W ostatnich dniach wokół tzw. „ustawy 203” rozpętała się w Sochaczewie prawdziwa burza. Do kancelarii komorniczej wpłynęło już kilkadziesiąt wniosków od pracowników szpitala o egzekucję zaległych kwot należnych w związku z ustawą z 2001 r. Tymczasem dyrekcja szpitala zawiadomiła prokuraturę o popełnieniu przez komornika przestępstwa. Lawinę wniosków spowodował wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 29 kwietnia tego roku, który jest odpowiedzią na apelację szpitala dotyczącą wyroku, jaki zapadł już rok temu w Sądzie Rejonowym w Sochaczewie. Sąd Okręgowy, podobnie jak wcześniej Sąd Rejonowy w Sochaczewie, uznał prawo skarżącego się personelu medycznego i napisał w wyroku, że zasadnicze wynagrodzenie miesięczne wszystkich powodów (wyrok dotyczy kilkudziesięciu osób składających ten konkretny pozew) powinno wzrosnąć od 1.01. 2001 r. o kwotę 203 zł brutto w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, a od 1.01.2002 r. dodatkowo o kwotę 110,23 zł. Sąd uznał ponadto, że pracownicy mają prawo do wypłaty „łącznie ze skutkami tego wzrostu we wszystkich innych składnikach wynagrodzenia”. Zdaniem naszych rozmówców składających wnioski, taki zapis stwarza możliwość ubiegania się o ustawowe odsetki. A w grę wchodzą niebagatelne kwoty, same tylko należności główne to średnio ok. 10 tys. zł od osoby. Dyrektor Szpitala, Michał Milczarek twierdzi, że są to kwoty nie odpowiadające prawdzie, a wyrok warszawskiego sądu określa jako potwierdzenie wyroku wstępnego. Szpital, zdaniem dyrektora, zamierza skorzystać z pewnych mechanizmów, które stwarza nowa ustawa o restrukturyzacji finansowej publicznych ZOZ-ów. Jeżeli program restrukturyzacji zostanie zatwierdzony, dyrekcja szpitala będzie proponować pracownikom podpisanie ugody, która ma załatwić sprawę „ustawy 203” raz na zawsze. Nie wiadomo tylko, czy pracownicy służby zdrowia zechcą czekać. Kancelaria komornicza została zasypana wnioskami o egzekucję należności. Do końca ubiegłego tygodnia wpłynęło ich kilkadziesiąt, a co kilka minut pojawiały się kolejne osoby z nowymi podaniami. Nie udało nam się ustalić, ilu pracowników może dotyczyć sprawa. Takiej odpowiedzi nie uzyskaliśmy też od dyrektora szpitala. Od dawna mówi się jednak o co najmniej 300 osobach – pielęgniarkach, pracownikach labolatorium, rtg, rehabilitacji. Dyrektor Milaczrek twierdzi, że nie będzie z załogą rozmawiał za pośrednictwem mediów, a pracownicy są na bieżąco informowani. Innego zdania są składający wnioski przedstawiciele załogi. Dyrektor nie ukrywał natomiast, że złożył zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez komornika, bo ten przekroczył swoje kompetencje. Z informacji, jaką uzyskaliśmy od rzecznika starosty Andrzeja Wacha wynika, że komornik wystąpił z żądaniem komorniczym w stosunku do sochaczewskiego ZOZ-u o wszczęcie egzekucji z rachunku bankowego na rzecz 14 wierzycieli – pracowników szpitala. Nie wiemy, o jaką kwotę chodzi, rzecznik jej nie podaje, pyta natomiast, skąd komornik zdobył dane dotyczące kwot, bo wyrok sądu tego nie określa. Co więcej, w zawiadomieniu do prokuratury, jak pisze A.Wach, pada zarzut o popełnieniu przez komornika przestępstwa polegającego na przerobieniu dokumentów w celu wyłudzenia korzyści majątkowej. Ponadto dyrektor Milczarek poinformował nas, że szpital wystąpił do warszawskiego sądu o uchylenie postępowania komorniczego, a do Naczelnej Rady Komorniczej o ukaranie sochaczewskiego komornika. Komornik Aleksander Świnoga te zapowiedzi skarg przyjmuje ze spokojem. Twierdzi, że sąd wyraźnie określił, iż wyrok posiada klauzulę wykonalności i ona jest podstawą do wszczęcia postępowań. Nie może wręcz odmówić przyjęcia wniosków. Co do wysokości odszkodowań, to wnioskodawcy określają należną kwotę, a nie kancelaria komornicza. Jak widać sprawa nie jest prosta i jednoznaczna. Z jednej strony interes szpitala, a tym samym nas, pacjentów, dla których jednorazowa wypłata wielotysięcznych wynagrodzeń dla pracowników może oznaczać prawdziwą zapaść w i tak już chorej służbie zdrowia. Z drugiej strony interes personelu, który ma prawo domagać się należnych mu pieniędzy, zwłaszcza, że czeka na nie już kilka lat. Wydaje się, że przeciąganie w czasie ostatecznego rozwiązania tylko eskaluje wzajemne napięcia, a deklaracje o ugodowym załatwieniu sprawy pozostają jedynie na papierze. Jolanta Śmielak-Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze