Reklama

Sortownia na wokandzie

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
16/10/2007 14:48
W ostatni wtorek odbyła się kolejna, trzecia już rozprawa w sprawie przesypowni śmieci przy ulicy Chodakowskiej. Jak pamiętamy, burzę wśród mieszkańców, najpierw ulicy Okrężnej a potem Chodakowa, spowodowały sposób i miejsce sortowania śmieci, a temat wywołał taśmociąg, angielski prezent sprowadzony w ubiegłym roku od zaprzyjaźnionego miasta Melton. Na ławie oskarżonych stanęli byli dyrektorzy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej – Andrzej Nagłowski i Jerzy Olejniczak oraz obecny, a wcześniej dyrektor firmy Remondis – Janusz Malicki.
W sprawie zdążyli się już także wypowiedzieć Marek Balcer, dyrektor Geotermii, od której ZGM i Remondis dzierżawiły teren przy Chodakowskiej oraz były już dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska starostwa Andrzej Ciołkowski. Podczas ostatniego posiedzenia sąd wysłuchał również byłego wiceburmistrza Krzysztofa Brymorę – inicjatora sprowadzenia sortowni.
Przesypownia do prokuratury
Problemy zaczęły się jesienią 2006 roku, kiedy do prokuratury wpłynął wniosek od mieszkańca Chodakowa w sprawie nielegalnej przesypowni działającej w jednej z byłych kotłowni Chemitexu przy ul. Chodakowskiej. Jak pamiętamy, wcześniej sortownię śmieci, która miała zwiększyć procent odzyskiwanych odpadów, miasto planowało ulokować przy ulicy Okrężnej. Ta lokalizacja wywołała jednak protesty okolicznych mieszkańców, więc bazę do przeładunku odpadów znaleziono wówczas razem z firmą Remondis, która również miała kłopoty z przesypownią, w byłej kotłowni Chemitex-u przy Chodakowskiej. Jak mówi mł. asp. Grzegorz Mikulski, oskarżyciel publiczny w sprawie, prokuratura wszczęła dochodzenie z uwagi na możliwość negatywnego oddziaływania przesypowni na środowisko, ze względu na brak znamion przestępstwa, umorzyła jednak postępowanie. Sprawą zajął się wówczas policyjny zespół ds. wykroczeń, który po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających złożył do sądu wniosek o ukaranie osób związanych z nielegalną przesypownią przy Chodakowskiej.
Problemy z zezwoleniem
„Miasto ma obowiązek zająć się gospodarką odpadami, ale nie zawsze są do tego narzędzia” – tłumaczył na ostatniej rozprawie 9 września Krzysztof Brymora. Oprócz odpowiedniej lokalizacji, chodziło zwłaszcza o brak dokumentów, które pozwalałyby ZGM i Remondis na zgodną z prawem działalność przy Chodakowskiej. Były wiceburmitrz wskazywał zwłaszcza na tymczasowe zezwolenie od starostwa pozwalające na prowadzenie przesypowni, które, jak przekonywał, mimo deklaracji władz starostwa, miastu udało się pozyskać dopiero w czerwcu tego roku. Przesypownia działa więc legalnie dopiero od połowy roku. Tymczasem, jeszcze w lutym, szef płockiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska nakazał w decyzji pokontrolnej zamknięcie przesypowni, ze względu na brak decyzji starosty. Baza przy Chodakowskiej nie została jednak zlikwidowana, a miasto dalej starało się o zezwolenie. W efekcie mandatem od WIOŚ-u ukarany został obecny szef Remondis Marcin Borek, dyrektor ZGM Janusz Malicki oraz Krzysztof Brymora. „Nie wiem czy starostwo nie chciało, czy nie mogło wydać tej decyzji. Nie mieszam się do polityki, chciałem tylko zrobić coś dla tego miasta” – podsumował podczas rozprawy Krzysztof Brymora.
Grzywny dla dyrektorów?
„Po przeanalizowaniu materiału dowodowego, postanowiliśmy postawić zarzuty Januszowi Malickiemu, który nie był karany za okres kierowania Remondisem (jako szef ZGM-u został już ukarany mandatem w związku z decyzją WIOŚ-u) oraz byłym dyrektorom ZGM - Andrzejowi Nagłowskiemu i Andrzejowi Olejniczakowi – mówi mł. asp. Mikulski. – W przypadku ZGM okres nielegalnego składowania odpadów trwał od ubiegłej jesieni, aż do 9 września tego roku. Wtedy przeprowadziliśmy oględziny przesypowni i okazało się, że zakład nie uporządkował zajmowanego przez siebie miejsca, mimo nakazu wydanego przez WIOŚ jeszcze w lutym. Remondis dostosował się do tych zaleceń od razu” – dodaje.
Zarówno Janusz Malicki, jak i były dyrektor Andrzej Nagłowski bronią się, tłumacząc, że nie mieli wyjścia i musieli podjąć się odbioru i składowania śmieci od mieszkańców. „Gdybyśmy nie zdecydowali się na przeładowywanie odpadów bez wymaganych decyzji, to nie byłyby one w ogóle odbierane. W efekcie powstałoby zagrożenie epidemiologiczne i też stanęlibyśmy na ławie oskarżonych, bo ktoś musiałby za to odpowiedzieć” – mówi Janusz Malicki.
Nowe firmy śmieciowe
Tymczasem duże zmiany szykują się na rynku śmieci. ZGM, jak pamiętamy, zrezygnował niedawno z odbioru śmieci od mieszkańców, pozostawiając w swoim zakresie jedynie ich odbiór od instytucji miejskich oraz z terenów ulic i parków. Do 1 grudnia śmieci od dotychczasowych klientów ZGM odbierać będzie Remondis. W najbliższych tygodniach walkę o nich, poprzez szeroką akcję informacyjną, podejmą dodatkowo zewnętrzne firmy - EkoSerwis z Kutna, bełchatowski Eko-Region oraz warszawska firma „Byś”. Czy spełnią oczekiwania mieszkańców i faktycznie opanują sochaczewski rynek, okaże się niebawem.
Sąd wyrokiem z poniedziałku, wszystkich trzech oskarżonych dyrektorów uznał za winnych, odstąpił jednak od wymierzenia kary, nakładając na skazanych 130-złotową opłatę. Uznał bowiem, że istnieją istotne okoliczności łagodzące. Wyrok nie jest prawomocny.
Martyna Mikulska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    FIRE MAN 2007-10-26 21:48:35

    Trzeba było śmieci zbierać w plecaki, lub woreczki foliowe :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama