Sprzedać i zainwestować? Powiatowa bajka dla naiwnych, akt 2!
Ostatnia sesja powiatowa poszła zgodnie z planem powiatowych decydentów. Zadbali oni o to, aby brało w niej udział 11 „swoich” radnych, bo to gwarantowało ważność obrad i pewność przegłosowania wszystkich projektów uchwał. To była dziwna sesja, na której zabrakło 8 radnych (wygląda na to, że radni sami sobie winni, bo ponoć wg. p. Kierzkowskiego „w COVIDzie nie ma urlopów”), a uchwały przeszły praktycznie bez dyskusji. Nie było też pytań do decydentów o kilka istotnych spraw powiatowych, pomimo że jedna z nich pojawiła się w informacji z prac Zarządu Powiatu. Na początku sesji Przewodniczący Rady Powiatu w swoim stylu zlekceważył moją pisemną uwagę o nieskutecznym powiadomieniu o zwołanej sesji, co było jego obowiązkiem. Pan przewodniczący „poległ” próbując odczytać moje krótkie pismo na początku sesji. Zawiniły okulary? Kto w efekcie zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo przy tym zakpił ze słuchaczy?
Kluczową dla tej sesji uchwałę o przeznaczeniu do sprzedaży działki i zabudowań po gospodarstwie szkolnym przegłosowano sprawnie: 11 głosami „za”, przy jednym głosie „przeciw” i 1 głosie „wstrzymującym się”. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Zgodnie z tym co przewidywałem w artykule przed sesją: https://e-sochaczew.pl/artykul/powiatowa-specjalizacja/626179. Bulwersuje mnie to łatwe przyzwolenie na powiatowe handlowanie mieniem szkoły. Przypomnę, że już raz kuriozalnie powiat sprzedał mienie Ogrodnika. To było 54 ha pól czerwonkowskich, które zgodnie z życzeniem powiatu rzeczoznawca pośpiesznie wycenił jako grunty rolne, na kwotę 10 mln zł. Wkrótce po transakcji zakończył się proces zmiany planu zagospodarowania przestrzennego tej działki i jej wartość znacznie wzrosła. Pieniądze ze sprzedaży pól zamiast zainwestować w szkołę, dla której gospodarstwo szkolne i internat były podstawą jej sukcesów na skalę krajową, powiat niestety przejadł. Szkoła kształcąca do tego czasu ogrodników podwarszawskich i sadowników grójeckich zaczęła być traktowana przez władze powiatowe jako żródło kasy i pomieszczeń dla starostwa. Wyprzedano cały majątek ruchomy. To, że ta szkoła jest teraz cieniem poprzedniej i ma niewielki nabór do klasy ogrodniczej i geodezyjnej to zasługa decyzji kolejnych władz powiatowych. Władz, które nie rozumiały rolniczego szkolnictwa zawodowego i które nie mając pomysłu na racjonalny rozwój szkoły, doprowadziły do utraty jej prestiżu, zamknięcia internatu, likwidacji stołówki szkolnej. W ruinę popadły obiekty sportowe szkoły oraz budynki, które przestały być wykorzystywane do nauki praktycznej. To nie stało się za sprawą braku pomysłów tej szkoły. „Z pustego i Salomon nie naleje!”
„Od początku powiatu, ówczesne władze i sama szkoła nie miały pomysłu na wykorzystanie terenu”?
W artykule „XVI sesja Rady Powiatu - Sprzedać i zainwestować” na stronie internetowej Starostwa Powiatowego w Sochaczewie oraz na Facebooku takie bzdurne słowa zbyt lekkomyślnie przypisano do wypowiedzi wicestarosty Tadeusza Głuchowskiego podczas ostatniej sesji Rady Powiatu. Bzdury te powielano również w innych mediach. Wicestarosta podczas sesji przedstawił w skrócie historię i uzasadniał rzekomą racjonalność pomysłu sprzedaży atrakcyjnej działki po byłym gospodarstwie szkolnym, na której raz w roku starostwo organizowało Targi Rolne. Szkoda, że autor artykułu powiatowego nie odsłuchał wypowiedzi wicestarosty, bo zdanie „od początku istnienia samorządu powiatu, ówczesne władze powiatu sochaczewskiego, jak również sama szkoła nie miały pomysłu na wykorzystanie terenu” brzmiało nieco inaczej. Zamierzona manipulacja? W kwestii sprzedaży ziemi szkolnej pamięć wicestarosty rzeczywiście zaszwankowała, mimo że był wtedy radnym powiatowym, bo stwierdził, że „pierwotnie było to ponad 50 ha ziemi, ale już w drugiej kadencji istnienia powiatu samorządowego sprzedanych zostało ponad 40 ha gruntów”. Ponieważ w internecie nic nie ginie, dla przypomnienia załączam artykuł z wymowną fotografią z tamtych lat:
https://e-sochaczew.pl/artykul/gardlowa-sprzedaz-pol/621116
Nie było pomysłu od początku powiatu, jak napisało Starostwo Powiatowe w Sochaczewie? To nie tak! Gdyby na początku istnienia powiatu nie było pomysłu na wykorzystanie terenu, to dzisiaj pan wicestarosta nie miałby czego sprzedawać. To moim zdaniem władze powiatu, począwszy od drugiej kadencji do dzisiaj, nie miały i nie mają pomysłu na ten teren. Zarówno wówczas, jak i teraz realizują jakiś sobie znany plan, który w obu przypadkach poprzedzała jakaś dziwna bezczynność i brak troski o mienie ze strony decydentów powiatowych. Nie zgadzam się z opinią wicestarosty również dlatego, że znam dobrze historię popularnego Ogrodnika, zanim jeszcze powstał powiat sochaczewski, któremu „trafiły się te pola czerwonkowskie jak ślepej kurze ziarno”. Nadzór nad szkołą powiat przejął od momentu jego powstania w 1999 roku. Wcześniej szkoła podlegała Ministerstwu Rolnictwa. Ta ziemia była szkolną od kilkudziesięciu lat, a kolejne pokolenia uczniów szkoły odbywały w gospodarstwie szkolnym zajęcia praktyczne i praktyki. Ja pracowałem w Ogrodniku od 1979 roku. W 1997 r. po wcześniejszym krótkim okresie prosperity w przetwórstwie truskawek, gospodarstwo zbankrutowało z powodu oszustwa niemieckiego kontrahenta, a bank kredytujący działalność przetwórczą gospodarstwa szkolnego, miał pod zastaw jego majątek wraz z ziemią. W 1998 roku Wojewoda Skierniewicki zaprosił mnie do współpracy w ratowaniu gospodarstwa szkolnego. Zostałem Dyrektorem Wydziału Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Urzędu Wojewódzkiego w Skierniewicach i m.in. sprawowałem nadzór nad szkołami i ich gospodarstwami szkolnymi w województwie. Wspólnie z Markiem Marcinkowskim, ówczesnym dyrektorem szkoły ZSR CKU w Sochaczewie i nowym kierownikiem gospodarstwa szkolnego, nieżyjącym już dzisiaj, a zasłużonym dla szkoły Markiem Teklińskim, pojechaliśmy do Białej Podlaskiej negocjować z bankiem odroczenie licytacji gospodarstwa i rozłożenie spłaty długu na pięć lat. W tym czasie, dzięki życzliwości Wojewody Skierniewickiego i Ministerstwa Rolnictwa, udało się również utworzyć nowy, perspektywiczny i modny wśród młodzieży kierunek - Hodowla koni. Utworzono go tylko w kilku szkołach w Polsce. Przez kolejne cztery lata byłem wicestarostą w powiecie sochaczewskim i pomagałem szkole i gospodarstwu przetrwać ten trudny czas. Kierownik Tekliński z wielkim zaangażowaniem przez kilka lat ryzykownie uprawiał na kilkunastohektarowym areale dochodową cebulę i dzięki temu wywiązał się świetnie ze swej trudnej roli. W 2002 roku, na koniec pierwszej kadencji powiatu gospodarstwo spłaciło bankowi ostatnią ratę długu i wyszło na prostą. Szkoła mogła więc myśleć o rozwoju nowego kierunku - Hodowla koni. Gospodarstwo szkolne miało do tego świetną bazę, również w postaci obiektów - stajni. Niestety przed wyborami w 2002 roku pojawił się w kampanii wyborczej zaskakujący pomysł sprzedaży pól czerwonkowskich, forsowany przez środowisko (Przymierze Dla Powiatu) do którego należał wówczas m.in. radny Tadeusz Głuchowski. Atutem miały być przyszłe miejsca pracy dla Sochaczewa i okolic. Pomysł sprzedaży ziemi szkolnej został zrealizowany w drugiej kadencji przez Zarząd Powiatu i wówczas zaczął się dramat szkoły. Powiat uzyskał odrolnienie pól w zamian za złożoną w Ministerstwie Rolnictwa obietnicę przeznaczenia połowy kwoty ze sprzedaży ziemi dla szkoły. Obiecanki, cacanki! Powiat miał problemy finansowe z zamknięciem budżetu na koniec roku 2005, więc śpieszył się ze sprzedażą pól. W końcu „połknął” całą kwotę, a szkoła już wtedy ledwo wiązała koniec z końcem. Miejsca pracy obiecywane w tysiącach na polach czerwonkowskich, będące głównym argumentem za sprzedażą, do dzisiaj pozostały mrzonką. W kolejnej kadencji , z braku środków finansowych, zlikwidowano w szkole Hodowlę koni i szansę na racjonalne zagospodarowanie obiektów gospodarstwa. Zaczęto też likwidować internat, potem stołówkę. W czwartej kadencji , kiedy byłem radnym powiatowym, udało mi się przekonać Zarząd Powiatu do pozyskania z NFOŚiGW pieniędzy na termomodernizację szkoły i internatu. Potem przyszła dobra zmiana i od tej pory szkoła boryka się z notorycznym brakiem pieniędzy i klepie biedę. Przepracowałem w tej szkole 20 lat, z czego połowa to był czas intensywnej współpracy międzynarodowej szkoły, którą zainicjowałem zostając wicedyrektorem, z myślą o perspektywach kształcenia praktycznego uczniów w Norwegii, Danii, USA, Francji i Niemczech. Powiat początkowo to wspierał, a później tylko do czasu nie przeszkadzał. Co zostało z tego dzisiaj? Nic lub niewiele. Proszę więc o zrozumienie mojej dezaprobaty dla władz powiatowych, które zrzucają swoją indolencję na brak pomysłów ze strony szkoły. Skończyły się czasy, kiedy szkoła miała coś do powiedzenia. Od czasu powstania Powiatowego Zespołu Edukacji dyrekcja musi grzecznie prosić o każdy grosz i potulnie przytakiwać starostwu. Na krytykę, czy polemikę nie ma miejsca, jeśli chce się spokojnie pracować. Podobnie było kiedyś, za innej władzy, kiedy zaczynałem pracę w tej szkole. Co ciekawe, po wielu chudych latach pod nadzorem powiatów, szkoły rolnicze z gospodarstwami szkolnymi wróciły pod skrzydła Ministerstwa Rolnictwa i mają się znowu dobrze. Niestety sochaczewski Ogrodnik, bez gospodarstwa szkolnego nie mógł już wrócić do korzeni i teraz z każdym rokiem szkoła "usycha", jak drzewa w pobliskim parku.
„Radni zamiast krytyki niech dadzą pomysły, to Zarząd się nad nimi pochyli” - zachęcał wicestarosta na sesji
Radni mają dawać pomysły, żeby Zarząd się pochylał? Od dawania pomysłów do akceptacji radnym jest Zarząd Powiatu, którego funkcjonowanie kosztuje samorząd powiatowy ok. 29 000 zł miesięcznie. Czy przez ostatnie 6 lat podjęto jakiekolwiek próby opracowania koncepcji zagospodarowania obiektów szkolnych, pozyskania na ten cel znaczących środków unijnych, zmiany planu zagospodarowania przestrzennego terenu, aby urealnić jego wartość uwzględniając położenie w centrum miasta przy nowo wybudowanej ulicy powiatowej? Nie!!! Owszem adaptowano kolejne pomieszczenia szkolne w byłym internacie pod biura powiatowe, robiąc szum medialny, że modernizuje się również pracownie szkolne. Skala działań i inwestowanych środków finansowych dla szkoły była niewspółmierna. A przykładów w Polsce na powiatowe inwestycje w nowoczesną oświatę nie brakuje. Ale przecież one same do Sochaczewa nie przyjdą. Pomysł sprzedaży problemów, to tuszowanie indolencji, która te problemy ignorowała, bo one przecież same nie powstały. W pełni zgadzam się z negatywną oceną zamiaru sprzedaży tej działki i wyrażoną przez radną Agnieszkę Ptaszkiewicz na sesji słowami: „Ziemia jeść nie woła”. Uważam, że nie powinno się sprzedawać tej atrakcyjnej działki za marne pieniądze, spróbować budynki wydzierżawić i poczekać na lepszych gospodarzy, którzy zaproponują pomysł na sensowne jej wykorzystanie.
Jerzy Żelichowski, radny powiatowy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Operat szacunkowy do wyceny tej działki, wykonany już we wrześniu 2019 roku (!!!) zakłada, że dwa zabytkowe obiekty pozostaną, a wszystkie pozostałe budynki są tak zużyte, że nadają się tylko do wyburzenia. Koszt wyburzeń pomniejszy cenę zakupu działki. Nie uwierzyłbym, gdybym nie zapoznał się z operatem szacunkowym.
Operat szacunkowy do wyceny tej działki, wykonany już we wrześniu 2019 roku (!!!) zakłada, że dwa zabytkowe obiekty pozostaną, a wszystkie pozostałe budynki są tak zużyte, że nadają się tylko do wyburzenia. Koszt wyburzeń pomniejszy cenę zakupu działki. Nie uwierzyłbym, gdybym nie zapoznał się z operatem szacunkowym.