadal zwierząt nie będzie się kastrować i będą one się mogły mnożyć bez kontroli. Żadna liczba fundacji i domów tymczasowych nie upora się z problemem nadmiaru zwierząt.

Reklama

Oddaję teraz głos Marcie, która od lat odbiera telefony i opiekuje się zwierzętami. Jak wygląda codzienność Kotów z Sochaczewa?

Prawda jest taka, że na co dzień nie widzimy jak ogromna jest skala bezdomności, dopóki nie spojrzyjmy co dzieje się chociażby w mediach społecznościowych jakichkolwiek fundacji czy schronisk. Od początku wakacji praktycznie codziennie odbieramy telefony o znalezionych bezdomnych zwierzakach. Bardzo często są to kotki z maluchami, czy suczki ze szczeniakami.

Te zwierzęta nie trafiają na ulice z własnej woli, gdzie muszą walczyć nie tylko z głodem i zimnem, ale również z ludźmi, którzy chcąc się ich pozbyć za wszelką cenę, po prostu je krzywdzą. Takich przykładów niestety widzimy na co dzień mnóstwo. Kotka Misia została zgłoszona do nas przez mieszkankę jednego z osiedli, która chcąc jej w jakiś sposób pomóc zaczęła ją dokarmiać. Koteczka spokojna, cichutka, niesamowicie wystraszona i praktycznie przepraszająca, że żyje. Na całym osiedlu znalazła się tylko jedna osoba, która przejęta jej losem zaczęła jej zostawiać karmę. Niestety obecność kota w okolicy nie spodobała się pozostałym mieszkańcom, którzy zamiast szukać dla niej pomocy w humanitarny sposób, np. zgłaszając ją do którejś z lokalnych fundacji, czy dzwoniąc do Urzędu Miasta, z prośbą o zabranie jej do schroniska, woleli rzucać w kotkę kamieniami i butelkami, oraz wyrzucać karmę zostawianą przez karmicielkę. Kolejny przykład. Centrum miasta, główna ulica, a na środku leżąca kotka z urwaną łapką. Obok przejeżdża samochód za samochodem i nikt nie potrafi zatrzymać się, żeby zabrać cierpiącą kotkę z ulicy i zawieźć ją do najbliższego weterynarza, który mieści się 200 m dalej. Nie wiadomo ile czasu kotka musiała tam leżeć, aż w końcu zatrzymał się jeden samochód, którego kierowca zdecydował się pomóc cierpiącemu zwierzęciu. Kolejna historia sprzed dosłownie kilku tygodni, zadzwoniła do nas zrozpaczona pacjentka jednego z ośrodków zdrowia, gdzie ktoś podrzucił kotkę z maluszkami. Dyrekcja ośrodka zamiast zgłosić kotkę, aby przyjechało po nią schronisko, postanowiła rozsypać po całym terenie trutkę, aby pozbyć się kotów, które konałyby w ogromnych męczarniach.

Reklama

Takich przykładów codziennie spotykamy dziesiątki, psy ze strachu sikające pod siebie, które dopiero po roku pracy z behawiorystą zaczynają powoli na nowo ufać ludziom, koty wystraszone, uciekające przed człowiekiem, z oskalpowanymi ogonami, urwanymi łapkami, czy uciętymi uszami, które ktoś krzywdzi dla zabawy, to niestety nie są odosobnione przypadki. To co najbardziej przeraża, to ogromna znieczulica. Gdy apelujemy o sterylizowanie zwierząt, słyszymy zazwyczaj same obelgi na nasz temat, jak bardzo krzywdzimy zwierzęta, ale ciężarna kotka rodząca gdzieś w krzakach nie cierpi? Kociaki czy szczeniaki zakopywane żywcem nie czują bólu? Mamy XXI wiek, a niestety takie rzeczy się zdarzają i to wcale nie sporadycznie. Nic się nie zmieni, dopóki wszyscy nie zmienimy swojego myślenia. Nieważne ile by było schronisk, fundacji, czy stowarzyszeń prozwierzęcych. Jeżeli nie przestaniemy bezmyślnie rozmnażać i krzywdzić tych zwierząt, nic się nie zmieni.

Reklama

Obecnie pod naszą opieką jest ponad 80 kotów i 13 psów, niektóre z nich latami czekają na swoje domy. Przez ten cały czas wszystkie te futerka muszą mieć jakiś swój kąt, muszą jeść, być pod opieką weterynarza, a nieraz i behawiorysty, to wszystko są ogromne koszty. Fundacje nie są z gumy i jeżeli odmawiają przyjęcia zwierzęcia, nie robią tego złośliwie, bo naprawdę naszym marzeniem jest możliwość pomocy wszystkim bezdomniakom. Niestety domy tymczasowe nie są z gumy, pieniądze na opłaty faktur u weterynarza nie rosną na drzewach, a karma nie spada nam z nieba. Nieraz brakuje totalnie wszystkiego, a my musimy kombinować, żeby mieć czym nakarmić futerka. One nie zawiniły niczym, a po jakimś czasie troskliwej opieki w domach tymczasowych okazują się niesamowitymi zwierzakami, kochającymi człowieka całym swoim serduszkiem. Potrafią zaufać na nowo i obdarzyć uczuciem opiekuna, pomimo zła i cierpienia jakiego doznały w dotychczasowym życiu.

Jeżeli chcemy zmieniać świat na lepsze, zacznijmy od siebie. Nie lubisz zwierząt? Po prostu ich nie krzywdź. Chcesz mieć jedną suczkę, a nie stado 10 psiaków? Wysterylizuj. Widzisz bezdomne zwierzę? Nie przechodź obojętnie, poszukaj lokalnych stowarzyszeń. Nawet jeżeli nie będą mieć dla zwierzaka miejsca na już, podpowiedzą co zrobić, gdzie go zgłosić. Rozwiązania naprawdę są w zasięgu ręki, wystarczy włączyć myślenie.

Reklama

Na zdjęciu głównym Basmati vel RoboKot - już w dobrej formie i w nowym domu. W galerii zdjęć psy i koty znajdujące się pod opieką Marty i jej przyjaciół z grupy Koty z Sochaczewa. Jeśli chcecie wesprzeć ich działalność, zajrzyjcie na ich profil na Facebooku - znajdziecie tam wszystkie informacje. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mieszkaniec - niezalogowany 2022-09-15 10:59:03

    Po tym jak władze miasta zlikwidowały schronisko dla bezdomniaków to chyba widać doskonale jak się traktuje. WSTYD.Poznać człowieka po tym jak traktuje zwierzęta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Wandzia - niezalogowany 2022-09-15 11:11:18

    Niestety, Polacy (jako ogół, bo na szczęście są wyjątki) nie szanują kotów, nie traktują ich jak żywe czujące istoty, uważają za szkodniki. Przez całe lata dokarmiałam bezdomne dzikie kotki i ile się nasłuchałam, co ja robię, że przeze mnie szczury i robaki, a koty nawet do budynków nie wchodziły i nikomu w drogę też nie. Strasznie to przykre, szczególnie jak jedzie się do innych krajów, gdzie koty się szanuje, nawet te wolno żyjące dokarmia się i dba o ich zdrowie. Niestety koty domowe tez często nie mają szczęścia, małego kotka się bierze "dla dzieci do zabawy", a jak podrośnie albo coś spsoci to won na dwór, przecież da radę niech myszy sobie nałapie. jeszcze daleka droga przed naszym społeczeństwem, aby zobaczyć w kocie czującą istotę

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pislandczyk - niezalogowany 2022-09-15 13:30:20

    niestety, wszystko prawda - jest mi ogromnie żal zwierząt. W Ustce mieszkam blisko działek - dokarmiam 6 kotów. Z początku uciekały, ale obecnie wchodzą mi już do domu, przychodzą kilka razy w ciągu dnia, "kiziają się". Nawet dużo nie jedzą, są widocznie dokarmiane przez innych ludzi - śmiejemy się, że przychodzą towarzysko. Zresztą muszę przyznać, że w Ustce ludzie dbają o zwierzęta - nie widziałem bezpańskiego psa a kotów bez obróżek jest bardzo mało, a i te wyglądają dobrze. Zuzia nie adoptujesz dzieci z domów dziecka, pomimo gęby pełnej frazesów o Bogu, piekle, modlitwie to może adoptujesz jakieś zwierzę?????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama