1. Niedziela Palmowa rozpoczyna Wielki Tydzień, który upamiętnia mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Tradycja tego dnia przywołuje uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy. Ewangelista Łukasz tak opisuje to wydarzenie: (…) ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy (…) I przyprowadzili (oślę), a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zbocza Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom. Odrzekł: Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą (Łk 19, 28.35-40).
Jest to zatem dla Żydów wydarzenie radosne, które starają się należycie uczcić. Jedni ścielą przed Jezusem swe płaszcze, a inni rzucają mu pod nogi zielone gałązki ścięte na polach – jak to czytamy w opisie św. Marka (Mk 11,8).
Jednak, gdy w Niedzielę Palmową przychodzimy do kościoła na Eucharystię, spotyka nas pewne zaskoczenie. Zamiast owego fragmentu o uroczystym wjeździe Jezusa do Jerozolimy w czytaniu z Ewangelii słyszymy długi Łukaszowy opis męki pańskiej. Dlaczego?
2. Chrześcijaństwo jest religią pozornych sprzeczności, a życie chrześcijanina pełne kontrastów. Niedziela Palmowa ukazuje nam jakby w pigułce całą tajemnicę zbawienia oraz całą tajemnicę ludzkiego życia.
Patrzymy na to wydarzenie pierwszy raz i widzimy Jerozolimę pełną pielgrzymów, którzy przybyli, by tu świętować Paschę. Żydzi od wielu lat wyczekują Mesjasza. Niektórzy z nich uważają, że przyjdzie on jako król i władca, który wyzwoli Izrael spod panowania Rzymian. Jezus z Nazaretu staje się ucieleśnieniem tych oczekiwań. Słyszeli już, jak wielkie cuda działał i jak wspaniale przemawiał. Teraz zaś przyszedł czas, by go uczcić i oddać mu hołd jako królowi. Zatem jest radość, okrzyki na wiwat i podniosła atmosfera święta.
Ale patrzymy na Jerozolimę po raz drugi i widzimy Jezusa. Spróbujmy sobie wyobrazić, co wtedy czuł. Dobrze wiedział, że czeka go męka i śmierć. A tu ci wszyscy ludzie tacy radośni i uroczyści. Jezus musiał się czuć w tej sytuacji niezwykle samotny. Przecież nawet jego najbliżsi uczniowie nie uwierzyli, kiedy trzy razy zapowiadał im swą męczeńską przyszłość. Gdy takiego dojrzymy Jezusa, pojawia się smutek i współczucie.
I spójrzmy jeszcze raz, z szerszej perspektywy. Dziś wiemy, że Ci, którzy oczekiwali Mesjasza - króla, który wyzwoli Izrael z niewoli politycznej i pokładali te nadzieje w Nauczycielu z Nazaretu, mylili się. Czy zatem świętowali na próżno? Otóż nie koniecznie. Przecież po męce i śmierci Jezusa na krzyżu przychodzi niedziela zmartwychwstania, dzień chwały i radości.
3. I właśnie dlatego liturgia Kościoła proponuje nam w Niedzielę Palmową czytanie i rozważanie męki pańskiej. Przychodzimy do kościołów z palmami, symbolami odradzającego się życia i święta, by zetknąć się na zasadzie kontrastu z cierpieniem Chrystusa. Ale nie po to, by czcić samo to cierpienie. Spojrzenie chrześcijanina kieruje się dalej i wybiega o tydzień do przodu do Niedzieli Zmartwychwstania.
Można by sobie wyobrazić taki oto obraz: w Niedzielę Palmową stoimy na szczycie góry. Spoglądamy na nasz szlak i widzimy, że prowadzi on na górę Niedzieli Zmartwychwstania. Ale dostrzegamy też, że jedyna droga na ten szczyt biegnie przez jeszcze inną górę – Kalwarię Wielkiego Piątku. Wiemy zatem, że czeka nas męka, ale patrzymy na nią z perspektywy zmartwychwstania.
Konrad Sawicki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze