Reklama

Społeczeństwo obywatelskie w zglobalizowanym świecie

21/10/2008 09:46
18.10.08 w Płocku odbyła się konferencja pt. „Społeczeństwo obywatelskie” – głównym organizatorem spotkania była Mazowiecka Wspólnota Samorządowa. W ramach 3 paneli tematycznych wystąpili:

1. Jego Ekscelencja Biskup Płocki Piotr Libera
Temat: „Kompendium Nauki Społecznej Kościoła” w poszukiwaniu ładu i praworządności.


2. dr Norbert Wojtowicz –Instytut Pamięci Narodowej
– Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
Temat: „Społeczeństwo Obywatelskie w okresie Powstania Warszawskiego”

3. Ks. Krzysztof Ołdakowski SJ (na zdjęciu)
– Rektor Kolegium Księży Jezuitów
Temat: „Społeczeństwo Obywatelskie w świecie zglobalizowanym”

Poniżej prezentujemy Państwu treść bardzo ciekawego referatu Ks. Krzysztofa Ołdakowskiego:

Społeczeństwo obywatelskie w zglobalizowanym świecie
Ryszard Kapuściński pisał kiedyś, że globalizacji nie da się precyzyjnie zdefiniować. Nie jest ona niczym nowym. Ludzkość od początku swojego istnienia miała tendencję do opanowywania coraz większych obszarów, coraz większej ilości kultur. Druga szkoła mówi, że właściwym początkiem globalizacji jest okres odkryć geograficznych, czyli podbój kultur przez cywilizację europejską. Trzecia definicja odnosi się do procesów, jakie zachodzą w świecie po zakończeniu zimnej wojny. Zniknął wówczas podział świata na wschód i zachód. Powstały warunki polityczne do uruchomienia procesów obejmujących całą planetę. Zbiegło się to w czasie z wielką rewolucją elektroniczną, która umożliwiła rozwój komputeryzacji, Internetu i innych urządzeń elektronicznych. Likwidacji uległy dwie zasadnicze bariery, które stały na przeszkodzie komunikacji międzyludzkiej, mianowicie bariera czasu i przestrzeni. Globalna rzeczywistość to makroświat, nieograniczony granicami czasu i przestrzeni. Jesteśmy jednak zanurzeni również w mikroświecie, który jest inaczej zorganizowany. W naszej codzienności przeżywamy oczywiście szczególnie bliskość naszego lokalnego środowiska. Tutaj tworzymy społeczeństwo obywatelskie, które podejmuje bezpośrednią odpowiedzialność na decyzje dotyczące organizacji życia w wymiarze osobistym i wspólnotowym. Dla społeczeństwa obywatelskiego liczy się przede wszystkim, to, co miejscowe i lokalne, czyli najbliższe środowisko życia człowieka, jego otoczenie, mała ojczyzna. Te dwa światy na siebie zachodzą. Świat lokalny i świat globalny mieszają się ze sobą. Lokalność i uniwersalność przenikają się nawzajem.

Wpływ globalizacji na społeczeństwo obywatelskie

Istotą globalizacji jest prawo dostępu do wolnego rynku, wolnego handlu, możliwość tworzenia globalnego rynku świata, a przede wszystkim prawo do swobodnego przepływu kapitału na nieograniczoną skalę. Globalizacja jest procesem, który ma zarówno wymiar ekonomiczny, jak i kulturowy. Przez otwarte granice, otwartą przestrzeń komunikacyjną, telewizyjną, internetową, w życie każdego z nas wkraczają: ujednolicona kultura, obyczaje, wartości i sposoby myślenia. Świat stał się „globalną wioską”.

Pozytywne aspekty globalizacji to bez wątpienia stosunkowo łatwe przemieszczanie środków produkcji. Zwiększa się wtedy możliwość znalezienia pracy i osiągnięcia dobrobytu w niektórych regionach świata. W tym sensie globalizacja otwiera nowe szanse rozwoju przed uboższymi regionami świata. Mieszkańcy naszej planety są coraz bliżej siebie dzięki wolnemu handlowi i przepływowi informacji. Obecność wielu zagranicznych firm wpływa na ożywienie gospodarcze i konkurencyjność towarów oraz usług w wielu krajach. Globalizacja wpływa na rozszerzanie rynków i swobodę podróżowania. Informacje ze świata natychmiast do nas docierają. Dowiadujemy się o trudnych problemach, jakie dopadają ludzkość w różnych zakątkach planety i dzięki temu możemy szybko reagować wysyłając pomoc materialną, albo udzielając wsparcia politycznego.

Jednak w sytuacji, kiedy wolny rynek staje się nadrzędną wartością, człowiek zostaje zredukowany do funkcji producenta lub konsumenta, zaś wszystkie relacje społeczne zostają sprowadzone do czynników ekonomicznych. To rzutuje oczywiście na inne rejony sfery publicznej. Urynkowione zostały sposoby myślenia i skale wartościowania. Rynek jako mechanizm społeczny stał się nośnikiem nowej kultury. Przemiany społeczne i kulturowe pozostały jednak bardzo w tyle w stosunku do przemian gospodarczych. Kultury lokalne nie są w stanie adekwatnie reagować na zmiany technologii i stosunków pracy. Pojawia się nowa wersja kolonializmu. Trzeba także zwrócić uwagę na narastanie w krajach rozwiniętych postaw lękowych, ksenofobii, partykularyzmów oraz niezdolności do działania na rzecz innych niż „ja sam” lub „mój klan”. W globalnej wiosce rosną obszary skrajnej biedy oraz poczucie bycia wyrzuconym na margines życia społecznego. Istnieją również dysproporcje w szansach dostępu do rynku pracy, wykształcenia i źródeł informacji. Miliardy ludzi na całej ziemi w ogóle nie korzysta z dobrodziejstw globalizacji. Ona z jednej strony jednoczy, ale z drugiej przyczynia się do rozprzestrzeniania korupcji, przemocy i wyzysku.
Dominująca siła rynku w całości życia społecznego w połączeniu z medialną siłą „liberalnej ideologii relatywizmu” sprawia, że liczy się przede wszystkim interes międzynarodowych korporacji ekonomicznych ponad wszelkimi innymi przejawami życia społecznego. Przeżył się także system partyjny w demokratycznych społeczeństwach. Nie odzwierciedla on już rzeczywistości społecznej. Rzeczywistą władzę ma kapitał. To on rozdaje karty. Władza polityczna ma niewielki wpływ na kształtowanie procesów ekonomicznych i gospodarczych nawet w skali pojedynczych krajów i regionów. To sprawia, że politycy coraz częściej zajmują się sobą, walką o władzę dla samej władzy oraz utrzymywaniem się przy niej za wszelką cenę. Przez to także pogłębia się coraz bardziej dystans między władzą, a społeczeństwem. Władza przypomina sobie o obywatelach kilka miesięcy przed wyborami.

Globalizacja sprawia, że ludzie gubią poczucie „bycia u siebie”, czują się zagrożeni w sferze kultury, wartości, punktu odniesienia. W tym klimacie odzywają się bardzo szybko różne ksenofobie, nacjonalizmy. Dochodzi do tego budzenie wzajemnej wrogości partyjnych dygnitarzy, którzy wzniecają konflikty, aby dokopać „opozycji”, a społeczeństwo obywatelskie czuje się coraz bardziej zagubione, bo nie wie, o co chodzi w tych konfliktach. One najczęściej wyrastają na podłożu emocjonalnym i osobistym. Każda władza dezawuuje osiągnięcia poprzedników próbując stwarzając wrażenie, że od niej świat się zaczyna.Gdyby było inaczej, już dzisiaj bylibyśmy bardzo zaawansowani w reformie ochrony zdrowia, ale ponieważ panuje u nas podejście, że wszystko, co zrobili poprzednicy jest nie do naprawienia, ale do wrzucenia do kosza ciągle drepczemy w miejscu.

Coraz bardziej widać, że narasta problem samotności w społeczeństwie zglobalizowanym. Kobieta samotna w ciąży nie ma więzi i oparcia w środowisku. Chorzy i podeszli w wieku są izolowani i zepchnięci na margines. Politycy przy wsparciu lobby ekonomicznego i ideologicznego forsują rozwiązania prawne spychające człowieka jeszcze bardziej w osamotnienie: aborcja, eutanazja itp., zamiast dotknąć tego, co leży u podstaw, czyli samotności. Chodzi o typ kultury, typ więzi międzyludzkich w środowisku lokalnym. Trzeba widzieć kryzys w szkołach, na stadionach, konflikty wśród młodzieży, która jest zdolna, ale zagubiona. Nie ma oparcia w rodzinie i w środowisku. Trzeba koniecznie na ten brak odpowiedzieć. To jest właśnie rola społeczeństwa obywatelskiego. Dzisiaj jest to szczególnie ważne, ponieważ słabnie więź społeczna, która pozwalała żyć we wspólnotach solidarności. Można zauważyć wiele oznak tej choroby społecznej: wzrost indywidualizacji dokonuje się ze szkodą dla dobra wspólnego, obrona interesów partykularnych bierze górę nad świadomością interesu powszechnego; pozytywne wartości, takie jak pluralizm i otwartość, często w spotykają się z reakcjami nacjonalistycznymi, rasistowskimi czy ksenofobicznymi. Wielu współczesnych doświadcza anonimowości i samotności, pomimo rozwiniętych technik komunikacyjnych ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, spotykać się i wzajemnie akceptować. Obserwujemy dzisiaj nie tylko wzrost liczby osób żyjących samotnie, nie tylko rozpad spójności społecznej oraz słabnięcie więzi społecznych, ale nade wszystko, co wydaje się niebezpieczne, spadek przynależności i odpowiedzialności w łonie wspólnot politycznych i społecznych wszelkich rodzajów. Począwszy od rodziny, a skończywszy na narodach i całej Europie interesy indywidualne są postrzegane jako sprzeczne z dobrem wspólnym.

Czasami także samorządy ulegają klimatowi i modom globalizacji ekonomicznej, pozbawione globalizacji solidarności. Wtedy, gdy np. zmieniają zabytek kultury w nowoczesną knajpę, aby trochę zarobić, albo wolą sprzedać tereny pod zabudowę bogatym developperom niż przeznaczyć je na boisko lub plac zabaw. Podcina się w ten sposób coś istotnego. Słyszałem np., że w Rapperswillu – władze lokalne „przejęły” pałac, który dotychczas był własnością władz centralnych. Dostały ofertę finansową i zdecydowały się wyrzucić zasłużone od lat polskie Muzeum-bibliotekę, a miejsce przeznaczyć na zarobek konsumpcyjny. Placówka na szczęście została ocalona.

Wzajemnie zaufanie podstawą społeczeństwa obywatelskiego w zglobalizowanym świecie
W jednym z wywiadów udzielonym rok temu w tygodniku „Polityka” wybitny polski socjolog profesor Piotra Sztompka z Uniwersytetu Jagiellońskiego zauważył, że w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego potrzebujemy wzajemnego zaufania. Wtedy mamy większe poczucie bezpieczeństwa. Z większą odwagą rozwijamy nasze zamierzenia. Możemy więcej zaryzykować, być bardziej innowacyjni, szybciej i łatwiej otwierać firmy, inwestować, oszczędzać, brać kredyty. Kiedy przed kilku laty społeczeństwo obywatelskie wydawało się umacniać i rozwijać przyszedł kryzys. Istotnym jego powodem było podcięcie zaufania do rządzących, którzy uwikłali się w rozmaite afery korupcyjne. Ludzie zawiedli się na wybranych przedstawicielach, na których głosowali i stracili do nich zaufanie. Rządzący zaczęli żyć swoim życiem i stracili kontakt ze społeczeństwem. Odmowa zaufania społeczeństwu pogłębiła brak zaufania do władzy, która często umacniała się w swojej spiskowej teorii. Pojawiło się medialne uogólnianie afer i patologii, czyli zaczął intensywnie działać mechanizm paniki społecznej. Z tego uogólnienia uczyniono z czasem ideologię i program polityczny. Charakterystycznym elementem tego programu jest powielanie schematu, czyli wmawianie społeczeństwu, że wszędzie są czarne siły i większość ma brudne ręce.

Historię zaczęto interpretować w kluczu aktualnych sympatii, czyli czyjąś pozytywną rolę w przemianach uznaje się w zależności nie od tego, po której stronie barykady ktoś stał, ale od tego czy lubi się go, czy nie z dzisiejszego punktu widzenia. Brak jest trzeźwego myślenia, a dominuje w wielu kręgach myślenie czysto ideologiczne. Ta sama rzeczywistość jest interpretowana w skrajnie odmienny sposób w zależności od tego, kto mówi. Nie ma żadnych instrumentów, żeby przekonać się, gdzie leży prawda, chyba, że wychodzimy z założenia, że rację zawsze mają ci, których my popieramy.

Profesor Sztompka w przywołanym wywiadzie wymienia trzy negatywne skutki braku zaufania w życiu społecznym. Po pierwsze nieufność rodzi nieufność. Ludzie zamykają się w gettach. No i władza zaczyna widzieć, że rzeczywiście pewne środowiska zaczynają tworzyć układ, że się zamykają i jątrzą. Władza umacnia się w poczuciu zagrożenia. Jedni podejrzewają drugich o przewrotne intencje. Te sztucznie tworzone podziały mogą niestety przenosić się na poziome struktury i de facto się przenoszą. W rodzinach, w zakładach pracy oraz w strukturach samorządowych, a nawet we wspólnotach zakonnych ludzie są podzieleni. Rozwija się samonapędzająca się spirala. Niepotrzebnie tracimy kontakt i zamykamy się w siebie. Często budzi się niepotrzebna agresja i nieufność.
Druga konsekwencja jest taka, że zaczynamy nasze aspiracje przenosić na zewnątrz. Kierować się do audytorium zagranicznego, tam szukać sprawdzianu, skoro tutaj jesteśmy lekceważeni. Wyjazdy na zachód nie są powodowane jedynie pogonią za lepszymi zarobkami, ale są również odreagowaniem na brak poważnego podejścia i szacunku dla obywatela ze strony ludzi władzy i pracodawców.

Trzeci skutek do pasywność. Ucieczka do bierności i szukanie zastępczych satysfakcji życiowych. Czyli prywatyzacja życia. Usunięcie się do wewnątrz. Dążenie do tego, aby się urządzić i zarobić, a najlepiej wydać na wycieczkę do Tajlandii. Brak zainteresowania życiem publicznym w ogóle. Co też może prowadzić do kolejnego samospełniającego się proroctwa, że ci, którzy będą aktywni w życiu politycznym, będą chodzić do urn i głosować, zapisywać się do partii politycznych, to będą już tylko frustraci i nieudacznicy, którzy swoją złość będą wyładowywać publicznie.

W naszej kulturze istnieją bardzo mocne czynniki, które mogą wzmacniać kulturę zaufania. Wyrażają się one przede wszystkim w nastawieniu wspólnotowym. Ono wyraża się w patriotyzmie, w przywiązaniu do narodu. Patriotyzm jednoczy ludzi w miłości do ojczyzny, która jest wspólnym domem i powołaniem. Patriotyzm wyraża się poprzez przyjęcie zbioru obowiązków społecznych. John Kennedy w przemówieniu inauguracyjnym wezwał swoich rodaków do odnowienia świadomości powołania: „Nie pytajcie, co kraj może dla was zrobić, ale co wy możecie zrobić dla kraju”. Dalej mamy katolicyzm, który do tworzenia wspólnoty wiernych przywiązuje wielkie znaczenie. Jest bardzo ważne dzisiaj, aby budować w Kościele ducha wspólnotowego. Temu mają służyć parafie, grupy modlitewne, ruchy i stowarzyszenia. Kościół musi zadbać o tworzenie żyjących wspólnot, a nie spełniać jedynie funkcję instytucji usługowej dla ludności.

Doświadczenie Kościoła w łączeniu tego, co globalne z tym, co lokalne

Temat globalizacji pojawia się systematycznie w nauczaniu Kościoła, począwszy od encykliki „Centesimus annus” (CA, 58). W tym dokumencie papieskim z 1991 roku mowa jest o procesie powstania współzależności gospodarczych na skalę światową. Podejście kościoła do zjawiska globalizacji cechuje realizm spojrzenia, czyli przeświadczenie o nieodwracalności dokonujących się przemian. Równocześnie to podejście jest nasycone aksjologicznie, wolne przy tym od pro- lub anty-globalizacyjnej histerii. Globalizacja a priori nie jest dobra, ani zła. Będzie ona taka, jaką uczynią ją ludzie.

Chrześcijaństwo wzywa do uruchomienia mechanizmów ekonomicznych, kulturowych i społecznych, które sprzyjałyby temu, co językiem religijnym nazywamy „globalizacją miłosierdzia i solidarności”. Wymogiem chwili jest tworzenie globalnej praworządności. Globalizacji ekonomicznej i gospodarczej powinna towarzyszyć globalizacja polityczna, czyli gruntowna reforma światowego ładu politycznego i gospodarczego. Działania polityczne pojedynczych krajów nie wystarczą. Wśród podmiotów globalnej solidarności szczególna rola przypada społeczeństwu obywatelskiemu i różnym formom wolontariatu. Organizacje pozarządowe, podejmujące pomoc na rzecz rozwoju, występują zastępczo imieniu wszystkich poszkodowanych procesu globalizacji, którzy nie są w stanie wyartykułować swoich potrzeb, albo też są słabo słyszani. Niezależnie od wymiernych efektów działania tych instytucji stanowią one ogromny potencjał ludzkiej wielkoduszności. Wiele organizacji religijnych ma świadomość powinności podejmowania ponadnarodowej odpowiedzialności. Taka rolę w skali światowej spełniają różne stowarzyszenia kościelne, np. charytatywne, takie jak Caritas Internationalis oraz inne grupy zorganizowanego laikatu.
Warto zwrócić uwagę na zjawiska podnoszące na duchu, jak choćby fenomen spotkań Papieża z młodzieżą. Widać wyraźnie, że jest zapotrzebowanie i klimat pod globalizację solidarności. Także w trakcie wspólnych spotkań z Papieżem w Polsce przenosiliśmy się jakby do innego świata; budził się duch życzliwości i solidarności; ludzie stawali się lepsi, pomagali sobie, uśmiechali się do siebie. Polska stawała się na kilka dni jakby innym krajem. Oczywiście można powiedzieć, że to szczególne chwile łaski w szarej powszedniości, ale okazuje się, że może być inaczej. Sami czujemy, że jesteśmy lepsi niż myśleliśmy.
Kościół jest najstarszą w świecie globalną instytucją. Podejmując próby kształtowania współczesnych procesów globalizacji można korzystać z wielowiekowych doświadczeń. Kościół łączy w sobie element uniwersalności i partykularności. W Kościele lokalnym urzeczywistnia się kościół powszechny.
Globalizacja koresponduje z samym przesłaniem Ewangelii, która ma być głoszona aż po krańce ziemi. Chodzi o globalizację ducha, dającą poczucie uniwersalizmu, czyli tego, że świat jest wielką rodziną.

Krzysztof Ołdakowski SJ
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Szymon 2008-10-23 09:05:29


    W myśleniu o globalizacji jako pewnej kategorii opisu współczesnej rzeczywistości, należy myśleć przede wszystkim dialektycznie. Jest to na pewno proces obiektywny, gdyż dzieje się niezależnie od naszej świadomości. Nie jesteśmy w stanie a priori sensownie przesądzić, czy ten proces jest z natury dobry dla człowieka, czy zły. To tak jak nóż może być zarówno narzędziem zbrodni, jak i przedmiotem ratującym życie. Powiemy: „to zależy”. Wkrada się pewien relatywizm poznawczy, którego jednak nie sposób uniknąć. Myślę, że o korzyściach w wymiarze sensu stricto ekonomicznym nie warto w tym miejscu pisać, gdyż mniej lub bardziej wyczerpująco jesteśmy je w stanie wskazać. Chciałbym się skupić na wymiarze etycznym globalizacji, któremu wiele miejsca poświęca ks. Krzysztof Ołdakowski. Z treści artykułu wynika, że globalizacja „ekonomizuje” relacje międzyludzkie prowadząc do ich rozkładu. Nie było chyba takiego okresu w historii ludzkości wolnego od tego zjawiska. Rynek – odkąd istniał – był nośnikiem kultury, a kategorie ekonomiczne służyły do wartościowania różnych dziedzin życia.
    Przypisywanie procesowi globalizacji czegoś, co istniało, istnieje i chyba będzie istnieć, jest wg mnie mało przekonywujące. Czy globalizacja jakoś straszenie nasila to zjawisko? Trudno powiedzieć. Na pewno daje nowe narzędzia. Być może chodzi tu autorowi tylko o natężenie tego zjawiska? Sam zakon Jezuitów (którego Ks. Ołdakowski jest członkiem) skutecznie swego czasu prowadził handel m.in. z krajami Dalekiego Wschodu , nie zawsze – mówiąc najdelikatniej – grając fair. Nie chciałbym też wspominać o konkwiście w Ameryce Południowej, która miała na celu głównie pozyskanie złota w dobie merkantylizmu. Trudno nie dopatrzeć się w tych działaniach również najzwyklejszej chęci zysku.
    Jednym z praktycznych powodów wprowadzenia celibatu w Kościele katolickim było m.in. stymulowanie mechanizmu akumulacji kapitału. Wyeliminowano tym samym problem dziedziczenia. Siłą napędową reformacji – oprócz rzecz jasna sporu doktrynalnego – był również wymiar ekonomiczny. Dany monarcha przechodząc na protestantyzm niejako automatycznie sekularyzował majątek kościelny, co wg M. Webera było dobrym podglebiem do rozwoju kapitalizmu.
    Kwestia alienacji jednostki. Każdy z nas zapewne znajdzie sporo przykładów złego wpływu np. internetu na kondycję ludzką, ale również z drugiej strony jesteśmy w stanie wskazać pozytywny jego wpływ na budowanie więzi międzyludzkich.
    Sądzę, że dla ks. Ołdakowskiego – i być może dla całego Kościoła katolickiego – istnieje inny problem związany z globalizacją – mianowicie pluralizm ideologiczny. Oprócz wolego przepływu towarów czy ludzi - globalizacja stymuluje w sposób niespotykany w historii ludzkości – dyfuzję różnorodnych idei, poglądów oraz sposobów myślenia. Tak nawiasem, gdyby nie wynalazek druku, to tezy M. Lutra nie miałyby szansy dotarcia do szerszego kręgu odbiorców. Nie chcę wdawać się tutaj w ocenę tego stanu rzeczy.
    Mimo pewnego otwarcia Kościoła katolickiego po Soborze Watykańskim II na ekumenizm oraz inne religie (w dużej mierze za pontyfikatu Jana Pawła II), wśród hierarchów kościelnych przeważa zasada ekskluzywizmu doktrynalnego – to znaczy, że tylko wykładnia Kościoła katolickiego jest jedyna i zarazem prawdziwa. Jest to skądinąd zrozumiałe. Sam papież Benedykt XVI powtarzał wielokrotnie w swoich homiliach, że katolicyzm nie jest li tylko pewną opcją dla człowieka, lecz jedyną prawdziwą drogą. W tym kontekście Ks. Ołdakowski mówi o „ideologii liberalizmu” – wskazując na pojęcie „liberalizmu” w bardzo - jak się wydaje - okrojonym zakresie.
    Owa różnorodność idei jest wręcz zbawienna w praktycznym działaniu, gdyż – jak wiemy – rzadko jest tak, że istnieje tylko jedna metoda, jedno rozwiązanie danej kwestii. Tego problemu nie ma konfucjańska Azja, gdzie swoisty dialog idei, poglądów we wszystkich wymiarach istnieje od dawna. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest m.in. brak w myśleniu Azjatów prymatu dwuwartościowej logiki (prawda, fałsz). To jest być może stan do którego w kontekście globalizacji dryfuje posttomistyczna cywilizacja Zachodu?!
    Ks. Ołdakowski pisze :” Ta sama rzeczywistość jest interpretowana w skrajnie odmienny sposób w zależności od tego, kto mówi. Nie ma żadnych instrumentów, żeby przekonać się, gdzie leży prawda, chyba, że wychodzimy z założenia, że rację zawsze mają ci, których my popieramy”. Chciałbym w związku z tym poznać stanowisko księdza dotyczące rozliczenia się polskiego Kościoła z przeszłością – mam tu na myśli lustrację. Po wielokroć słyszeliśmy z ust dostojników Kościoła, że tylko prawda może nas uratować. Nie chciałbym złośliwie dopowiadać, o ile nas nie dotyczy.

    Zgadzam się natomiast z postulatem ks. Ołdakowskiego wzmacniania patriotyzmu lokalnego – również za pomocą Internetu (co nawiasem mówiąc z powodzeniem robi stowarzyszenie E-Sochaczew). To, co historycznie rzecz biorąc jest obecne np. w mentalności społeczeństwa niemieckiego – czyli dualne rozumienie pojęcia „ojczyzna” (Heimat v. Vaterland) – jest (z pewnymi wyjątkami) zbyt słabo zarysowane w Polsce. Mała ojczyzna (Heimat) dotyczy nas chyba najbardziej i powinna być nam najbliższa. Podpisuję się również pod postulatem rozwijania kultury politycznej i rozbudzania zainteresowania polityką w społeczeństwie. Postawa szerzącego się indyferentyzmu politycznego jest - w moim najgłębszym przekonaniu - godna potępienia.
    Reasumując: w zasadzie wszystkie zagrożenia wynikające z globalizacji, o których pisze autor, są raczej natury uniwersalnej i mają charakter dialektyczny. Na przykład: procesom integracyjnym towarzyszą dezintegracyjne; erozji państwa narodowego towarzyszy nasilanie się postaw nacjonalistycznych; alienacji jednostki należy przeciwstawić budowanie nowego typu więzi społecznych za pomocą Internetu - za pomocą którego można przekazywać destrukcyjne treści, ale można równie dobrze ewangelizować ludzi itd.
    Ludzkość borykała się i będzie się nadal borykać z problemami natury etycznej do póty, dopóki będzie istnieć. Tak więc jak pisze Ks. Ołdakowski „globalizacja a priori nie jest dobra ani zła. Będzie taka, jaką ją uczynią ludzie” – z czym się w zupełności zgadzam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2008-10-21 20:08:28

    Ponieważ zostałem wspomniany w wypowiedzi Marcina, czuje się w obowiązku - choćby krótko - włączyć się do rozmowy. Szczerze mówiąc zarówno Szymon, jak i Marcin powiedzieli więcej ciekawych rzeczy niż ks. Ołdakowski. Niestety referat zawiera rażące, często niesprawiedliwie, uproszczenia, nie mówiąc już o oklepanym i nie do końca prawdziwym "liberalnym relatywizmie". Aby rzetelnie prowadzić taką dyskusję, trzeba i sobie i czytelnikom/słuchaczom powiedzieć, że pojęcia "globalizacji", "społeczeństwa obywatleskiego", "liberalizmu" itd. są niezwykle wieloznaczne, mają swoje odmiany/koncepcje itp. Kościół unika takich wieloznaczności jak ognia. Wiem, że Marcin, w szczególności jest zainteresowany ideą "społeczeństwa obywatleskiego", ale - co muszę dodać - pewną wersja tej idei, którą określiłbym jako "wspólnotową". Tymczasem idea ta ma również inne oblicze i oznacza sferę sprzecznych, prywatnych interesów, innymi słowy sferę wolności ekonomicznej, indywidualizmu, prywatności, jak to mówi jeden z moich ulubionych myślicieli, "sumę stosunków prywatnych między wolnymi jednostkami". Osobiście uważam, że te dwie koncepcje społeczeństwa obywatleskiego się uzupełniają i nie ma między nimi jakiś nierozwiązywalnych sprzeczności. Z całą pewnością na bazie tej idei - bez względu na to - jak ją pojmujemy trzeba budować "brakującą substancję życia społecznego", że za wybitnym polskim filozofem powtórzę. Mam niestety szczere wątpliwości, czy Kościół w Polsce potrafi i chce to robić. Swoją drogą, gdybym chciał być złośliwy, to wskazałbym przykłady działań sochaczewskich duszpasterzy, które w rozważanym przez nas tekście są piętnowane. W referacie znajdziemy oczywiście wiele myśli prawdziwych. Nie znajdziemy jednak chęci do poszukiwania prawdziwych przyczyn negatywnych zjawisk związanych z globalizacją. Koniec końców, wypada się cieszyć, że mieszkańcy Sochaczewa w osobach Szymona i Marcina, mają więcej do powiedzenia na ten temat niż uznane autorytety.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Marcin 2008-10-21 15:53:22

    Dla mnie najważniejszą częścią powyższego wykładu jest jego fragment dotyczący współczesnych relacji społecznych. Po stokroć zgadzam się z tezą, że zaufanie i wiara w ludzi stanowi bazę zdrowej tkanki społecznej. Tylko w atmosferze ufności możliwe jest budowanie wszelkich modeli społecznych stowarzyszeń, wspólnot, partii, a w tym także biznesów oraz wszystkich innych instytucji życia społecznego.

    Skutki braku zaufania rodzą podejrzliwość i agresję, a w konsekwencji także pasywności społeczną osób postronnych - przykład to obiegowe stwierdzenie, że polityka to brudna sprawa i dlatego ja (w domyśle porządny obywatel) nie chce mieć z nią nic wspólnego. Choć sama definicja polityki, jako wszelkich działań zmierzających do poprawy jakości życia społecznego, jest w samej swojej naturze bardzo szlachetna. Tu dochodzimy do kolejnego interesującego tematu (Gąsior wie o co chodzi), nad którym też nie można przejść obojętnie, a mianowicie; co jest, a co nie jest polityką.

    Wracając jednak do zagadnień kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego. Gołym okiem widać, że w naszym Kraju przestrzeń publiczna wypełniana jest raczej wzajemną niechęcią i brakiem zaufania np: PO/PiS , Wałęsa / Walentynowicz , UKS Ogrodnik / Pan Głuchowski , Echo Powiatu / Expres Sochaczewski itp. Według mnie zniesienie wzajemnych niechęci w wielu wymiarach naszego życia społecznego stanowi klucz do skutecznego zjednoczenia się ludzi wokół ważnych spraw i zadań publicznych. To właśnie z tego powodu, tak bardzo spodobały mi się słowa ks. Ołdakowskiego, który w mojej ocenie bardzo trafnie diagnozuje ten wymiar naszego życia.


    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama