Reklama

SUPERMARKET zamiast szkoły?

04/04/2006 22:06
SUPERMARKET zamiast szkoły?

Czy szkoła o profilu przede wszystkim ogrodniczo-rolniczym może funkcjonować bez gospodarstwa? Wydawałoby się, że praktyczna nauka zawodu jest bez niego niemożliwa. Jednak według niektórych, między innymi burmistrza Sochaczewa, starosty powiatowego w Sochaczewie, a także wojewody mazowieckiego i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jest inaczej.

Gospodarstwo szkolne stanowi integralną część placówki w organizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego, jaką zajmuje praktyczna nauka zawodu - ocenia Tadeusz Szymańczak, członek zarządu Mazowieckiej Izby Rolniczej. - Program jest tak skonstruowany, aby absolwenci mogli sprostać przyszłym zadaniom w nowoczesnych gospodarstwach.

Tymczasem z 60 ha należących do gospodarstwa pomocowego przy Zespole Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Ustawicznego w Sochaczewie, 52 ha przeznaczono na sprzedaż.

Inwestycje zamiast upraw - to się bardziej opłaca

To jest (a może była?) elitarna szkoła z ogromnymi tradycjami i dużą liczbą absolwentów dostających się na studia wyższe. W ubiegłym roku obchodziła 50-lecie istnienia. W ciągu tego okresu przechodziła wiele przekształceń - od Technikum Ogrodniczego i Rolniczego poprzez rozszerzanie kierunków rolniczych i innych, aż po powstanie dodatkowo m.in. Technikum Hodowli Koni, Liceum Ekonomicznego, Agrobiznesu, Językowego i Centrum Kształcenia Ustawicznego dla edukacji osób dorosłych. Szkoła od wielu lat prowadzi wymianę z podobnymi placówkami w Norwegii, Danii i Niemczech, jej uczniowie zdobywają „zielone dyplomy" będące przepustką na wyższe uczelnie. Od 1999 roku, w związku z reformą administracyjną i oświatową, organem prowadzącym szkołę jest Starostwo Powiatowe w Sochaczewie. Czy placówka bez gospodarstwa będzie miała szansę dalszego funkcjonowania, a przynajmniej czy na takim, jak dotychczas poziomie?

- Tego typu gospodarstwa doskonale funkcjonują przy innych szkołach, m.in. w Zwoleniu, a tam są gorsze ziemie - mówi Tadeusz Szymańczak. - Tu z 52 hektarów 48 ha stanowią grunty klasy II. To najlepsze ziemie na Mazowszu. A przecież wokół Sochaczewa nie brakuje tych znacznie gorszej jakości, z możliwością przeznaczenia ich na inwestycje. Jednak trzeba by było zapłacić za wykup ich od rolników, a tę ziemię starostwo ma za darmo.

Dwa lata temu burmistrz Sochaczewa wystąpił do wojewody mazowieckiego o przekwalifikowanie ziemi należącej do gospodarstwa przyszkolnego z gruntów rolnych na przeznaczone pod inwestycje.

Niestety dyrektor szkoły nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia, bo gospodarzem ziemi jest starosta.

- Może na tym terenie powstanie centrum logistyczne albo kolejny supermarket - zastanawia się Tadeusz Szymańczak. - Nam jednak trudno się z tym pogodzić, mimo że decyzję argumentuje się powstaniem nowych miejsc pracy. Dlaczego na ziemiach najlepszej klasy? Zresztą nasze zdanie na zebraniu w 2004 roku podzielili przewodniczący komisji rolnictwa Rady Gminy w Teresinie i sołtysi.

W sierpniu 2004 roku Mazowiecka Izba Rolnicza przesłała do Wydziału Środowiska i Rolnictwa Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego negatywną opinię w sprawie wniosku burmistrza miasta Sochaczew o zmianę przeznaczenia gruntów rolnych, należących do gospodarstwa przyszkolnego, na cele nierolnicze.

MIR się nie zgadza

W kwietniu ub. roku po ponownym wniosku burmistrza Sochaczewa, znowu do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego trafiła nasza opinia - oczywiście negatywna - mówi Tadeusz Szymańczak. - Burmistrz stwierdzał w swoim wniosku, że gospodarstwo jest za duże jak na potrzeby szkoły i nie ma uzasadnienia dla realizowania praktyk na tak sporym areale, ponieważ nie może generować strat. Z tym MIR nie może się zgodzić, bo celem gospodarstw przyszkolnych jest edukacja młodzieży w kierunku praktycznego przygotowania do pracy w zawodzie, a nie przynoszenie zysku na zasadach czysto komercyjnych.

Po tym, jak wojewoda mazowiecki nie wsparł MIR, ta obawiając się, że sprzedaż gospodarstwa może być początkiem likwidacji ZSR CKU w Sochaczewie, zwróciła się w tej sprawie do ówczesnego ministra rolnictwa Jerzego Pilarczyka. Na spotkaniu w sierpniu 2005 r. minister Pilarczyk zapewnił, że sprawa ta zostanie szczegółowo wyjaśniona. Natomiast już w grudniu Andrzej Kowalski, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa odpowiedział pisemnie Wiktorowi Szmulewiczowi, prezesowi MIR, że na skutek ponownego wniosku burmistrza Sochaczewa, przesłanego za pośrednictwem wojewody mazowieckiego w sprawie przekwalifikowania gruntów, uznaje argumenty burmistrza i wojewody. W uzasadnieniu podał, że ziemie te "położone są przy drodze tranzytowej, co powoduje ich skażenie, poza tym usytuowanie ich pomiędzy terenami budownictwa wielorodzinnego wewnątrz miasta Sochaczew predestynuje je do przyszłej zabudowy, a nie do produkcji rolnej".

Należy dodać, że pierwsza opinia wojewody mazowieckiego była zgodna z tą MIR. Potem to się zmieniło.

W grudniu ub. roku zarząd Mazowieckiej Izby Rolniczej spotkał się z wiceministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim. Po raz kolejny poruszono sprawę gospodarstwa przyszkolnego w Sochaczewie, przekazując na ręce ministra pismo z tym związane. Chyba bez efektu...

Do nauki trzeba dopłacać

Obecnie ziemia należąca do gospodarstwa znalazła nowego właściciela, z którym spisano umowę przedwstępną i który wpłacił już wadium. Za owe 52 ha ma zapłacić 10 min zł.
- Trzeba będzie zwolnić pięciu pracowników gospodarstwa i oczywiście sprzedać sprzęt, bo jego utrzymywanie na areale ok. 8 ha byłoby nieuzasadnione - stwierdza Tadeusz Szymańczak. - A przecież maszyny - pług 5-skibowy, siewnik do warzyw, kombajn do fasolki, 8-tonowa przyczepa i inne, z pomocą ARiMR zostały przeznaczone na potrzeby gospodarstwa.

Dyrektor szkoły nie ma, niestety, w tej sprawie nic do powiedzenia, bo organem prowadzącym jest starosta. Szkoła funkcjonuje w pewnym sensie w zawieszeniu, bo choć obiecano jej pieniądze na inwestycje, to na razie o tym cicho. Gołym okiem widać, że budynki niszczeją i wymagają nakładów, nie ma z czego odnawiać zasobów dydaktycznych. Z 1100 uczniów na kierunku ogrodniczym, który kiedyś był chlubą tej szkoły, kształci się tylko ok. 100 uczniów. Tymczasem starostwo powiatowe, które kiedyś mieściło się w budynku urzędu miasta, zajęło część obiektów ZSR CKU. To nie grzech, skoro szkole wystarcza pozostała powierzchnia, ale trochę dziwnie wyglądają przylegające do siebie obiekty tych dwóch instytucji - jeden sypiący się, drugi z wymienionymi oknami i bardzo nietanim tynkiem.

- Nie wyobrażam sobie skończenia szkoły o kierunku rolniczym bez praktycznej nauki zawodu. Poza tym czasami, żeby młodzież czegoś się nauczyła, potrzebny jest eksperyment, na którym na kawałku ziemi straci się, a nie zyska. Bo czasami, a nawet często, do nauki trzeba dopłacać - stwierdza Tadeusz Szymańczak. - W starostwie natomiast uważa się, że uczniowie mogą odbywać praktyki w gospodarstwach indywidualnych. To nie to samo. To może być jedynie dodatek. Myślę, że problemy szkół rolniczych były lepiej rozumiane, gdy podlegały one resortowi rolnictwa, a nie edukacji i do tamtych praktyk powinniśmy wrócić. W przeciwnym razie szkolnictwo rolnicze upadnie. Jeśli baza dydaktyczna zostanie niedoinwestowana, młodzież na egzaminy praktyczne i techniczne będzie musiała jeździć do innych szkół.

To nie wszystko. Na początku lutego na posiedzeniu Rady Powiatu w Sochaczewie zapowiedziano likwidację internatu.

- W ten sposób ZSR CKU może umrzeć śmiercią naturalną - komentuje Tadeusz Szymańczak. - Wszelkie działania starostwa powiatowego argumentowane są mniejszym naborem.

Ale jak może być inaczej? Jaki rodzic będzie chciał wysłać dziecko do szkoły, która zamiast się rozwijać, to się „zwija"? Sygnały o podobnych sytuacjach w szkołach rolniczych dotarły do MIR także z innych rejonów woj. mazowieckiego. Nie wróży to dobrze edukacji młodzieży pod kątem konkurencyjności w stosunku do Zachodu. Nie wszystkiego można się nauczyć w gospodarstwie rodziców.

Mimo wielu prób z naszej strony, starosta nie miał czasu na rozmowę w tej sprawie.
Fot. Jacek Zakrzewski
Fot. Tadeusz Szymańczak

Źródło: Poradnik Rolniczy, Nr 12, 19 marca 2006 r.
Autor: JOANNA ZWOLIŃSKA-KRAWCZAK
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zen 2006-04-10 17:07:31

    Podał pan kilka interesujących faktów, których nieznałem. eSochaczew na pewno jest otwarte na inicjatywy również ze strony starostwa. Mam nadzeję, ze tutaj nie widzi Pan żadnych barier i że jakeś wspólne projekty uda sie zrealizować.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Wach 2006-04-10 08:50:05

    Dziennikarka dzwoniła dokładnie dwa razy w odstępie pół godziny, za pierwszym razem Starosta miał spotkanie, później musiał wyjechać do Warszawy. Dziennikarka chciała rozmawiać tylko z nim. To zresztą charakterystyczne, że dziennikarze traktują rzeczników jako instrument pomocniczy do uzyskania niektórych wiadomości, traktując ich czasem przedmiotowo. Przykład - rzecznik starostwa od cztrerech lat nie został ani razu zaproszony do lokalnego radia, w którym o powiecie prawie codziennie coś jest. Policzmy, ile razy w radiu byli burmistrzowie, ile razy starostowie. Rozumiem, że nie jest to rozgłośnia publiczna, ale liczby świadczą same za siebie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zen 2006-04-09 16:01:29

    Jako osobnik "zarażony" instynktem społecznym chciałem podziękować obydwu Panom Rzecznikom za wypowiedzi.

    Pomijając meritum sprawy, które jest dyskusyjne, chciałem zaapelować do Pana Starosty i instytucji Starostwa o większą obecność na eSochaczew. W dzisiejszych czasach komunikacja za pośrednictwem internetu jest obywatelom bardzo potrzebna. Doceńcie to Szanowni Państwo! Im więcej komunikujecie się z obywatelami tym bardziej się oni z Wami oswajają. Mając więcej informacji mają podstawę do bardziej racjonalnego osądu o funkcjonowaniu urzędu. Z kolei - jeśli jest mniej informacji - wzrasta rola emocji, domysłów, plotek itp. nieracjonalnych czynników.

    Widzę też pewien problem z komunikacją wewnętrzną w starostwie. Dziennikarka Poradnika Rolniczego wspomina, że wielokrotnie zwracała się do starostwa o rozmowę na temat poruszanych kwestii i starosta nie znalazł dla niej czasu. Do kogokolwiek się zwracała powinien ją skierować do Pana Rzecznika jeśli taka procedura jest. A całą winę że nie doszło do prezentacji stanowiska starostwa w poruszanych kwestiach zrzuca się na dziennikarkę właśnie... To jakaś paranoja. Jeśli przyjdę do starostwa załatwić jakąś sprawę i trafię na nie tego urzędnika w którego to jest kompetencjach to powinien on mnie skierować do właściwej instancji, a nawet przy odrobinie uprzejmości - ustalić mi termin spotkania...

    Weźcie Państwo przykład z Marszałka Sejmu w niedawno głośnej sprawie, który mimo braku czasu potrafił odesłać redaktora Kunicę do własnego rzecznika - Kunica co prawda z tego nie skorzystał - ale to już inna bajka...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama