Reklama

Spółdzielnia musi spłacić 1,5 mln zł

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
20/07/2011 13:48
Ponad 1,5 mln musi zapłacić Spółdzielnia Mieszkaniowa Lokatorsko–Własnościowa w Sochaczewie za rozwiązaną 10 lat temu umowę z telewizją kablową KAM. Tak jak wtedy decyzję o odstąpieniu od umowy podjęło zebranie przedstawicieli, tak i teraz walne zdecydowało o zawarciu ugody. W tym czasie wielokrotnie zmieniał się skład zarządu i rady nadzorczej, zakończyła działalność także firma KAM, ale rosły odsetki karne.
Historyczna umowa
Cała sprawa rozpoczęła się w styczniu 1998 r., kiedy to Spółdzielnia Mieszkaniowa podpisała umowę z firmą KAM na dzierżawę sieci telewizji kablowej, a dokładnie infrastruktury naziemnej i napowietrznej oraz osiedlowych studiów telewizyjnych. „Spółdzielnia zdecydowała się na taki krok z uwagi na wymagane już wtedy koncesje, a także potrzebę modernizacji sieci, a więc związane z tym koszty” – mówi prezes SML-W Stanisław Dziekoński.
Umowę podpisano na czas nieokreślony, z zastrzeżeniem, że „w przypadku rozwiązania umowy w okresie wypowiedzenia ze strony wydzierżawiającego, spółdzielnia zobowiązana jest do całkowitego zwrotu poniesionych nakładów przez KAM na rzecz dzierżawionej sieci TV”. Zapis ten będzie miał kolosalne znaczenie, kiedy w 2000 roku walne zebranie spółdzielni zdecyduje o rozwiązaniu umowy z kablówką. Jej współwłaściciel Zbigniew Kowalewski twierdzi, że nie zna przyczyn zerwania umowy. „Wypowiedzenie otrzymałem od ówczesnego prezesa, który powiedział, że wykonuje polecenie rady nadzorczej. Nie usłyszałem żadnych wyjaśnień” - mówi.
Podobne stwierdzenia słyszy sie w spółdzielni „Trudno po tylu latach powiedzieć, co leżało u podstaw takiej decyzji – mówi Jerzy Michalak, członek obecnego zarządu spółdzielni. - Nie byliśmy ani uczestnikami walnego, ani pracownikami spółdzielni. Wiadomo natomiast, bo jest to zapisane w protokole, że taki wniosek padł ze strony tzw. osiedla piecowego”. Z protokołu wynika jeszcze jedna istotna informacja, a mianowicie że decyzja taka zapadła na walnym większością 23 głosów, przy 9 przeciwnych. A więc 23 osoby podjęły brzemienną w skutki dla 3200 członków decyzję. I to mimo ostrzeżeń radcy prawnego i głosów sprzeciwu innych uczestników zebrania.
Dziesięć lat w sądzie
W efekcie uchwały walnego, najważniejszego organu spółdzielni, pod koniec 2001 r. właściciele telewizji KAM wnieśli sprawę do sądu o zwrot nakładów poniesionych na modernizację sieci spółdzielczej. „Wtedy pan Kowalewski wycenił swoją stratę na 1,3 mln zł, ale w końcu stanęło na kwocie 800 tys. plus odsetki – przypomina prezes Dziekoński. – W dodatku sąd miał problemy ze znalezieniem biegłego, który wyceniłby wartość poniesionych przez KAM nakładów, dlatego rozprawy odbywały się w dużych odstępach czasowych. Niestety, w pierwszej instancji sprawę przegraliśmy, naszym zdaniem niesłusznie, gdyż sąd nie pozwolił nam zadać kluczowych w tej sprawie pytań. Jak choćby takiego, czy i na jakich warunkach została zawarta umowa między KAM a Vectrą (sieć kablowa, która weszła w miejsce nieistniejącej już telewizji KAM – red.)? Po orzeczeniu sądu, w trybie natychmiastowym zwołaliśmy nadzwyczajne walne, które podjęłoby decyzję: wnosić apelację, czy przyjąć wyrok. Na wszelki wypadek, ponieważ upływał termin, apelacja była już przygotowana. Walne ją poparło” – dodaje prezes.
Był rok 2008. Sądowi apelacyjnemu kolejne dwa lata zajęło bezskuteczne poszukiwanie biegłego, który wyceniłby należność dla KAM. Na początku tego roku, podczas drugiej rozprawy, sąd zaproponował stronom zawarcie ugody. „Przewidując, że nic więcej nie uzyskamy, postanowiliśmy rozpatrzyć sprawę ugody – mówi Jerzy Michalak. – Tym bardziej, że dzień po rozprawie pan Kowalewski oznajmił chęć jej zawarcia. A dodać trzeba, że każdy dzień zwłoki zwiększał odsetki od zasądzonej kwoty o 270 zł.”
W wyniku negocjacji spółdzielnia i właściciel dawnej kablówki podpisali wniosek do walnego zgromadzenia. Szefowie nieistniejącej już telewizji KAM zrezygnowali z części odsetek, zaprzestając ich naliczania od chwili złożenia przez spółdzielnię apelacji, a więc od lutego 2008 r. Dzięki temu, zamiast ponad 2 mln zł, SML-W miała zapłacić KAM 1,5 mln, z czego 870 tys. to należność podstawowa, a prawie 700 tys. - odsetki. Uchwałę o zawarciu ugody, a tym samym wypłatę wspomnianej kwoty, musiało jeszcze podjąć walne. Tak też się stało. Na czerwcowym zebraniu spółdzielców 28 z nich podjęło taką uchwałę.
Trzeba zapłacić
Skąd spółdzielnia weźmie pieniądze? – pytamy prezesa. „Na szczęście je mamy. Są środki na lokatach, tak krytykowanych przez niektórych uczestników walnego, a poza tym spółdzielnia ma nieruchomości, z których czerpie wpływy. Szkoda, że uczestnicy zebrania przedstawicieli w 2000 roku nie zastanowili się wcześniej nad konsekwencjami zerwania umowy. Można ją było przecież aneksować lub przynajmniej próbować negocjować jej warunki, a nie zrywać, nie patrząc na ważne zapisy. Za pieniądze, które teraz musimy wydać, można by ocieplić siedem trzyklatkowych bloków” – denerwuje się Stanisław Dziekoński.
Zaniepokojenia nie kryją też spółdzielcy. Teresa Wróbel z osiedla Ogrody boi się, że półtoramilionowa spłata odbije się na czynszach i prędzej czy później będą podwyżki. Wiesława Maliszewska mieszka w spółdzielczym bloku od 35 lat. Przyznaje, że żyje jej się dobrze, czuje się na swoim osiedlu bezpiecznie, ale widzi też mankamenty, np. brak w pobliżu centrum handlowego.. Od nas dowiedziała się o dawnych długach SM i podobnie jak inni nasi rozmówcy uważa, że to bardzo niekorzystne dla mieszkańców. Za te pieniądze można by zrobić wiele rzeczy na osiedlach, na przykład przynajmniej częściowo pozbyć się azbestu, którym obłożone są spółdzielcze budynki.
Czy spółdzielnia całkowicie się poddała i nie zamierza walczyć o odzyskanie choć części zasądzonej należności dla KAM? Prezes Dziekoński twierdzi, że były próby powiadomienia o całej sprawie prokuratury. Ponieważ jednak do dziś nie ma wyroku, nie ma też szkody, dlatego prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia. Z chwilą zawarcia ugody i wypłaty należności firmie KAM, zarząd ma zamiar złożyć doniesienie do prokuratury. Podpisanie ugody musi się odbyć przed sądem, a więc obie strony czekają na termin rozprawy. Zbigniew Kowalewski przewiduje, że nastąpi to do końca sierpnia.
Jolanta Sosnowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Daniel5 2011-08-03 09:38:00

    Wspólnoty mieszkaniowe to jedyne wyjscie..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    karol997 2011-08-03 09:26:24

    Tak to jest gdy w spółdzielni pracują ludzie którzy za swoje błędne decyzje nie ponoszą odpowiedzialności. Ładna dniówka im wyszła z pieniędzy mieszkańców, sami "fachpwcy". A za co mieszkańcy płacą tzw. czynsz, na ich pensyjki i co mają w zamiam slamsy. Karol

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    witek81 2011-08-01 21:44:24

    MASAKRA !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości