Miało być trzech zamaskowanych mężczyzn, którzy brutalnie pobili pracownice poczty i skradli 28 tysięcy złotych. Dziś już wiadomo, że żadnych mężczyzn nie było. Młode sochaczewianki same wzajemnie zraniły się szufelką, by pod pozorem napadu zrabować pieniądze.
W poniedziałek, 19 lutego, policja otrzymała zgłoszenie o brutalnym napadzie na agencję urzędu pocztowego przy ul. 15. Sierpnia w Boryszewie. W pierwszej wersji, przedstawionej policji w zgłoszeniu, dwie młode pracownice placówki, obie o imieniu Wioletta, miały zostać pobite twardym narzędziem, w wyniku czego straciły przytomność. Po ich obezwładnieniu trzech zamaskowanych mężczyzn (w kominiarkach, ubranych na czarno) miało wykraść z poczty 28 tysięcy złotych, a także osobiste rzeczy kobiet. Prawda okazała się zupełnie inna.
- W związku z tym wydarzeniem zaangażowaliśmy dużą liczbę policjantów. Od początku, jako jedną z wersji wydarzeń, zakładaliśmy sfingowanie tego napadu. Na drodze postępowania, krok po kroczku znaleźliśmy dowody, że ta wersja jest prawdziwa. Zebrane dowody przedstawiliśmy rzekomo poszkodowanym kobietom. Obie przyznały się do winy - wyjaśnia komisarz Grzegorz Radzikowski, naczelnik prewencji KPP w Sochaczewie.
Pomysł upozorowania napadu narodził się w głowie jednej z Wiolett, która namówiła na przestępstwo swoją współpracownicę. Potem dwudziestoparolatki zaangażowały w przedsięwzięcie jeszcze jedną wspólną koleżankę, również sochaczewiankę, która nie pracowała na poczcie. Owego poniedziałku, ok. 14.00, właśnie ta trzecia kobieta wyniosła z urzędu i ukryła 28 tysięcy złotych („po wszystkim“ przyjaciółki miały się łupem podzielić po równo). W tym samym czasie Wioletty zdemolowały pomieszczenie i uderzały się wzajemnie w głowy szufelką, powodując obrażenia - by napad wydawał się wiarygodniejszy. Dalszy bieg wydarzeń znamy.
- 21 lutego podjęliśmy decyzję o zatrzymaniu pań, ponieważ jeszcze były w szpitalu, skierowaliśmy do ich pilnowania funkcjonariuszy policji - opowiada komisarz Radzikowski. - Następnie kobiety trafiły do aresztu. Wszystkim trzem postawiono zarzuty. Decyzją prokuratury jednak zostały już zwolnione w związku z tym, że poddały się zaproponowanej przez prokuratora karze. Jeśli taka decyzja zostanie zaakceptowana przez sąd, młode kobiety zostaną skazane na 1 rok i 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Prawdopodobnie też ukarane zostaną grzywną, którą ustali sąd.
M. Figut
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze