W środę, 23. stycznia w okolicach Mirosławca rozbił się wojskowy samolot C-295M Casa. Zginęło 20 osób, wśród nich dowódca Brygady Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie - generał brygady pilot instruktor Andrzej Andrzejewski - związany z Sochaczewem, absolwent Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Praktycznego. Przypomnijmy. Maszyną lecieli z Warszawy oficerowie - uczestnicy konferencji "Bezpieczeństwo Lotów". Samolot odbywał w środę lot po zaplanowanej trasie: Warszawa - Powidz - Poznań - Krzesiny - Mirosławiec - Świdwin - Kraków. Generał brygady pilot Andrzej Andrzejewski urodził się 19. maja 1961 roku. Miał 47 lat. Uczęszczał do klasy o specjalizacji obróbka skrawania. Wychowawcą 25-osobowej klasy była A. Laśkiewicz. 5. maja 1980 zdawał maturę w Liceum Zawodowym w obecnym ZS CKP w Sochaczewie. Pozostawił żonę Małgorzatę oraz córki 26-letnią Klaudynę i 21-letnią Patrycję. Był absolwentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej (1985) i Akademii Obrony Narodowej (1995). Ukończył także kurs taktyczno-operacyjny dowódców oddziałów (1998) w AON oraz studia podyplomowe w Akademii Rolniczej w Szczecinie w 2001 roku. Służbę wojskową rozpoczął w 1985 roku jako pilot w 8 pułku lotnictwa myśliwskiego, a następnie służył w latach 1995-1998 na różnych stanowiskach w 40 pułku lotnictwa myśliwsko-bombowego. Od stycznia 2000 roku objął służbę w 1 Brygadzie Lotnictwa Taktycznego w Mirosławcu, początkowo jako starszy inspektor, później jako zastępca dowódcy brygady. Był absolwentem Studium Polityki Obronnej Akademii Obrony Narodowej. Był doświadczonym pilotem. Miał na koncie tysiące godzin w powietrzu. W 2003 roku cudem uniknął śmierci, po tym jak katapultował się z samolotu, kiedy uderzyła w niego rakieta przeciwlotnicza. 19. sierpnia 2003 roku, jako pilot doświadczalny, miał nad poligonem w Ustce odpalić rakiety - cele. Leciał myśliwcem Su-22 ze Świdwina. Na wysokości blisko trzech kilometrów i 21 kilometrów od lądu, został omyłkowo zestrzelony, zamiast w rakietę - cel, trafiono w jego samolot. Zdążył się katapultować. Widział, jak wybucha i rozpada się jego samolot. W kamizelce ratunkowej, ze spadochronem, wpadł do morza. Nie miał tratwy, nie działała radiostacja ratunkowa. Na śmigłowiec ratunkowy czekał półtorej godziny. Wytrzymał, choć zimna woda odbierała mu siły. Wrócił do jednostki i z powrotem siadł za sterami. Trzy lata później 11 listopada 2006 roku został generałem. Po awansie objął dowództwo nad 1. Brygadą Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Wielu wojskowych uważało, że po tak traumatycznym przeżyciu pilot nie siądzie już za sterami bojowej maszyny. Jednak już po kilku miesiącach od wypadku Andrzejewski wrócił do macierzystej jednostki i do latania. Przez długi czas nie chciał rozmawiać o wypadku z mediami. Na zwierzenia po latach udało się go namówić dopiero "Super Ekspressowi". Powiedział wówczas gazecie: "Cudem ocalałem. Dostałem drugie życie. Dlatego cieszę się z każdego dnia". "Najlepszy pilot, wzorowy żołnierz, kochający mąż i ojciec, świeżo upieczony dziadek:)" - to podpis o śp. Andrzeju Andrzejewskim, jaki widnieje w zakładce nasza-klasa.pl, gdzie zdążył się zalogować i gdzie możemy osobiście złożyć kondolencje i wyrazy współczucia. Z każdym dniem ich przybywa. A oto jeden ze wpisów: CZEŚĆ TWOJEJ PAMIĘCI "... LOTNIK, SKRZYDLATY WŁADCA ŚWIATA BEZ GRANIC ZE ŚMIERCI DRWI, A W TWARZ SIĘ ŻYCIU GŁOŚNO ŚMIEJE..." Redakcja "Echa Powiatu" przekazuje wyrazy współczucia i żalu rodzinie, przyjaciołom i znajomym śp. Generała Andrzeja Andrzejewskiego.
opr. as
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze