Reklama

Spółdzielnia się wyprzedaje

Tygodnik Echo Powiatu
19/08/2003 00:00
Zarząd Spółdzielni Mieszkanowej Lokatorsko-Własnościowej w Sochaczewie podczas ostatniego zebrania przedstawicieli członków wystąpił z wnioskiem o zbycie działek należących do spółdzielni. Pieniądze uzyskane z ich sprzedaży miały zostać przeznaczone na kompleksową termomodernizację budynków. Jak się okazało przedstawiciele wyrazili swoją aprobatę w stosunku do takiego pomysłu zarządu.
Według zarządu należy pozyskać środki na: roboty dociepleniowe (powierzchnia ok. 33.000 m2), wymianę stolarki okiennej (ok. 5.800 sztuk) oraz wymianę instalacji wod.-kan. i c.o. (dotyczy 75 budynków). Na te cele potrzebne jest 13.500.000 zł. W związku z tym zarząd złożył wniosek o "wyrażenie zgody na zbycie w drodze przetargu działek pozostających w wieczystym użytkowaniu spółdzielni, a nie przynoszących spółdzielni korzyści finansowych. Działki te zdaniem zarządu stanowią "majątek zbędny", który nie jest przeznaczony w działaniach spółdzielni do generowania środków finansowych, a wydatki na jego utrzymanie w postaci podatków oraz m.in. ochrony pochłaniają spółdzielcze pieniądze obciążając w kwocie 43.000 zł rocznie wszystkich członków spółdzielni""
Według zarządu kwota nie mniejsza niż 13.500.000 zł zabezpieczyłaby realizację wszystkich prac modernizacyjnych w krótkim okresie czasu. Dzięki temu nie trzeba byłoby korzystać z funduszu remontowego, który mógłby zostać przeznaczony na inne cele.
Mimo tego, że wiele osób było przeciwnych realizacji takiego pomysłu, podjęto decyzje o zbyciu działek znajdujących się przy ulicach: 1 Maja 15, Wojska Polskiego i Hanki Sawickiej, Trojanowskiej, Konstytucji 3 Maja, Kochanowskiego, Żeromskiego. Główny powód, dla jakiego nie powinno się sprzedawać tych działek była własność spółdzielni, za którą będzie można wziąć później więcej pieniędzy. Bo, jak twierdzili moi rozmówcy, spółdzielnia nie koniecznie zyska na sprzedaży działek w szybkim tempie. Poza tym, zawsze jest to własność spółdzielni.
I jeszcze słów kilka o Wandzie A.
Podczas ostatniego spotkania przedstawicieli przypomniano również sprawę Wandy A., która przywłaszczyła kwotę ponad 300.000 zł. Padały pytania dotyczące dalszych kroków w stosunku do byłej pracownicy spółdzielni. Członkowie nie chcieliby, by Wanda A. pozostała bezkarna.
- Czy zarząd wystąpił do prokuratury z wnioskiem o zabezpieczenie środków finansowych i na jaką sumę? - pytał Edward Trzciński.
- Nie chcę odpowiadać na to pytanie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że zastanawiamy się nad powództwem - wyjaśniał prezes SML-W, Antoni Chełmiński.
- A czy prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie fałszowania podpisów? - nie dawał za wygraną Trzciński.
- O jakich podpisach pan mówi? - pytał Chełmiński.
W tym momencie do dyskusji włączyła się Danuta Pakieła.
- Sfałszowano bilans. W tej sprawie też powinno być doniesienie do prokuratury. Dlaczego nie będzie pan wnosił sprawy do sądu, skoro są nieprawidłowości w spółdzielni? (Chodziło o sprawę odwołania rady nadzorczej - w tej sprawie wypowiadali się prawnicy, twierdząc, że odwołanie rady odbyło się bezprawnie. Większość delegatów przegłosowała jednak utrzymanie w mocy poprzedniej decyzji, skutkiem której odwołany został tylko jeden z jej członków - Robert Błaszczyk - przyp. red.).
- Ja nie wystąpię do sądu. Nie posłuchaliście jednego prawnika, drugiego. Nie posłuchaliście też mnie. Dodatkowo podczas przyjęcia działalności za rok ubiegły, po przepracowaniu przeze mnie w tej spółdzielni kilku dni, przeciwko mnie było sześć osób - mówił prezes.
- W związku z tym stawiam wniosek o odwołanie głównej księgowej. Nie przyjęliśmy przecież jej sprawozdania - postawiła wniosek Pakieła.
- W którym miejscu bilans był sfałszowany? Proszę mi pokazać - odezwała się główna księgowa.
- Zrobiono dwa bilanse. W pierwszym wychodziliśmy na plusie 300.000 zł, w drugim zaś - na minusie o 400.000 zł - nie dawała za wygraną Pakieła.
- To manipulacja, a nie sfałszowanie - odezwał się głos z sali.
- Ten wniosek to stek bzdur (wniosek o odwołanie głównej księgowej). dlatego ja się do niego nie zastosuję. On nie zobowiązuje zarządu do odwołania głównej księgowej - mówił Chełmiński.
- Dlaczego księgowa nic nie zrobiła, po tym, jak się zorientowała co się dzieje? (defraudacja pieniędzy - przyp. red.) - pytano.
- To właśnie główna księgowa dopatrzyła się defraudacji pieniędzy - tłumaczył prezes.
- Proszę nie wierzyć w takie rzeczy, że główna księgowa czy pan Naguszewski (były członek zarządu) są winni. To oni to zgłosili. Kto dopuścił Wandę A. do pracy, wszyscy wiemy. Winni są nie członkowie zarządu, lecz osoby z rady nadzorczej - wyjaśniała jedna z członkiń.
Tak, czy inaczej, prezes obiecał złożyć wniosek do prokuratury do czwartku. Niestety, do tego czasu w prokuraturze nie było zgłoszenia. Czyżby zatem nie władzom spółdzielni nie zależało na odzyskaniu pieniędzy należących do spółdzielców?
kaj
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama