Mieszkańcy bloków między Żeromskiego a Staszica w Sochaczewie czują się zdominowani i zmęczeni zachowaniem pijanej młodzieży notorycznie po nocach awanturującej się pod ich oknami. Do tego dochodzi strach i bezradność. Próbę poradzenia sobie z sytuacją podjęli w tym tygodniu, organizując spotkanie z dzielnicowym rewiru, lokalną radną miejską i pracownikami spółdzielni mieszkaniowej SML-W.
Mieszkańcy twierdzą, że wszystko zaczęło się dwa lata temu, ale, niestety, sytuacja się wciąż pogarsza.
- Nie można wyjść z klatki, siedzą na ławkach z wyciągniętymi nogami i piją. Bałabym się zwrócić im uwagę, więc obchodzę te nogi z daleka – mówiła podczas spotkania z dzielnicowym asp. Konradem Zielińskim, radną miejską Bożeną Rutkowską oraz przedstawicielami SML-W jedna z mieszkanek bloku 54A przy Staszica.
Jakiś czas temu społeczność skrajnej klatki tego bloku wystąpiła do spółdzielni o likwidację przyklatkowej ławki. Woleli sami nie mieć gdzie usiąść, niż gościć koczujących tu nocami młodych (przeważnie) pijących. Ale obok, wokół trawników, jest ogrodzenie z metalowych prętów, piaskownica, trzepak – młodzi pijący zostali wiec tylko trochę odsunięci od okien, ale na osiedlu koczują nadal.
- Wszystkiemu winny jest ten nocny sklep monopolowy na Żaromskiego. - Raczej kilka sklepów. Ja kiedyś liczyłam. Tu w okolicy jest 11 sklepów z alkoholem, czynnych do późna albo całą noc. – A tu mają świetną miejscówkę, żeby się napić i naćpać. Do sklepu blisko, a między blokami ciemno. Robią co chcą.
Co robią? Krzyczą, ba, wrzeszczą, biją się, awanturują i demolują okolice, wyrywają co się da wyrwać, jak twierdzą mieszkańcy, dotyczy to również lusterek samochodowych, śmiecą, plują, wypróżniają się, tłuką butelki, szyby. A pisząca te słowa, bo jestem mieszkańcem tego osiedla, na własne oczy widziała kiedyś młodych chłopców, którzy długość trawnika postanowili pokonać bez dotykania ziemi – skacząc z dachu na dach zaparkowanych w szeregu samochodów.
W końcu dobrnięto do zasadniczego celu spotkania: uzgodnienia sposobu walki z tą sytuacją. - Muszą państwo dzwonić na policję i zgłaszać interwencję. Państwo najlepiej wiedzą, co i gdzie się dzieje. To często są te same osoby, państwo już wiedzą, które. Zresztą w wielu przypadkach to pewnie dzieci tutejszych mieszkańców. Trzeba dzwonić - mówił dzielnicowy.
- Ale po co? – natychmiast odpowiedział mieszkaniec. - Dzwoniłem nie raz. Przyjeżdżał radiowóz i zatrzymywał się na Żeromskiego. Nawet nie wjeżdżał między bloki. Mało tego, policjanci nawet nie wyszli z samochodu. To jest interwencja? Ci młodzi, nietrzeźwi ludzie stali w tym czasie pod blokiem i śmiali im się w nos. Policja powinna wjechać na osiedle i spisać wszystkich, którzy tu zakłócali ciszę nocną. Nazwisko po nazwisku.
- Tak powinno być - odpowiedział dzielnicowy.
Ale nie jest.
W końcu głos zabrała radna Rutkowska, która starała się podsumować spotkanie kilkoma ważnymi i obiecującymi ustaleniami, dokonanymi tego samego dnia na policji. Otóż, jak zapewniała radna, w ciągu najbliższych dwóch miesięcy na tym terenie (osiedla przy Staszica, Żeromskiego i Senatorskiej) mają być wzmożone autentyczne, nocne, patrole policji (również w kamuflażu cywilnym), a dzielnicowy wystąpić ma do władz miasta o zamontowanie dodatkowego oświetlenia na osiedlu (jest tu wyjątkowo ciemno), a także monitoringu (dzielnicowy obiecał, że to zrobi). Asp. Zieliński otrzyma też komórkę służbową, która ułatwić ma mieszkańcom kontaktowanie się z nim. Dziś, czyli 12 października, ma się odbyć w sochaczewskiej komendzie specjalne posiedzenie, na którym policjanci otrzymają odpowiednie instrukcje.
figa
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze