Reklama

Świątynia schaczewskich jam- session

Kulturka
22/11/2010 23:58
Metalowiec- Świątynia sochaczewskich jam- sessions

ALTERNATYWNY DOM KULTURY

-Ty Zdzichu gdzie dzisiaj balujemy?
-W Socho nuda. Jak zwykle nic się nie dzieje. Trzeba ostro zachlać

Takie rozmowy to co weekendowy standard w naszym pięknym bądź co bądź mieście. Jednak od pewnego czasu na brak wrażeń narzekać nie można. Otóż od maja 2010 roku Sochaczewowi kulturalnego kolorytu dodają imprezy z cyklu "Saturday Night Jam Session", które jak sama nazwa wskazuje odbywają się w sobotnie wieczory. Świątynią tychże muzycznych spotkań jest dawny Metalowiec położony przy ulicy Płockiej 50.
Miejsce to okupują dwa lokalne zespoły- mistrzowie ognistej samby, L"Ombelico Del Mondo i przestrzennego stoner rocka, Luna Negra. I to oni właśnie są inicjatorami jam session w Sochaczewie.
A jaki jest cel "Saturday night jammów"? Najlepiej może opowiedzieć o tym główny pomysłodawca, lider wesołej świty bębniarzy L"Ombelico Del Mondo- Janek Wierzchowski: "Głównym celem tych imprez jest to by ludzie integrowali się. Wspólnie coś tworzyli. Chcę by "Metalowiec" był takim alternatywnym Domem Kultury, w którym każdy znajdzie swoje miejsce."

POTOP SZWEDZKI


Pierwszy "Saturday Night Jam" jaki miał miejsce w "Metalowcu" (22. 05.2010) mimo, iż był imprezą zamkniętą, zgromadził mnóstwo ludzi. Było to wydarzenie bez precedensu. Otóż do Sochaczewa przyjechał zespół z dalekiej Skandynawii, szwedzka stonerrockowa grupa Asteroid. Mimo, iż muzycy mają na swoim koncie trzy płyty, epkę i split z Blowback zgodzili się przyjąć zaproszenie od Luna Negra bez wahania. Oprócz tych dwóch kapel zagrali także gospodarze z L"Ombelico, którzy pokazali nie tylko swoje bębniarskie zdolności, ale zaprezentowali także nocny pokaz "fire show" (foto- relację z tego wydarzenia możecie znaleźć w czerwcowym wydaniu "Kulturki", przyp. Red.).

GUDONIS I PRZYJACIELE

Na kolejnej imprezie z tego cyklu, która odbyła się kilka tygodni później u boku naszych sochaczewskich zespołów wystąpił guru muzyki elektronicznej i rocka progresywnego Władysław "Gudonis" Komendarek. Zagrał wspólnie z Luną długi jam. Mam nadzieję, że nie był to ich ostatni raz i w przyszłości jeszcze coś z tej współpracy ciekawego się urodzi.


TRZECIA ODSŁONA- TUYON I "CZARNY KSIĘŻYC" W NOWIU


Trzecią odsłoną sobotnich jam session w Metalowcu był wspólny gig Luna Negra i innej miejscowej kapeli- Tuyon. Impreza odbyła się 16września tym razem pod nazwą "Ritual Jam Session" i była udanym pożegnaniem lata. Jak zwykle trwała do białego rana a poziom muzyczny był bardzo wysoki. Tradycyjnie wstęp był wolny i każdy mógł pojawić się na scenie i zagrać.
Redaktorzy "Kulturki" jak widać na zdjęciach także oczywiście skorzystali z tejże możliwości (No cóż: grać każdy może troche lepiej lub troche gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi:)
Tuyon i L.N oprócz oddzielnych setów zagrali również razem tworząc naprawdę mocną ekipę.

ŁÓDZKA NAWAŁNICA

2 październik to data kolejnej imprezy. Tym razem Sochaczew zaszczycili swą obecnością
dwie kapele z Łodzi- Wait i Prząśniczki.
Pierwszy zespół grający w klimatach blues- rockowych doskonale rozgrzał zgromadzoną publiczność. Natomiast Prząśniczki istniejące na scenie już 15 lat i nagrywające dla wytwórni Tymona Tymańskiego ("Biodro Records"), zagrali bardzo energetyczny i rozrywkowy set. W ich muzyce i scenicznym luzie słychać i widać inspiracje Frankiem Zappą, jak i wspomnianym wcześniej jego polskim odpowiednikiem. Po występie zespołów miało miejsce tradycyjne jam session. Można mieć jedynie małe zastrzeżenie na nieco mniejszą niż dotychczas frekwencję. Ale spowodowane to było zapewne faktem, że tego samego wieczoru w MOK-u w Boryszewie odbyła się druga rockowa impreza- Antydepresant. No cóż organizatorzy tych imprez nie do końca się ze sobą zgrali.

BOGOWIE STONER ROCKA W SOCHACZEWIE




Ostatnią jak dotąd imprezą z cyklu jam session w Metalowcu był koncert legendy stoner rocka- zespołu Karma To Burn.
Temu Wydarzeniu chcę poświęcić w artykule więcej miejsca, gdyż jest to sprawa tak niesamowita, że aż ciężko w to uwierzyć. Celowo napisałem wyraz "wydarzenie" wielką literą żeby podkreślić jego znaczenie. Jak w ogóle doszło do tego, że zespół z naprawdę górnej rockowej półki, który ma na swoim koncie współpracę z takimi artystami jak: Johny Garcia, koncerty u boku największych grup ciężkiego grania, a w składzie muzyków związanych z takimi kapelami jak: Nebula, Treasure Cat czy Year Long Disaster, przyjechał do naszego niewielkiego miasteczka?! Przecież nie jesteśmy żadnym kulturowym centrum Polski czy nawet nie zasługujemy na miano ważnego miejscem na tej płaszczyźnie w regionie. O głowę biją nas takie "metropolie" jak: Teresin, Żyrardów, czy Błonie. A jednak to nie do nich lecz do naszego Sochaczewka przyjechał band from U.S.A. Otóż jak mówi stare jak świat porzekadło "Spróbować zawsze można". I wedle tej maksymy postąpił perkusista Luna Negra, Grzesiek Kawka i postanowił napisać do panów z KTB z zapytaniem o wspólny set w Sochaczewie. Zespół miał zagrać 12-go listopada koncert w Warszawie, a 14-go w Berlinie. W związku z tym, że pomiędzy tymi datami była pusta przestrzeń a kapela miała "okienko" a na dodatek Sochaczew znajdował się na trasie do stolicy Niemiec to muzycy zdecydowali się zagrać u nas. W dodatku zrobili to praktycznie całkowicie za darmo za co im chwała i ogromny szacunek.
Jednak mimo iż muzycy odpisali na maila twierdząco i potwierdzili to słowami w bezpośrednien rozmowie z Luną po koncercie w stolicy, jednak podczas przygotowań do imprezy, w Metalowcu czuć było lekką nerwowość i w powietrzu zawisło pytanie "Czy aby na pewno przyjadą?". A nawet później w momencie, gdy zespół przyjechał "Zagrają czy odjadą?". Ufff okazało się, że zagrali.
I to jak zagrali!!!
Była mniej więcej wpół do 19ej, gdy na teren posesji Płocka 50 podjechał ogromny autokar. Samochód ten wyglądał bardziej na jakiś futurystyczny wehikuł niż pojazd, którym miała by podróżować rockowa kapela. A propo"s wysiadła zeń ekipa równie odjazdowo wyglądająca co sam pojazd. Perkusista, którego wyraz twarzy przypominał Charlesa Mansona (w końcu jego nazwisko- Oswald jak wiadomo kojarzy się z domniemanym zabójcą J.F. Kennedy"ego), reszta ekipy też prezentowała się ciekawie. Po serdecznym przywitaniu weszli do środka lokalu przeprowadzić mały rekonesans ("Czy aby na pewno zagrają i nie zwieją?") a następnie zaczęli się przy naszej pomocy rozpakowywać ze swym sprzętem. A było co rozpakowywać. Wnieśliśmy razem z nimi praktycznie cały ich "stuff", którego waga mogłaby przewyższyć ze dwa samochody osobowe. Teraz już wiadomo, że nie ma żartów. "Ta zabawa nie jest dla dziewczynek" jak śpiewał onegdaj Janerka. Wielkie piece Marshalla, które sięgały sufitu sali robiły niesamowite wrażenie.
Właściwa część imprezy zaczęła się o godzinie 20-ej z minutami. Na scenę weszli tradycyjnie chłopaki z Luna Negra i tradycyjnie też dali czadu. Po mniej więcej półgodzinnym secie sochaczewsko- warszawskiego kwartetu i wymianie perkusji salwą dźwięków zaatakowali nas Amerykanie.
Od pierwszych dźwięków wiadomo było, że będzie to niezapomniany wieczór. KTB to maszyna, dobrze naoliwiona, siejąca spustoszenie i nie biorąca jeńców. Na szczęście obyło się bez ofiar, chociaż młyn był totalny. Licznie zgromadzona publika wtórowała kapeli podczas wszystkich ich kawałków. Grupa zagrała ... no właśnie nie wiadomo ile- godzinę a może dwie? Ale przy ich muzyce tego upływającego czasu nie można w żaden sposób zmierzyć. Te dźwięki były zupełnie "Out Of Time". Na pewno oprócz tnących jak brzytwa riffów, momentami walcowatych a innym razem ultraszybkich, ciężkiego dudniącego basu i masywnej perkusji ważne jest sceniczne zachowanie muzyków. To prawdziwi showmani. Zupełnie nie przeszkadza brak wokalu (na koncercie w Warszawie podczas kilku numerów rolę wokalisty pełnił nowy nabytek grupy, odpowiedzialny również za drugą gitarę znany z Year Long Disaster, Daniel Davies). Niesamowite wrażenie robi basista grupy, Rich Mullins. Odziany w super obcisłe ciuchy, z klasyczną dżokejką z równie klasycznymi przyciemnianymi okularami "przymocowanymi" na niej, wykonywał podczas całego koncertu prawdziwy festiwal szpagatów (muzyk non stop gra w dużym rozkroku) i min. Perkusista grupy, który oprócz pokaźnej brody imponował niesamowicie efektowną grą na perkusji. Nie wiem w jaki sposób można grać na talerzach umieszczonych na wysokości ponad 2 metrów, ale skurczybyk robił to niesamowicie. William Mecum- założyciel i gitarzysta grupy rzucał się po całej scenie zupełnie jak my wszyscy w bezgranicznej ekstazie. Jeśli natomiast chodzi o wspomnianego wcześniej drugiego gitarzystę kapeli to wyróżniał się on przede wszystkim wzrostem, który przy jego androgenicznej posturze dawał wrażenie człowieka pająka (dosłownie). Z początku nie pasował mi on do tej dobrze mi znanej układanki pod nazwą Karma To Burn, lecz z czasem to przeświadczenie minęło. Widać, że chłopak zaczyna łapać o co w tym całym rock"n rollowym klimacie chodzi. Co do muzyki jaka zabrzmiała chyba nie ma sensu wyróżniać utworu, który wypadł najlepiej, gdyż cały koncert był zagrany na niesamowicie równym, wysokim poziomie. Ani chwili wytchnienia, nie było żadnych pauz na zbędną konferansjerkę tylko sama muzyka, która bombardowała nas kawalkadą dźwięków. Mi osobiście brakowało nieco większego grona reprezentantek pierwszego albumu, choć "Patty Hearst"s Closet Mantra" to było spełnienie moich modlitw. Zagrane z jeszcze większym żarem niż na płycie. Brak wokalu nie wpłynął na odbiór kawałka a muzycy widząc, że znamy tekst na pamięć byli wyraźnie pod wrażeniem. Na koniec koncertu zagrali utwór "Twenty". Od razu w głowie wyświetlił się teledysk go promujący. Zaczęliśmy się wygłupiać imitując pewną sekwencję, która stanowi główny motyw klipu. Muzycy byli tym faktem wyraźnie rozbawieni. To był naprawdę niezwykły wieczór, pełen uniesień i ekstatycznych przeżyć. Jeszcze przez jakąś godzinę później muzycy byli do naszej dyspozycji podpisując różnego rodzaju gadżety jakie można było kupić z rąk urodziwej blondyny z obozu grupy, a także plakaty, które nam w ogromnej ilości rozdali. Pamiątkowe zdjęcia, toasty itd. itp. Na końcu udało się porozmawiać nieco na osobności z gitarzystą grupy Williamem. Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że zapowiadana współpraca z ex- wokalistą Kyussa Johnym Garcią na razie jest odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdyż cytuję "To leniwy meksykaniec" ( "Lazy Mexican"). Tak więc na razie następców "Two times" nie będzie. Za to dowiedziałem się, że lider KTB lubuje się w literaturze Charlesa Bukowskiego ("Woow man Charles Bukowski!", gdy zobaczył jego wizerunek na mojej koszulce) i Jacka Kerouaca. Natomiast Rich Mullins w rozmowie z naszym redakcyjnym kolegą, Johnym opowiedział o istocie robionych dawniej na pustyni w Kaliforni "Generator Parties" i pokusił się na małe porównanie ich klimatu i zasięgu do imprezy w "Metalowcu" . Być może grupie po serii koncertów w większych klubach brakowało bardziej intymnej atmosfery i powrotu do przeszłości. Może było to dla nich kolejne doświadczenie, a może hołd dla rock"n rolla i jego istoty. Bo czyż rock to nie muzyka buntu, rebelia dla wtajemniczonych i wybranych?! Tak czy inaczej dzięki wielkie chłopaki. Wpadajcie jak najczęściej:)!!! To jednak nie był koniec imprezy. Zgodnie z powiedzeniem "Polacy nie gęsi i swój język mają" na deser tej rockowej uczty odbył się tradycyjnie jam session. Tym razem obok gospodarzy z L.N i L" Ombelico zagrali młodzi muzycy z takich kapel jak: Astral Tetris, czy HWSC. Brzmiało to niezwykle soczyście.
Mam nadzieję, że takie Wydarzenie jak koncert KTB wprawi w ruch koncertową machinę w naszym mieście, które to jak dotąd dla artystów różnej maści jest jedynie plamą na mapie i stanowi tylko trasę do Warszawy bądź Poznania. Może już wkrótce to się zmieni i będą oni przystawali u nas nie tylko na stacji benzynowej, lecz na nieco dłużej. Sądzę, że "Metalowiec" może się ku temu przyczynić. W końcu spróbować zawsze można!!!

300% JAMMU W JAMMIE

Jak wiadomo ideą każdego jam session jest uwalnianie dźwięków, wzajemna inspiracja i nauka muzyków, którzy pojawiają się wspólnie na jednej scenie. "I totalne wyzwolenie" jak mówi Chrissman odpowiadający za cztery struny w Luna Negra. Na każdej imprezie w "Metalowcu" te wszystkie czynniki zostały spełnione w 300%.
Zapraszamy wszystkich ludzi o głowach otwartych na muzykę do współudziału w imprezach z cyklu "Saturday Night Jam" (szczególnie muzyków, nie tylko tych starych wyjadaczy ale także początkujących).
Jeśli macie jakiś pomysł na to jakiego wykonawcę można następnym razem zaprosić do nas piszcie na kulturkowego maila.
Oczywiście imprezy te nie odbyłyby się gdyby nie możliwość udostępnienia sali przez właściciela obiektu, któremu w tym miejscu w imieniu swoim, całej "Kulturki" i organizatorów serdecznie dziękuję.
Oby tak dalej!

Ch-Fu
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości