Reklama

Ubezpieczenie

Tygodnik Echo Powiatu
28/06/2012 13:06
Tak to widzę

Wiele ubezpieczeń jest w naszym kraju obowiązkowych. Nikt jakoś nie przejmuje się tym, że przynajmniej niektóre z nich są niezgodne z konstytucją. Konstytucja wszak, przynajmniej zawsze tak mi się wydawało, zapewnia obywatelom tego kraju równe traktowanie przez prawo. Jak to więc jest, że prawo dotyczące ubezpieczeń może nakładać pewne obowiązki na pewne grupy ludzi, podczas gdy inne są z tego zwolnione. Tak właśnie jest z ubezpieczeniami rolniczymi, o któryś już kiedyś pisałem.

Konia z rzędem temu, kto zrozumie, dlaczego rolnik musi ubezpieczać swoje budynki, a mieszkający obok producent przysłowiowych gwoździ już nie. To samo dotyczy ubezpieczenia produkcji. Rolnik ma obowiązek swoją produkcję, dajmy na to marchewkę, ubezpieczać. Ten co robi gwoździe, może robić to na własne ryzyko. Dura lex, sed lex można by powiedzieć, ale i w tym wypadku Państwo jak to się mówi, robi niektórych w konia. Płacić trzeba, ale nieznane są przypadki by rolnika który nie ubezpieczył budynków lub produkcji ukarano. Za to jak zdarzy się jakiś kataklizm Państwo płaci odszkodowania wszystkim. Tym co się składkę zapłacili i tym co nie, więc jakby nie patrzyć, ci co się ubezpieczyli zostali oszukani. Raz, że zapłacili ubezpieczenie za to za co inni płacić nie muszą, dwa, bo odszkodowania dostali i ci co ubezpieczeni nie byli. Pewnie dlatego, że Państwo płaci odszkodowania z podatków, czyli z naszej kieszeni. Nie swoje łatwo jest trwonić.

Firmy ubezpieczeniowe są bardzo pazerne. Składki pobierają bardzo chętnie. Jeśli tylko mogą, to zawyżają wartość ubezpieczonej rzeczy. Niejeden już się ucieszył, gdy przy ubezpieczaniu samochodu wstawili mu w odpowiednią rubrykę dużą wartość. Drogi samochód, to i składka AC duża. Otrzeźwienie zwykle przychodzi gdy dochodzi do wypłaty odszkodowania. Zaraz się okazuje, ze samochód dziwnym trafem zgodnie z cennikami ubezpieczyciela jest dużo tańszy. Jak naliczali składkę, to jakoś nikomu to nie przeszkadzało.

Na zakończenie coś wesołego z naszego ubezpieczeniowego podwórka. Do znajomego rolnika przyjechał ktoś samochodem. Zaparkował go na podwórku i weszli do domu. Było jeszcze chłodno więc łażący po podwórku kot skorzystał z okazji i schował się do ciepłej komory silnika. Tego nie mogła przeboleć młoda, niespełna roczna suka, która również chodziła po tym samym podwórku i koniecznie chciała kota przekonać, że natychmiast ma opuścić ciepły zakątek. Tak się jednak złożyło, że zaparkowany samochód to było francuskie Renault. Przebiegli Francuzi, by uniknąć rdzy zrobili błotniki z plastiku. Zęby psa były mocniejsze i błotnik skończył w kawałkach na ziemi. Wydawało się, że nie ma problemu, bo przecież na taką okoliczność właśnie rolnik płaci ubezpieczenie OC.

Nic bardziej mylnego. Przedstawiciel ubezpieczyciela najpierw namawiał rolnika by winny sporządził oświadczenie. Młoda suka nijak nie miała zamiaru tego zrobić i odmówiła zdecydowanie przyłożenia łapy w odpowiednim miejscu. Rzecz cała do wypłaty odszkodowania trwała ponad dwa miesiące. Zjechało się nawet trzech rzeczoznawców a ubezpieczyciel żądał coraz to nowych oświadczeń i zaświadczeń. Nawet aktu własności psa choć nikt takowego na wsi nie ma. Na koniec, sic!!!! Zażądali zaświadczenia o szczepieniu suki przeciwko wściekliźnie! Śmieszne? No pewnie. Papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie ale dzięki takiej właśnie działalności stale zmniejsza się powierzchnia lasów w Polsce. Można więc śmiało powiedzieć, że niesubordynacja psa wpłynęła na globalne ocieplenie. Żeby się tylko Bruksela nie dowiedziała.

belmondo
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama