W sytuacji, kiedy nie ma chyba u nas grupy zawodowej, która nie obarczona byłaby choćby podejrzeniem o korupcję i łapówkarstwo, czyli moralną zgnilizną, cieszy podana przez media informacja, że mamy jednak jeszcze środowiska zawodowe, które cieszą się nieskazitelną opinią. Otóż, jak się dowiadujemy, co wynika z badań przeprowadzonych w naszej stolicy, spośród 4 tysięcy tamtejszych prostytutek aż 3200 to osoby głęboko religijne, które na pewno uczciwie wykonują swój zawód, nie robiąc nikomu zawodu i na pewno nie biorąc łapówek.
Jeżeli doszliśmy już do takiego wyrafinowania obyczajów, że wzorem uczciwości stają się kobiety upadłe, czas chyba budować przytułki dla nędzy moralnej i coraz bardziej aktualne staje się stwierdzenie: „Jeśli jeszcze nie zwariowałeś, to znaczy, że jesteś niedoinformowany”.
Tylko po co ja o tym wszystkim piszę? Chyba z gorąca, bo tak naprawdę miałem pisać o sukcesach. A tych było niemało. Spektakularny sukces odniósł przecież Andrzej Gołota, zarabiając, jeśli się nie mylę, 150 tys. dolarów w 53 sekundy! I niech nam kto powie, że Gołota jest słaby… w rachunkach. Sukces moralny na festiwalu Eurowizji odniósł nasz reprezentant Iwan Komarenko. Do tego, że Rosjanin reprezentuje w świecie Polskę, już się przez lata przyjaźni przyzwyczailiśmy, ale żeby jeszcze, przepraszam za słowo, walenie! A konkretnie jeden waleń, delfin. „Iwan i Delfin” to byli nasi wybrańcy, którzy co prawda odpadli w półfinale, ale tym samym obnażyli całą imperialistyczną zgniliznę i brak tolerancji rasowej, bowiem śpiewając z wielkim uczuciem o czarnej dziewczynie, zostali niesłusznie wymiksowani przez zachodnią publiczność. Co prawda Iwan próbował ratować sytuację, obnażając się do pasa i epatując swym gładkim, gibkim ciałem, ale widocznie tamtejsze zdeprawowane kobiety wolałyby widok owłosionego niedźwiedzia. Taki już los subtelnych chłopców.
Całkiem niedawno dowiedzieliśmy się o innym niekwestionowanym sukcesie. Oto ojciec Hejmo przez całe dziesięciolecia skutecznie donosił na hierarchów kościelnych różnego szczebla i nikt się nie skapował. Jakież to zwycięstwo polskiej myśli wywiadowczej!
Olbrzymi sukces odniosła w ostatnich dniach także polska piłka, nożna. „Nasz” klub, Liverpool, pod wodzą Dudka, rozgromił zadufanych w sobie Włochów. Anglicy zawdzięczają nam teraz bardzo wiele. Zwycięstwo w powietrznej bitwie o Anglię i pokonanie Milanu w finale Ligi Mistrzów.
A propos zwycięstw, to przypomniała mi się historia pewnej pani, która pochwaliła się w towarzystwie, że wybrała się ostatnio na film „Krzyżacy”. Niestety, po jakiejś godzinie uświadomiła sobie, że zostawiła w domu włączone żelazko. – I co? – pyta ktoś. – No i musiałam wyjść. I tylko żałuję, że nie dowiedziałam się, kto wygrał w końcu tę bitwę pod Grunwaldem.
Ta pani na pewno ma jeszcze szansę się dowiedzieć, kiedy przerobią „Krzyżaków” na sitkom. Tymczasem niewątpliwy sukces intelektualny osiągnęła minister w kancelarii prezydenta Barbara Labuda, która po wielu procesach myślowych zaproponowała wprowadzenie do przysięgi studenckiej przyrzeczenia niebrania narkotyków. A gdzie picie, papierochy i to trzecie na „p”? Ale tego to już by jej studenci nie darowali… i studentki też!
Tak więc, jak widzimy, jest się z czego cieszyć, bo sukcesów mamy co niemiara, a będzie ich więcej. Sukcesem jest też to, że udało mi się mimo upału napisać ten tekst, który szczęśliwie zmierza do końca. Ale, żebyście nie odeszli z niczym, dam i państwu szansę na sukces. Pytanie brzmi: - Co leży w trawie i niedycha? – Nie wiecie? Dwie dychy.
Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze