Od sierpnia do grudnia ubiegłego roku Sochaczew miał swojego streetwalkera – pedagoga ulicznego. Zgarniał i wyszukiwał dzieci z terenu Trojanowa. Organizował im zajęcia, pokazywał możliwości spędzania czasu inne niż wystawanie pod blokami czy rozróby na osiedlu. Dzisiaj dzieciaki pytają: kiedy pan do nas przyjdzie?
Początek
Wszystko zaczęło się wiosną, kiedy na jednym z zebrań warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci dyskutowano o możliwości zatrudnienia pedagogów ulicznych. Uczestnicząca w spotkaniu prezes sochaczewskiego zarządu TPD Teresa Przybylska pozyskała środki na utworzenie takiej funkcji w Sochaczewie. Od 1 sierpnia objął ją Łukasz Trawiński, nauczyciel wf w Gimnazjum nr 2, dobrze znany w środowisku sportowym.
„Zawsze interesowała mnie praca, która pozwoliłaby mi na kontakty z młodzieżą, a zwłaszcza na pomoc młodym ludziom, dlatego chętnie przyjąłem propozycję pani Przybylskiej” – opowiada 26-letni Łukasz Trawiński.
Zanim jednak objął swoją funkcję, wziął udział w szkoleniach i kursach, na których uczono, jak postępować z dzieciakami z zaniedbanych rodzin, z takimi, które mają problemy w nauce i kłopoty w kontaktach z otoczeniem. Pokazywano, jakie zajęcia proponować, jak dotrzeć do młodych ludzi.
Trojanów street
Pracę rozpoczął 1 sierpnia. Otrzymał teren Trojanowa, a bazą lokalową była siedziba ogniska wychowawczego TPD przy ul. 600-lecia. Latem i jesienią organizował zajęcia i rozgrywki na boisku za kościołem w Trojanowie. Tak naprawdę to jest kawał niezagospodarowanej ziemi, a nie boisko, ale młodzież z Trojanowa zwyczajowo korzysta z tego miejsca. Tam Łukasz Trawiński organizował rozgrywki piłkarskie, zawody sportowe i zajęcia rekreacyjne. Zimą zapraszał dzieci do świetlicy TPD, gdzie odbywały się zajęcia stacjonarne, królowały gry planszowe i konkursy.
Miał do pomocy dwoje wolontariuszy. „Ola zajmowała się sprawami ochrony środowiska, ekologią – na to zwracała uwagę podczas spotkań z dziećmi, a poza tym dużo z nimi rozmawiała. Jej mąż Krystian służył poradami prawnymi i pomagał rozwiązywać trudne sytuacje życiowe” – opowiada Łukasz Trawiński.
Wędka zamiast ryby
Program trwał pięć miesięcy – od sierpnia do grudnia. Finansowany był przez Zarząd Główny TPD ze środków unijnych jako program pilotażowy. Założenia były takie, że jeśli projekt sprawdzi się przez kilka miesięcy, może znajdą się w mieście środki, aby go kontynuować. Teresa Przybylska – prezes sochaczewskiego TPD, a jednocześnie naczelnik wydziału Oświaty Kultury i Sportu mówi, że Urząd Miasta nie ma środków na to zadanie, dlatego od stycznia Łukasz Trawiński nie wychodzi już na ulice Trojanowa. Odwiedza czasem świetlicę TPD, a dzieci pytają go, kiedy przyjdzie na osiedle. To najlepszy dowód na to, że program się sprawdził. Chwalą go nie tylko dzieci, ale i działacze TPD i mają nadzieję, że w drugim półroczu program znowu ruszy.
Bo najważniejsze, jak twierdzi Łukasz Trawiński, to dać wędkę, a nie rybę. To znaczy pokazać, jak można żyć inaczej, stworzyć mechanizmy, które pozwoliłyby młodym ludziom odbić się od dna. Żeby wzorcem nie był pełen przemocy i alkoholu dom, ale inne wartości.
Taka idea przyświeca streetwalkerom z warszawskiej Pragi, gdzie program ten jest już świetnie rozwinięty. „Ale tam pedagodzy uliczni mają pieniądze nie tylko na własne wynagrodzenie. Dostają fundusze na to, żeby zabrać napotkaną grupę młodzieży do kina, na kręgielnię czy zwyczajnie kupić głodnym dzieciakom jedzenie. My takich możliwości nie mamy. Poza tym jedna osoba nie zdziała cudów, choćby miała najlepsze pomysły” – dodaje Łukasz Trawiński.
Trzeba zadziałać
Dla sochaczewskiego streetwalkera to zupełnie nowe doświadczenie. Jak się słyszy o pewnych rzeczach w telewizji czy od innych ludzi, to wygląda to zupełnie inaczej, niż jak się wejdzie w świat tych dzieciaków, w ich problemy. Ja nie wiem, czy u podłoża ich zachowań leży przemoc domowa, brak zrozumienia, czy absolutna obojętność. Prawda jest taka, że teraz, kiedy któryś z uczniów na mojej lekcji źle się zachowuje, to zastanawiam się dlaczego. Chyba zacząłem więcej rozumieć” – opowiada nasz rozmówca.
A nam się wydaje, że szkoda zaprzepaścić tak dobrze rozpoczętego programu. Jest w Sochaczewie kilka instytucji pomocowych, wiele organizacji i stowarzyszeń. Jest wreszcie baza lokalowa: basen, lodowisko, hala sportowa, domy kultury. Potrzeba tylko dobrej woli i sprawnej organizacji, aby połączyć te ogniwa w jeden łańcuszek. Tylko kto się tego podejmie?
Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze