Reklama

Świąteczne opowieści

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
24/12/2003 09:01
Sylwester w kostnicy
Kilka lat temu, jeszcze w starym szpitalu – opowiada dr Krystian Szadkowski, - tego roku w noc sylwestrową miałem dyżur na chirurgii. Gabinet lekarski był tam na pierwszym piętrze, vis a vis kostnicy. Jakiś czas przed godziną 24.00 z interny, która mieściła się w drugim budynku, przywieziono zwłoki. Przywiozła je na wózku salowa, a pomagał jej portier. Wstawiono zwłoki do kostnicy, zamknięto drzwi i na tym koniec.
W momencie, gdy zegar wybił dwunastą i wszyscy obecni zabierali się do składania życzeń, usłyszeliśmy straszne krzyki dochodzące właśnie z kostnicy. Zbiegli się wszyscy pod drzwi, a po ich otwarciu zobaczyliśmy bladą, jak ściana salową, której twarz była jaśniejsza od fartucha i wrzeszczała wniebogłosy. Okazało się, że portier zamknął i zwłoki i salową.
Dlaczego salowa zaczęła krzyczeć dopiero, punkt dwunasta? – nie wiem, ale była to przecież noc sylwestrowa, więc wiele mogło się wydarzyć. Pani salowa była tak rozdygotana, że musiano jej podać środki uspokajające, po których jakoś doszła do siebie. Mogła potem opowiadać, że Sylwester spędziła „na białej sali”.
Pod jadącym pociągiem
Innego roku, w Święta Bożego Narodzenia, z pierwszego na drugi dzień świąt – opowiada dr Krystian Szadkowski – dostaliśmy wezwanie w rejon stacji kolejowej w Leonowie, gdzie został potrącony przez pociąg przechodzący przez tory człowiek. Po dotarciu na miejsce, tuż obok przejazdu kolejowego w Leonowie pod składem stojącego tam pociągu zobaczyliśmy leżącego nieruchomo człowieka, lecz tak, że całe ciało znajdowało się pomiędzy torami. Ułożony był w ten sposób, że nie mieliśmy jak go wydostać, zwłaszcza, że nie wiedzieliśmy nic o obrażeniach, jakie mógł odnieść.
Zaproponowałem więc, aby maszynista cofnął skład, byśmy mogli dostać się do rannego. Jednak maszynista miał słuszne obawy, czy w trakcie cofania człowiek się nie poruszy i na przykład nie położy ręki na torze. Wobec tego postanowiłem wejść pod pociąg i położyć się na leżącym tam mężczyźnie, by go przytrzymywać, chroniąc przed takim właśnie niebezpieczeństwem.
Tak też się stało. A gdy to zrobiłem, poczułem od niego odór wiadomego w święta pochodzenia i usłyszałem jęki, że mu duszno. Wówczas maszynista ruszył, a pociąg począł przetaczać się tuż nad moją głową. Było to dla mnie ogromne przeżycie, nigdy przedtem bowiem, ani potem nie leżałem przecież pod jadącym pociągiem i choć trwało to stosunkowo krótko, mnie wydawało się, że to cała wieczność. Zaś temu, którego chroniłem, absolutnie nic się nie stało. Można powiedzieć, że otrzymał on bożonarodzeniowy prezent – życie. Upadł na tory i zasnął, potem zaś nic nie pamiętał, w przeciwieństwie do mnie, który tamte święta będę pamiętał przez całe życie.
(b)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama