Jak się czuje człowiek sukcesu 2002 roku?
Jestem bardzo zaskoczony. Absolutnie się tego tytułu nie spodziewałem. Nawet bałem się tu przyjść, bałem się, że nie wypowiem słowa. Bo to był szok. Proszę na dowód, niech pani zobaczy, to są środki uspokajające, które dzisiaj kupiłem. To nerwy. Widziała pani, jacy wielcy ludzie byli nominowani? Jak mogłem nie być zaskoczony? Ale nie sobie to przypisuję. To sukces całego Komitetu Protestacyjnego. My rzeczywiście, przez sześć lat, dzień w dzień walczyliśmy, i jeszcze do tej pory walczymy, jeździmy za swoje pieniądze, wszystko dla naszej obwodnicy. Długo nie liczono się z nami, bo szybciej urząd urzędu wysłucha, niż zwykłych mieszkańców. Działaliśmy zupełnie sami. Dotarliśmy do kancelarii prezydenta, później, za naszą namową, poprzednia rada miejska w Sochaczewie przegłosowała nasz wniosek o zakaz jeżdżenia tirów od 22.00 do 6.00 rano. Po wielu perturbacjach, zażaleniu wojewody, odrzuceniu przepisu przez sąd NSA, pomocy wielu osób, udało nam się jednak wywalczyć zakaz w sądzie najwyższym.
Dlaczego pan się tak zaangażował w walkę o obwodnicę?
Bardzo lubię pracować społecznie, a mieszkam właściwie trzy metry od tego koszmarnego hałasu i swądu ulicy. Znalazłem też bratnie dusze, które chciały przyłączyć się do walki. Muszę tu podkreślić, że ogromnie dużo dla Komitetu zrobili Lucjan Niemira, Marek Stępowski, Mieczysław Kobek, Tadeusz Jaszczak, panowie Kalińscy z ul. Warszawskiej. Tracili dla walki o obwodnicę czas, nerwy, pieniądze, zaniedbywali rodziny.
Czy rzeczywiście wiąże pan dzisiejszy sukces tylko z zakończoną powodzeniem walką o obwodnicę?
Nie chcę się chwalić...
Dziś pan może...
No, byłem też założycielem sekcji rugby, która teraz odnosi takie sukcesy, a przede wszystkim ma bardzo dużo reprezentantów Polski. To tak trochę przypisuję sobie.
Zdaje się, że inni też to panu przypisują. Świadczy o tym dzisiejszy triumf.
Właśnie, chciałbym serdecznie podziękować wszystkim głosującym, myślę, że wśród nich byli też kibice rugby. Chyba mnie jeszcze pamiętają, w końcu grałem prawie 10 lat, to jest szmat czasu, a przychodziło na nasze mecze po 6 tysięcy ludzi. Niech pani sobie wyobrazi, że największa liczba kibiców rugby w Polsce przychodziła na mecze właśnie w Sochaczewie. Nie wiem, jak się rozkładały głosy, ale myślę, że część mogła pochodzić od kibiców, natomiast gros pochodziło od mieszkańców z ul. Warszawskiej i Traugutta, czyli od tych, którzy głosowali za Komitetem, czyli za mną.
Czym dla pana jest ta nagroda?
Ogromnym wyróżnieniem. Bardzo podniosła mnie na duchu i obiecuję, że nie spocznę na laurach.
I co pan zrobi z pięknym obrazem-dyplomem człowieka sukcesu, który dziś pan otrzymał?
Na pewno powieszę w najbardziej reprezentacyjnym miejscu, tak, żeby każdy, kto mnie odwiedzi w domu, mógł go zobaczyć. Rodzina ma przyjeżdżać i podziwiać mój powód do dumy.
Wspomniał pan, że nie spocznie na laurach, więc co pan będzie robił?
Ooo, dużo jest do zrobienia. Na przejściach nie ma świateł, o które żeśmy walczyli, nie ma chodnika za mostem na Rozlazłowskiej, walczymy o światła pulsujące w newralgicznych punktach przechodzenia szkolnej młodzieży, w Sochaczewie żadna ulica nie trzyma norm, jeśli chodzi o hałas, dalej więc będziemy próbować chociaż na niektórych odcinkach założyć ochronne ekrany.
Czy poza intensywną pracą społeczną istnieje coś, co w równym stopniu pana wciąga i satysfakcjonuje?
Proszę pani, jestem rencistą, więc mogę robić, co tylko chcę, mam czas. Ponieważ jednak jestem rencistą pierwszej grupy, muszę całkowicie odmawiać sobie wszystkiego, co dotychczas mnie fascynowało, czyli sportu, jazdy na rowerze, wędkowania, które tak kochałem.
Ale może pan działać społecznie, zwłaszcza, że robi to pan z tak wielkim powodzeniem.
Tak, chyba właśnie na tym polu mogę rzeczywiście się realizować. Po tym wyróżnieniu będzie mi na pewno łatwiej uwierzyć w sens tego, co robię.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze