Reklama

Tyle jeszcze przede mną…

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
15/05/2012 09:51


Joanna Morasz jest absolwentką sochaczewskiej „osiemdziesiątki”. Zapamiętałem ją jako sympatyczną dziewczynę, która broniła swojego zdania. Robiła to zawsze taktownie, inteligentnie i z uśmiechem na twarzy. Aśka kilka lat temu wyjechała z Polski i o jej karierze w tamtejszych związkach zawodowych krążyły legendy. Udało mi się ją „namierzyć” i co najważniejsze namówić na rozmowę, na którą musiała otrzymać pozwolenie od… związków zawodowych.

ET: W jaki sposób trafiłaś na Wyspy Brytyjskie?

JM:Po ukończeniu „osiemdziesiątki” dostałam się na jeden z uniwersytetów w Warszawie. Planowałam rozpocząć studia w październiku 2004. We wrześniu jednak podjęłam szybką i radykalną decyzję. Wyjeżdżam na Wyspy! Pomyślałam, że będzie to świetna okazja, aby doszlifować język angielski, zwiedzić Wielką Brytanię oraz zarobić pierwsze własne pieniążki. Studia mogą poczekać rok. Rozpocznę je później mając dobrze opanowany język angielski. Krótko po ukończeniu szkoły średniej mój tata wspomniał, że zna kobietę, która organizuje wyjazdy do pracy w Anglii. Na początku nie myślałam o tym poważnie, jednak kilka miesięcy później zdecydowałam się. Z grupą znajomych pomyśleliśmy, że wyjazd może być fajnym doświadczeniem. W sumie ryzyko w życiu nie zawsze jest złym faktorem. Pomyślałam – raz się żyje! I wyjechałam.

ET: Od czego zaczęłaś życie na obczyźnie?
JM: Bezpośrednio po przyjeździe rozpoczęliśmy pracę w fabryce. Niestety, pośrednicy opowiadali mity. Rzeczywistość różniła się od ich obiecanek. Wysokość płacy, warunki pracy, a nawet warunki zakwaterowania były gorsze niż w ich opowieściach. Innymi słowy początki były trudne. Na pracę w pierwszych miesiącach poświęcaliśmy bardzo dużo czasu. Niewiele było go na przyjemności. Muszę także przyznać, że pomimo znajomości angielskiego zderzenie z tym językiem na co dzień było sporym wyzwaniem. Pomimo trudności szybko zaaklimatyzowałam się się w nowej pracy i otoczenia.

ET: Kiedy i w jaki sposób rozpoczęła się twoja kariera związkowa?
JM: Pod koniec 2006 roku w miejscu, gdzie pracowałam moje szczególne zdolności ujawniły się na związkowych spotkaniach. Zostały zauważone przez pracodawcę. Nigdy nie bałam się otworzyć buzi i zawsze nazywałam rzeczy po imieniu. Dość szybko zaangażowałam się w działalność związkową jako przedstawicielka GMB. Kilka miesięcy później jeden z oficerów GMB zasugerował mi, że powinnam aplikować o pracę w związkach zawodowych. Zwłaszcza, że w tym samym czasie GMB rekrutowało nowych pracowników. Pomyślałam, czemu nie? Z nową pracą nie wiązałam zbyt wielkich nadziei licząc się z dużą konkurencją. Jednak się udało. Dostałam pracę. Pierwszą olbrzymią zawodową satysfakcją były pierwsze negocjacje. Przeprowadziłam je z moim byłym pracodawcą. Na początku nie potrafił się odnaleźć w nowej dla siebie sytuacji. Warto wiedzieć, że pracodawcy na Wyspach Brytyjskich często wykorzystują niewiedzę imigrantów w zakresie prawa pracy. Wtedy łatwiej im takich pracowników nadmiernie eksploatować.

ET: W jakim związku zawodowym działasz?
JM: Pracuję dla generalnego związku zawodowego GMB, który jest trzecią co do wielkości organizacją związkową w Wielkiej Brytanii. Uformował się ponad 100 lat temu, więc ma bogatą historię. Ponieważ jest to związek zawodowy generalny, reprezentuje interesy naszych członków zarówno w sektorze publicznym jak i prywatnym.

ET: Na czym polega twoja praca?
JM: Od czego tu zacząć?… Przez pierwsze lata byłam pracownikiem projektu oddziału edukacyjnego GMB. Moim głównym zadaniem była organizacja szkoleń i kursów dla naszych członków w miejscu pracy. Negocjowałam z pracodawcami, przedstawicielami edukacyjnymi oraz różnymi agencjami rządowymi, które miały dostęp do funduszy na ten cel. Szkolenia były skierowane zarówno dla Brytyjczyków jak i do imigrantów. Niemal od razu po podjęciu pracy w GMB miałam ogromny zaszczyt reprezentować interesy nas, imigrantów w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Była to bardzo interesująca debata z ministrami krajów europejskich. Tematem były organizacje imigrantów i ich zaangażowanie w życie polityczne. Dwa lata temu aplikowałam o stanowisko Oficera… i kolejny raz szczęście się do mnie uśmiechnęło. Moja obecna praca odbiega od tego, co robiłam na początku w GMB. Moim zadaniem są negocjacje dotyczące warunków zatrudnienia. Toczą się one pomiędzy pracownikami i pracodawcami. Reprezentuję pracowników w sprawach dyscyplinarnych. Jeśli wymaga tego sytuacja, referuję te sprawy do Trybunalu Pracy. W obecnym klimacie ekonomicznym informuję i reprezentuję naszych członków o wszelkich zmianach, jakie wprowadza rząd angielski, na przykład o zmianach dotyczących emerytur w sektorze publicznym. Właśnie ta sprawa spowodowała, że byłam bardzo zaangażowana w organizację strajku w sektorze publicznym. Był to jeden z największych strajków od czasu strajku generalnego w 1926 roku.
ET: Mówisz o tym z wielką werwą?
JM: Muszę przyznać, że moja praca daje mi ogromną satysfakcję. W związkach nie liczy się godzin do końca dniówki… i to mi odpowiada. Uważam, że mam ogromne szczęście, gdyż moja praca jest moją pasją. Pomoc ludziom i ich rodzinom sprawia mi ogromną satysfakcję zawodową. Pamiętam, że ucząc się jeszcze w „osiemdziesiątce” zawsze powtarzałam sobie, że nie odnalazłabym się w polityce i nie chcę z nią wiązać swojego życia i swojej przyszłości. Jak widać, życie jest dość przewrotne. Nigdy nie mów nigdy.

ET: Jaką rolę pełnią związki zawodowe w Wielkiej Brytanii?
JM: Są one na Wyspach bardzo aktywne. Niezależnie, czy się pracuje w szpitalu, fabryce, jako ochroniarz czy nauczyciel ma się pełne prawo należeć do związku zawodowego. Myślę, ze historia organizacji związkowych w Wielkiej Brytanii obrazuje, jak silną mają pozycję. Prawo pracy i wszelkie inne ustawy to bogaty wachlarz, który umożliwia związkom zawodowym walkę o prawa pracowników o wiele bardziej skutecznie niż w innych krajach. Związki zawodowe mają ogromny wpływ na tworzone ustawy oraz zmiany w prawie pracy. Aktualnie dzięki długiej walce prawo wobec pracowników agencyjnych zaczyna się zmieniać. Związki zawodowe w Zjednoczonym Królestwie są absolutnie niezależne od rządu, a fakt, ze należy do nich 7 milionów osób wskazuje na ich ogromną siłę i znaczenie. Związki zawodowe dają swoim członkom poczucie bezpieczeństwa. W obecnych trudnych czasach dają ochronę i są „ubezpieczeniem” na wypadek kłopotów w pracy. Ludzie obecnie ubezpieczają wiele rzeczy jak i ubezpieczają się od wielu rzeczy. Przynależność do związków zawodowych w XXI wieku traktowane jest jako ubezpieczenie swojej pracy.

ET: Czy twoim zdaniem zawiązki zawodowe w Polsce dobrze wypełniają swoją rolę?
JM: Ciężko mi to ocenić, gdyż nigdy nie byłam zaangażowana w ich działalność. Uważam, że rola związków zawodowych w Polsce jeśli chodzi o kształtowanie płac lub praw pracowniczych jest nieduża. Mają one natomiast duże znaczenie polityczne. Prawo pracy w Polsce według międzynarodowych badań porównawczych jest średnio restrykcyjne, co tym samym ogranicza pole działania związkom zawodowym. Związki zawodowe, zwłaszcza NSZZ Solidarność zapisały się na stałe w naszej historii. Mit jej trwa do dziś. Niestety wskutek działalności organizacji związkowych wiele osób utraciło wiarę i zaufanie do nich oraz osób w nich działających. Polacy krytycznie oceniają ich działalność oraz aktywność.

ET: Co najbardziej podoba ci się w Anglikach, a co najbardziej denerwuje?
JM: Bardzo lubię bezpośredniość Anglików oraz to, że nikt się na Wyspach tak nie spieszy jak w Polsce. Nie traci się tutaj czasu na stanie w kolejkach, w urzędach, gdyż większość formalności można załatwić przez telefon. Z drugiej strony opieszałość Anglików czasami denerwuje. Uważam, że życie w innym kraju to świetna lekcja tolerancji i wszystkie strony mogą się od siebie wiele dobrego nauczyć.

ET: Czy wśród Brytyjczyków nadal funkcjonują stereotypy dotyczące Polaków?
JM: Oczywiście, że tak. Chociaż muszę przyznać, że odkąd zostały w 2004 roku otwarte granice obserwuję widoczne zmiany w postrzeganiu naszego kraju. Pamiętam jak na początku mojego pobytu pytano mnie o to, czy w Polsce mamy telewizory oraz czy wiem, kto to jest Britney Spears? Chciano się również dowiedzieć, czy u nas wszyscy mają dostęp do elektryczności czy tylko ci lepiej zarabiający? Może trudno w to uwierzyć? Ale taką wiedzę o Polakach mieli Anglicy. Trudno im było uwierzyć, że w naszym kraju istnieje Narodowy Fundusz Zdrowia oraz są centra handlowe. Chociaż wydaje się to śmieszne, dla Brytyjczyków Polska jest krajem zimnym, w którym rzadko świeci słońce. Byliśmy także postrzegani jako jedno z państw Trzeciego Świata. Na szczęście ten punkt widzenia się zmienia. Bardzo duża liczba Polaków na Wyspach pozytywnie wpłynęła na opinię o naszym kraju. Wielu Brytyjczyków, którzy odwiedzili Polskę jest pod jej dużym wrażeniem. Są pozytywnie zaskoczeni. Jedną z rzeczy, którą podkreślają jest nasza gościnność.

ET: Kiedy ostatni raz byłaś w Sochaczewie?
JM: Około trzech lat temu. W Polsce bywam kilka razy w roku, jednak nie zawsze odwiedzam nasze miasto. Staram się pokazać mojemu narzeczonemu różne zakątki Polski.

ET: Czy zauważasz jakieś zmiany, które zaszły w naszym mieście?
JM: Moim zdaniem poprawił się wygląd centrum miasta. Bardzo podoba mi się zagospodarowanie placu przed kościołem świętego Wawrzyńca. Słyszałam również, że organizowane są na nim różnego rodzaju imprezy. Niestety drogi miejskie nadal pozostawiają wiele do życzenia. Brakuje też miejsc dla młodych ludzi oraz całych rodzin, gdzie można by miło spędzić wolny czas. Sochaczew jako miasto ma świetne perspektywy. Drzemie w nim potencjał ze względu na bliskość Warszawy oraz niższe koszty utrzymania niż w stolicy.

ET: Czy zamierzasz kiedyś na stałe wrócić do Polski?
JM: Na dzień dzisiejszy nie planuję powrotu do Polski. Na razie gdzie indziej realizuję się w życiu zawodowym i osobistym. Myślę o rozpoczęciu studiów prawniczych. Poza tym jest jeszcze wiele miejsc, które chciałabym zobaczyć i tyle rzeczy, które chcę zrobić. Ostanio przeglądam oferty pracy w związkach zawodowych w… Australii. Jeszcze nie wiem, gdzie chciałabym być na przykład za dziesięć lat. Możliwości jest tak wiele. I muszę przyznać, ze są bardzo kuszące. Najbliższych kilka lat na pewno spędzę na Wyspach, a co będzie dalej to się okaże. Może ponownie podejmę szybką i radykalną decyzję o jakimś wyjeździe ...
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości