Tak duża dawka emocji wyczerpuje, dlatego zadbano o jadło i napoje. Maluchy nucąc kubusiową mruczankę: „W brzuszku burczy, bo się kurczy” pierwsze ruszyły do pieczenia kiełbasek przy ognisko. Pomagali im w tym przybyli na to wspólne biesiadowanie rodzice i dziadkowie. Jedna z mam pani M. Domańska upiekła nawet na tę okazję chlebek. Cóż za aromat, jaki smak. Po prostu delicje! Ogromnym powodzeniem cieszyło się malowanie twarzy. Nasze panie wzbiły się na wyżyny swego artystycznego kunsztu i dokonywały rzeczy niesłychanych. W efekcie teren wokół szkoły zaroił się od barwnych motyli, Spider-Manów, Hello Kitty, kotów, klaunów i tygrysków.
Wszystkie postacie, bez wyjątku ochoczo delektowały się pysznymi lodami. Miłośnicy kolorowej waty cukrowej i popcornu cierpliwie czekali w kolejce. Nikt nie narzekał, nikt nie marudził. Było wesoło, gwarno, radośnie. Rozmowy, śmiechy, niezwykłe poczucie wspólnoty. Oto jesteśmy razem!
Na koniec zadbano, by nikt nie wrócił do domu „ z pustymi rękoma”. Każdy uczeń raźno taszczył (do autokaru lub samochodu) paczkę słodyczy. „Ale było super”. „To najlepszy dzień”- tak podsumowały ten sportowy, rodzinny piknik dzieci. Mówią, że: „dobre wspomnienia to takie, które na samą myśl o nich wywołują uśmiech na twarzy”. Jesteśmy przekonani, że ilekroć uczestnicy feliksowskiej imprezy wspomną ją, to nawet w pochmurny, deszczowy dzień ich oblicze rozjaśni się.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze