Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W myśleniu o globalizacji jako pewnej kategorii opisu współczesnej rzeczywistości, należy myśleć przede wszystkim dialektycznie. Jest to na pewno proces obiektywny, gdyż dzieje się niezależnie od naszej świadomości. Nie jesteśmy w stanie a priori sensownie przesądzić, czy ten proces jest z natury dobry dla człowieka, czy zły. To tak jak nóż może być zarówno narzędziem zbrodni, jak i przedmiotem ratującym życie. Powiemy: „to zależy”. Wkrada się pewien relatywizm poznawczy, którego jednak nie sposób uniknąć. Myślę, że o korzyściach w wymiarze sensu stricto ekonomicznym nie warto w tym miejscu pisać, gdyż mniej lub bardziej wyczerpująco jesteśmy je w stanie wskazać. Chciałbym się skupić na wymiarze etycznym globalizacji, któremu wiele miejsca poświęca ks. Krzysztof Ołdakowski. Z treści artykułu wynika, że globalizacja „ekonomizuje” relacje międzyludzkie prowadząc do ich rozkładu. Nie było chyba takiego okresu w historii ludzkości wolnego od tego zjawiska. Rynek – odkąd istniał – był nośnikiem kultury, a kategorie ekonomiczne służyły do wartościowania różnych dziedzin życia.
Przypisywanie procesowi globalizacji czegoś, co istniało, istnieje i chyba będzie istnieć, jest wg mnie mało przekonywujące. Czy globalizacja jakoś straszenie nasila to zjawisko? Trudno powiedzieć. Na pewno daje nowe narzędzia. Być może chodzi tu autorowi tylko o natężenie tego zjawiska? Sam zakon Jezuitów (którego Ks. Ołdakowski jest członkiem) skutecznie swego czasu prowadził handel m.in. z krajami Dalekiego Wschodu , nie zawsze – mówiąc najdelikatniej – grając fair. Nie chciałbym też wspominać o konkwiście w Ameryce Południowej, która miała na celu głównie pozyskanie złota w dobie merkantylizmu. Trudno nie dopatrzeć się w tych działaniach również najzwyklejszej chęci zysku.
Jednym z praktycznych powodów wprowadzenia celibatu w Kościele katolickim było m.in. stymulowanie mechanizmu akumulacji kapitału. Wyeliminowano tym samym problem dziedziczenia. Siłą napędową reformacji – oprócz rzecz jasna sporu doktrynalnego – był również wymiar ekonomiczny. Dany monarcha przechodząc na protestantyzm niejako automatycznie sekularyzował majątek kościelny, co wg M. Webera było dobrym podglebiem do rozwoju kapitalizmu.
Kwestia alienacji jednostki. Każdy z nas zapewne znajdzie sporo przykładów złego wpływu np. internetu na kondycję ludzką, ale również z drugiej strony jesteśmy w stanie wskazać pozytywny jego wpływ na budowanie więzi międzyludzkich.
Sądzę, że dla ks. Ołdakowskiego – i być może dla całego Kościoła katolickiego – istnieje inny problem związany z globalizacją – mianowicie pluralizm ideologiczny. Oprócz wolego przepływu towarów czy ludzi - globalizacja stymuluje w sposób niespotykany w historii ludzkości – dyfuzję różnorodnych idei, poglądów oraz sposobów myślenia. Tak nawiasem, gdyby nie wynalazek druku, to tezy M. Lutra nie miałyby szansy dotarcia do szerszego kręgu odbiorców. Nie chcę wdawać się tutaj w ocenę tego stanu rzeczy.
Mimo pewnego otwarcia Kościoła katolickiego po Soborze Watykańskim II na ekumenizm oraz inne religie (w dużej mierze za pontyfikatu Jana Pawła II), wśród hierarchów kościelnych przeważa zasada ekskluzywizmu doktrynalnego – to znaczy, że tylko wykładnia Kościoła katolickiego jest jedyna i zarazem prawdziwa. Jest to skądinąd zrozumiałe. Sam papież Benedykt XVI powtarzał wielokrotnie w swoich homiliach, że katolicyzm nie jest li tylko pewną opcją dla człowieka, lecz jedyną prawdziwą drogą. W tym kontekście Ks. Ołdakowski mówi o „ideologii liberalizmu” – wskazując na pojęcie „liberalizmu” w bardzo - jak się wydaje - okrojonym zakresie.
Owa różnorodność idei jest wręcz zbawienna w praktycznym działaniu, gdyż – jak wiemy – rzadko jest tak, że istnieje tylko jedna metoda, jedno rozwiązanie danej kwestii. Tego problemu nie ma konfucjańska Azja, gdzie swoisty dialog idei, poglądów we wszystkich wymiarach istnieje od dawna. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest m.in. brak w myśleniu Azjatów prymatu dwuwartościowej logiki (prawda, fałsz). To jest być może stan do którego w kontekście globalizacji dryfuje posttomistyczna cywilizacja Zachodu?!
Ks. Ołdakowski pisze :” Ta sama rzeczywistość jest interpretowana w skrajnie odmienny sposób w zależności od tego, kto mówi. Nie ma żadnych instrumentów, żeby przekonać się, gdzie leży prawda, chyba, że wychodzimy z założenia, że rację zawsze mają ci, których my popieramy”. Chciałbym w związku z tym poznać stanowisko księdza dotyczące rozliczenia się polskiego Kościoła z przeszłością – mam tu na myśli lustrację. Po wielokroć słyszeliśmy z ust dostojników Kościoła, że tylko prawda może nas uratować. Nie chciałbym złośliwie dopowiadać, o ile nas nie dotyczy.
Zgadzam się natomiast z postulatem ks. Ołdakowskiego wzmacniania patriotyzmu lokalnego – również za pomocą Internetu (co nawiasem mówiąc z powodzeniem robi stowarzyszenie E-Sochaczew). To, co historycznie rzecz biorąc jest obecne np. w mentalności społeczeństwa niemieckiego – czyli dualne rozumienie pojęcia „ojczyzna” (Heimat v. Vaterland) – jest (z pewnymi wyjątkami) zbyt słabo zarysowane w Polsce. Mała ojczyzna (Heimat) dotyczy nas chyba najbardziej i powinna być nam najbliższa. Podpisuję się również pod postulatem rozwijania kultury politycznej i rozbudzania zainteresowania polityką w społeczeństwie. Postawa szerzącego się indyferentyzmu politycznego jest - w moim najgłębszym przekonaniu - godna potępienia.
Reasumując: w zasadzie wszystkie zagrożenia wynikające z globalizacji, o których pisze autor, są raczej natury uniwersalnej i mają charakter dialektyczny. Na przykład: procesom integracyjnym towarzyszą dezintegracyjne; erozji państwa narodowego towarzyszy nasilanie się postaw nacjonalistycznych; alienacji jednostki należy przeciwstawić budowanie nowego typu więzi społecznych za pomocą Internetu - za pomocą którego można przekazywać destrukcyjne treści, ale można równie dobrze ewangelizować ludzi itd.
Ludzkość borykała się i będzie się nadal borykać z problemami natury etycznej do póty, dopóki będzie istnieć. Tak więc jak pisze Ks. Ołdakowski „globalizacja a priori nie jest dobra ani zła. Będzie taka, jaką ją uczynią ludzie” – z czym się w zupełności zgadzam.
Ponieważ zostałem wspomniany w wypowiedzi Marcina, czuje się w obowiązku - choćby krótko - włączyć się do rozmowy. Szczerze mówiąc zarówno Szymon, jak i Marcin powiedzieli więcej ciekawych rzeczy niż ks. Ołdakowski. Niestety referat zawiera rażące, często niesprawiedliwie, uproszczenia, nie mówiąc już o oklepanym i nie do końca prawdziwym "liberalnym relatywizmie". Aby rzetelnie prowadzić taką dyskusję, trzeba i sobie i czytelnikom/słuchaczom powiedzieć, że pojęcia "globalizacji", "społeczeństwa obywatleskiego", "liberalizmu" itd. są niezwykle wieloznaczne, mają swoje odmiany/koncepcje itp. Kościół unika takich wieloznaczności jak ognia. Wiem, że Marcin, w szczególności jest zainteresowany ideą "społeczeństwa obywatleskiego", ale - co muszę dodać - pewną wersja tej idei, którą określiłbym jako "wspólnotową". Tymczasem idea ta ma również inne oblicze i oznacza sferę sprzecznych, prywatnych interesów, innymi słowy sferę wolności ekonomicznej, indywidualizmu, prywatności, jak to mówi jeden z moich ulubionych myślicieli, "sumę stosunków prywatnych między wolnymi jednostkami". Osobiście uważam, że te dwie koncepcje społeczeństwa obywatleskiego się uzupełniają i nie ma między nimi jakiś nierozwiązywalnych sprzeczności. Z całą pewnością na bazie tej idei - bez względu na to - jak ją pojmujemy trzeba budować "brakującą substancję życia społecznego", że za wybitnym polskim filozofem powtórzę. Mam niestety szczere wątpliwości, czy Kościół w Polsce potrafi i chce to robić. Swoją drogą, gdybym chciał być złośliwy, to wskazałbym przykłady działań sochaczewskich duszpasterzy, które w rozważanym przez nas tekście są piętnowane. W referacie znajdziemy oczywiście wiele myśli prawdziwych. Nie znajdziemy jednak chęci do poszukiwania prawdziwych przyczyn negatywnych zjawisk związanych z globalizacją. Koniec końców, wypada się cieszyć, że mieszkańcy Sochaczewa w osobach Szymona i Marcina, mają więcej do powiedzenia na ten temat niż uznane autorytety.
Dla mnie najważniejszą częścią powyższego wykładu jest jego fragment dotyczący współczesnych relacji społecznych. Po stokroć zgadzam się z tezą, że zaufanie i wiara w ludzi stanowi bazę zdrowej tkanki społecznej. Tylko w atmosferze ufności możliwe jest budowanie wszelkich modeli społecznych stowarzyszeń, wspólnot, partii, a w tym także biznesów oraz wszystkich innych instytucji życia społecznego.
Skutki braku zaufania rodzą podejrzliwość i agresję, a w konsekwencji także pasywności społeczną osób postronnych - przykład to obiegowe stwierdzenie, że polityka to brudna sprawa i dlatego ja (w domyśle porządny obywatel) nie chce mieć z nią nic wspólnego. Choć sama definicja polityki, jako wszelkich działań zmierzających do poprawy jakości życia społecznego, jest w samej swojej naturze bardzo szlachetna. Tu dochodzimy do kolejnego interesującego tematu (Gąsior wie o co chodzi), nad którym też nie można przejść obojętnie, a mianowicie; co jest, a co nie jest polityką.
Wracając jednak do zagadnień kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego. Gołym okiem widać, że w naszym Kraju przestrzeń publiczna wypełniana jest raczej wzajemną niechęcią i brakiem zaufania np: PO/PiS , Wałęsa / Walentynowicz , UKS Ogrodnik / Pan Głuchowski , Echo Powiatu / Expres Sochaczewski itp. Według mnie zniesienie wzajemnych niechęci w wielu wymiarach naszego życia społecznego stanowi klucz do skutecznego zjednoczenia się ludzi wokół ważnych spraw i zadań publicznych. To właśnie z tego powodu, tak bardzo spodobały mi się słowa ks. Ołdakowskiego, który w mojej ocenie bardzo trafnie diagnozuje ten wymiar naszego życia.
W myśleniu o globalizacji jako pewnej kategorii opisu współczesnej rzeczywistości, należy myśleć przede wszystkim dialektycznie. Jest to na pewno proces obiektywny, gdyż dzieje się niezależnie od naszej świadomości. Nie jesteśmy w stanie a priori sensownie przesądzić, czy ten proces jest z natury dobry dla człowieka, czy zły. To tak jak nóż może być zarówno narzędziem zbrodni, jak i przedmiotem ratującym życie. Powiemy: „to zależy”. Wkrada się pewien relatywizm poznawczy, którego jednak nie sposób uniknąć. Myślę, że o korzyściach w wymiarze sensu stricto ekonomicznym nie warto w tym miejscu pisać, gdyż mniej lub bardziej wyczerpująco jesteśmy je w stanie wskazać. Chciałbym się skupić na wymiarze etycznym globalizacji, któremu wiele miejsca poświęca ks. Krzysztof Ołdakowski. Z treści artykułu wynika, że globalizacja „ekonomizuje” relacje międzyludzkie prowadząc do ich rozkładu. Nie było chyba takiego okresu w historii ludzkości wolnego od tego zjawiska. Rynek – odkąd istniał – był nośnikiem kultury, a kategorie ekonomiczne służyły do wartościowania różnych dziedzin życia.
Przypisywanie procesowi globalizacji czegoś, co istniało, istnieje i chyba będzie istnieć, jest wg mnie mało przekonywujące. Czy globalizacja jakoś straszenie nasila to zjawisko? Trudno powiedzieć. Na pewno daje nowe narzędzia. Być może chodzi tu autorowi tylko o natężenie tego zjawiska? Sam zakon Jezuitów (którego Ks. Ołdakowski jest członkiem) skutecznie swego czasu prowadził handel m.in. z krajami Dalekiego Wschodu , nie zawsze – mówiąc najdelikatniej – grając fair. Nie chciałbym też wspominać o konkwiście w Ameryce Południowej, która miała na celu głównie pozyskanie złota w dobie merkantylizmu. Trudno nie dopatrzeć się w tych działaniach również najzwyklejszej chęci zysku.
Jednym z praktycznych powodów wprowadzenia celibatu w Kościele katolickim było m.in. stymulowanie mechanizmu akumulacji kapitału. Wyeliminowano tym samym problem dziedziczenia. Siłą napędową reformacji – oprócz rzecz jasna sporu doktrynalnego – był również wymiar ekonomiczny. Dany monarcha przechodząc na protestantyzm niejako automatycznie sekularyzował majątek kościelny, co wg M. Webera było dobrym podglebiem do rozwoju kapitalizmu.
Kwestia alienacji jednostki. Każdy z nas zapewne znajdzie sporo przykładów złego wpływu np. internetu na kondycję ludzką, ale również z drugiej strony jesteśmy w stanie wskazać pozytywny jego wpływ na budowanie więzi międzyludzkich.
Sądzę, że dla ks. Ołdakowskiego – i być może dla całego Kościoła katolickiego – istnieje inny problem związany z globalizacją – mianowicie pluralizm ideologiczny. Oprócz wolego przepływu towarów czy ludzi - globalizacja stymuluje w sposób niespotykany w historii ludzkości – dyfuzję różnorodnych idei, poglądów oraz sposobów myślenia. Tak nawiasem, gdyby nie wynalazek druku, to tezy M. Lutra nie miałyby szansy dotarcia do szerszego kręgu odbiorców. Nie chcę wdawać się tutaj w ocenę tego stanu rzeczy.
Mimo pewnego otwarcia Kościoła katolickiego po Soborze Watykańskim II na ekumenizm oraz inne religie (w dużej mierze za pontyfikatu Jana Pawła II), wśród hierarchów kościelnych przeważa zasada ekskluzywizmu doktrynalnego – to znaczy, że tylko wykładnia Kościoła katolickiego jest jedyna i zarazem prawdziwa. Jest to skądinąd zrozumiałe. Sam papież Benedykt XVI powtarzał wielokrotnie w swoich homiliach, że katolicyzm nie jest li tylko pewną opcją dla człowieka, lecz jedyną prawdziwą drogą. W tym kontekście Ks. Ołdakowski mówi o „ideologii liberalizmu” – wskazując na pojęcie „liberalizmu” w bardzo - jak się wydaje - okrojonym zakresie.
Owa różnorodność idei jest wręcz zbawienna w praktycznym działaniu, gdyż – jak wiemy – rzadko jest tak, że istnieje tylko jedna metoda, jedno rozwiązanie danej kwestii. Tego problemu nie ma konfucjańska Azja, gdzie swoisty dialog idei, poglądów we wszystkich wymiarach istnieje od dawna. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest m.in. brak w myśleniu Azjatów prymatu dwuwartościowej logiki (prawda, fałsz). To jest być może stan do którego w kontekście globalizacji dryfuje posttomistyczna cywilizacja Zachodu?!
Ks. Ołdakowski pisze :” Ta sama rzeczywistość jest interpretowana w skrajnie odmienny sposób w zależności od tego, kto mówi. Nie ma żadnych instrumentów, żeby przekonać się, gdzie leży prawda, chyba, że wychodzimy z założenia, że rację zawsze mają ci, których my popieramy”. Chciałbym w związku z tym poznać stanowisko księdza dotyczące rozliczenia się polskiego Kościoła z przeszłością – mam tu na myśli lustrację. Po wielokroć słyszeliśmy z ust dostojników Kościoła, że tylko prawda może nas uratować. Nie chciałbym złośliwie dopowiadać, o ile nas nie dotyczy.
Zgadzam się natomiast z postulatem ks. Ołdakowskiego wzmacniania patriotyzmu lokalnego – również za pomocą Internetu (co nawiasem mówiąc z powodzeniem robi stowarzyszenie E-Sochaczew). To, co historycznie rzecz biorąc jest obecne np. w mentalności społeczeństwa niemieckiego – czyli dualne rozumienie pojęcia „ojczyzna” (Heimat v. Vaterland) – jest (z pewnymi wyjątkami) zbyt słabo zarysowane w Polsce. Mała ojczyzna (Heimat) dotyczy nas chyba najbardziej i powinna być nam najbliższa. Podpisuję się również pod postulatem rozwijania kultury politycznej i rozbudzania zainteresowania polityką w społeczeństwie. Postawa szerzącego się indyferentyzmu politycznego jest - w moim najgłębszym przekonaniu - godna potępienia.
Reasumując: w zasadzie wszystkie zagrożenia wynikające z globalizacji, o których pisze autor, są raczej natury uniwersalnej i mają charakter dialektyczny. Na przykład: procesom integracyjnym towarzyszą dezintegracyjne; erozji państwa narodowego towarzyszy nasilanie się postaw nacjonalistycznych; alienacji jednostki należy przeciwstawić budowanie nowego typu więzi społecznych za pomocą Internetu - za pomocą którego można przekazywać destrukcyjne treści, ale można równie dobrze ewangelizować ludzi itd.
Ludzkość borykała się i będzie się nadal borykać z problemami natury etycznej do póty, dopóki będzie istnieć. Tak więc jak pisze Ks. Ołdakowski „globalizacja a priori nie jest dobra ani zła. Będzie taka, jaką ją uczynią ludzie” – z czym się w zupełności zgadzam.
Ponieważ zostałem wspomniany w wypowiedzi Marcina, czuje się w obowiązku - choćby krótko - włączyć się do rozmowy. Szczerze mówiąc zarówno Szymon, jak i Marcin powiedzieli więcej ciekawych rzeczy niż ks. Ołdakowski. Niestety referat zawiera rażące, często niesprawiedliwie, uproszczenia, nie mówiąc już o oklepanym i nie do końca prawdziwym "liberalnym relatywizmie". Aby rzetelnie prowadzić taką dyskusję, trzeba i sobie i czytelnikom/słuchaczom powiedzieć, że pojęcia "globalizacji", "społeczeństwa obywatleskiego", "liberalizmu" itd. są niezwykle wieloznaczne, mają swoje odmiany/koncepcje itp. Kościół unika takich wieloznaczności jak ognia. Wiem, że Marcin, w szczególności jest zainteresowany ideą "społeczeństwa obywatleskiego", ale - co muszę dodać - pewną wersja tej idei, którą określiłbym jako "wspólnotową". Tymczasem idea ta ma również inne oblicze i oznacza sferę sprzecznych, prywatnych interesów, innymi słowy sferę wolności ekonomicznej, indywidualizmu, prywatności, jak to mówi jeden z moich ulubionych myślicieli, "sumę stosunków prywatnych między wolnymi jednostkami". Osobiście uważam, że te dwie koncepcje społeczeństwa obywatleskiego się uzupełniają i nie ma między nimi jakiś nierozwiązywalnych sprzeczności. Z całą pewnością na bazie tej idei - bez względu na to - jak ją pojmujemy trzeba budować "brakującą substancję życia społecznego", że za wybitnym polskim filozofem powtórzę. Mam niestety szczere wątpliwości, czy Kościół w Polsce potrafi i chce to robić. Swoją drogą, gdybym chciał być złośliwy, to wskazałbym przykłady działań sochaczewskich duszpasterzy, które w rozważanym przez nas tekście są piętnowane. W referacie znajdziemy oczywiście wiele myśli prawdziwych. Nie znajdziemy jednak chęci do poszukiwania prawdziwych przyczyn negatywnych zjawisk związanych z globalizacją. Koniec końców, wypada się cieszyć, że mieszkańcy Sochaczewa w osobach Szymona i Marcina, mają więcej do powiedzenia na ten temat niż uznane autorytety.
Dla mnie najważniejszą częścią powyższego wykładu jest jego fragment dotyczący współczesnych relacji społecznych. Po stokroć zgadzam się z tezą, że zaufanie i wiara w ludzi stanowi bazę zdrowej tkanki społecznej. Tylko w atmosferze ufności możliwe jest budowanie wszelkich modeli społecznych stowarzyszeń, wspólnot, partii, a w tym także biznesów oraz wszystkich innych instytucji życia społecznego.
Skutki braku zaufania rodzą podejrzliwość i agresję, a w konsekwencji także pasywności społeczną osób postronnych - przykład to obiegowe stwierdzenie, że polityka to brudna sprawa i dlatego ja (w domyśle porządny obywatel) nie chce mieć z nią nic wspólnego. Choć sama definicja polityki, jako wszelkich działań zmierzających do poprawy jakości życia społecznego, jest w samej swojej naturze bardzo szlachetna. Tu dochodzimy do kolejnego interesującego tematu (Gąsior wie o co chodzi), nad którym też nie można przejść obojętnie, a mianowicie; co jest, a co nie jest polityką.
Wracając jednak do zagadnień kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego. Gołym okiem widać, że w naszym Kraju przestrzeń publiczna wypełniana jest raczej wzajemną niechęcią i brakiem zaufania np: PO/PiS , Wałęsa / Walentynowicz , UKS Ogrodnik / Pan Głuchowski , Echo Powiatu / Expres Sochaczewski itp. Według mnie zniesienie wzajemnych niechęci w wielu wymiarach naszego życia społecznego stanowi klucz do skutecznego zjednoczenia się ludzi wokół ważnych spraw i zadań publicznych. To właśnie z tego powodu, tak bardzo spodobały mi się słowa ks. Ołdakowskiego, który w mojej ocenie bardzo trafnie diagnozuje ten wymiar naszego życia.