Reklama

Szkoła, hipermarket, czy plac manewrowy?

Ponieważ komentatorzy na „e-Sochaczew.pl” zwracają mi uwagę, że niewystarczająco precyzyjnie wypowiadam się na temat inwestycji Piotra Osieckiego przeprowadzonych w ostatnim roku tej kadencji, spróbuję to zrobić. Estetyczne i funkcjonalne nieporozumienie, jakim jest przebudowany Pasaż Duplickiego, opisała dość precyzyjnie Katarzyna Fiołek, dlatego ja tym razem chcę się przyjrzeć sali sportowej przy szkole podstawowej nr 4. 

W gruncie rzeczy inwestycja ta ma wiele wspólnego z inwestycją w Pasażu. Przenika ją ten sam duch pośpiechu, siermiężnej gigantomanii, braku poczucia estetyki oraz jakiegoś rodzaju neurotycznej dążności do usuwania z miasta wszelkich przejawów życia. 

Reklama

W zasadzie zdjęcia dołączone do tego krótkiego wpisu mówią same za siebie. Przed szkołą niegdyś istniało boisko i podwórko. Wydawać by się mogło, dwie rzeczy, które w lepszej czy gorszej formie powinny znajdować się przed każdą szkołą. W świecie Piotra Osieckiego nie jest to już oczywiste. Można je na przykład zamienić na parking. 

To, co zrobiono, wygląda tak:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoda, że nie ustawiono jeszcze świateł, żeby samochody zatrzymywały się na czerwonym, kiedy dzieci będą chciały przejść przez ulicę, którą zrobiono im przed wyjściem ze szkoły. 

Reklama

 

Dochodzą to tego bezzasadnie wycięte drzewa:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wiadomo, co to jest. Najpierw kojarzyło mi się to z hipermarketem, ale ilość znaków drogowych sprawia, że całość wygląda jak plac manewrowy do zdawania egzaminu na prawo jazdy. Czy jedynym aspektem życia w mieście są parkingi? Czy wygląd przestrzeni miejskiej nie ma żadnego znaczenia dla naszego zdrowia, samopoczucia etc? Czy dzieci muszą mieć przed szkołą coś takiego? 

Aspekty ekonomiczne, pragmatyczne i gospodarcze również nie przemawiają za pozytywną oceną tej inwestycji. Piotr Osiecki doskonale zdaje sobie sprawę, że niechęć mieszkańców miasta, jaką z pomocą Roberta Małolepszego i przewodniczącej rady miejskiej Jolanty Gonty, budował przez cztery lata kadencji, nie pozwoli mu wygrać wyborów bez czegoś, użyjmy tego słowa, spektakularnego. 

Reklama

Przy czym jest to o tyle dziwne, że Osiecki nie musiał budować tej niechęci, a jednak pewne cechy jego i Roberta Małolepszego kazały im zamknąć się w sobie, a miasto zamknąć przed mieszkańcami. Innymi słowy – nie potrafili udźwignąć ciężaru krytyki. Im była większa, tym bardziej odcinali się od mieszkańców i tym intensywniej tworzyli wirtualny obraz Sochaczewa jako miasta sukcesu. 

Sukcesu, którego obrazem mają być zbudowane za pieniądze z obligacji inwestycje o niemalże dekoracyjnym charakterze. Inwestycje, które w istocie rzeczy są rodzajem wyborczych banerów. Szkoda, że tak kosztownych i w sposób oczywisty nieusuwalnych, choć pośpiech, w jakim były budowane, pozwala przypuszczać, że już niedługo zaczną rozpadać się same. Wtedy Osiecki lub jego następca będą musieli je „naprawiać” i "poprawiać", oczywiście z kasy miejskiej, czyli z pieniędzy podatników. 

Reklama

Po to, żeby ZROBIĆ COŚ PRZED WYBORAMI obligacje wyemitowano z naddatkiem (zwiększając świadomie i celowo zadłużenie miasta). Oddając sprawiedliwość, hala przy czwórce uzyskała niewielkie dofinansowanie, nie zmienia to jednak faktu jej ekonomicznej bezzasadności, bo kiedy ilość dzieci i ludzi w mieście zmniejsza się, Osiecki buduje w nim obiekty o charakterze ostatecznie konsumpcyjnym, o dużych kosztach utrzymania, w których w okresie kilkunastu lat nie będzie komu ćwiczyć. W ogóle cały Sochaczew zaczyna przypominać wioskę olimpijską. Sam uprawiałem i nadal uprawiam sport rekreacyjnie, ale – patrząc na to wszystko bez najmniejszych założeń i uprzedzeń - zaczynam zastanawiać się, czy my tu zamierzamy organizować olimpiadę? Czy stać nas na to? Ja rozumiem, że wszyscy chcą, żeby dzieci uczyły się w dobrych warunkach, ale czy przemienienie szkoły w plac przed hipermarketem to są dobre warunki? Kto weźmie na siebie ciężar utrzymywania tych obiektów? 

Jest to ewidentny brak pomysłu na miasto. Brak, w którym poprawę i rozwój infrastruktury miejskiej zamienia się tą swojską gigantomanię w wersji sportowej. Pod pozorem dobra dzieci buduje się wyborczą dekorację. Polityczny spryt i pewnego rodzaju instynkt, których Osieckiemu i Małolepszemu ostatecznie odmówić nie można, są źródłem manipulacji. Ale spryt ostatecznie nie zastąpi rozwagi i mądrego gospodarowania publicznymi pieniędzmi. 

Reklama

Przed wyborami warto sobie zadać pytanie, czy nadal chcemy uczestniczyć w budowaniu olimpijskiego Disneylandu, prowadzącego do estetycznej, funkcjonalnej i ostatecznie gospodarczej degradacji miasta. Z drugiej strony, nawet jeśli Osiecki wybory wygra, to wiele szkód nie powinien już zrobić. Banki prawdopodobnie nie będą chciały udzielać miastu dalszych kredytów, a sam Osiecki będzie wiedział, że tym razem jest to już na pewno ostatnia kadencja. To być może odbierze mu motywację do dalszego "zmieniania miasta" w wybetonowany plac. 

Dla Sochaczewa i jego mieszkańców różnica będzie jednak znaczna. Stracić cztery lata to dużo. Strata ośmiu lat we współczesnym świecie może być nie do nadrobienia. 

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nitro 2014-10-26 20:08:36

    no właśnie dzieci z SP4 nie mają gdzie pobiegać na świeżym powietrzu, a dzieci z Chodakowa muszą chodzić czy deszcz, czy mróz, czy wichura na halę MOSIR bo nie mają gdzie ćwiczyć.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2014-10-26 19:35:28

    Cieszę się, że przemówił ktoś z rodziców, ale w takim kształcie to jest w istocie zabudowanie szkolnego podwórka parkingiem. Ja czegoś takiego jeszcze nigdzie nie widziałem. Ale tak to jest, jak się robi w pośpiechu i ŻEBY BYŁO WIDAĆ. No i widać!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Katki77 2014-10-26 18:53:08

    A ja się wypowiem jako była uczennica i matka uczennicy. Kupę lat temu jak ja chodziłam do SP nr 4, jak tylko było ciepło na dworze, uczniowie na przerwach byli wypuszczani na tzw. zielone boisko. Hulaj dusza, piekła nie ma. Odpowiednia pogoda, wf na dworze. Było super. Teraz na miejscu zielonego boiska jest patio używane około 2 razy w roku. Hala, na miejscu boiska. Dzieciaki są skazane na siedzenie i ćwiczenie w czterech ścianach. Placyk zabaw użytkowany przez dzieci z klas 1-3, bo trudno sobie wyobrazić np. 6-klasistę szalejącego na karuzeli, pod czujnym okiem nauczyciela. Coś w tym wszystkim nie zostało do końca przemyślane.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama