Plebiscyt na Sochaczewianina Roku ma 15 lat. Klub jego laureatów już niedługo też osiągnie piętnastkę. Wszystkie finały łączy jednak coś jeszcze, a właściwie ktoś. To artysta rzeźbiarz, Krzysztof Zieliński, autor wszystkich dotychczasowych trofeów przyznawanym kolejnym zwycięzcom tego wydarzenia.
Przy okazji warto przypomnieć, że plebiscyt ten to pomysł pracującej kiedyś w redakcji Ziemi Ewy Safulak. Były to czasy, gdy redaktorem naczelnym gazety był jeszcze śp. Janusz Sofulak. Sławomir Burzyński, który znał Krzysztofa Zielińskiego i cenił jego twórczość, zaproponował, aby, zamiast wytwarzanej w tysiącach egzemplarzy, kupionej w sklepie statuetki, laureatom wręczać coś niepowtarzalnego - stworzone przez artystę dzieło sztuki. Pomysł się spodobał i w tym roku Krzysztof wykona dla naszego plebiscytu już 15 rzeźbę.
Czy pamiętasz pracę nad rzeźbą dla pierwszego laureata plebiscytu, którym został w roku 1998 Jerzy Krupa?
Wyobraź sobie, że mimo upływu lat właśnie tamtą bardzo dobrze pamiętam. Może dlatego, że była nieco inna od tych, które robiłem w latach następnych. Przedstawiała człowieka wychodzącego z ramy. Potem słyszałem, że to świetny pomysł, bo przecież Sochaczewianin Roku powinien być osobą wyzwalająca się z ram codzienności. A prawda jest taka, iż przesłanie to dotarło do mnie dopiero w trakcie pracy. Najpierw pojawiła się forma, a dopiero potem idea. Ale tak to czasem bywa.
Później jednak, mimo powodzenia tego motywu, zrezygnowałeś z niego i pojawił się inny
Tak, skrzydła na głowie. Nie chodziło jednak o przesłanie, że laureaci plebiscytu fruwają wysoko jak ptaki. Raczej o uskrzydlenie intelektualne, duchowe, czy w zaangażowaniu dla dobra innych. Ty nad poziomy wylatuj, a okiem słońca ludzkości całe ogromy przenikaj z końca do końca - jak pisał Adam Mickiewicz. Te skrzydła na głowie postaci zostały do dziś i jak gdyby scalają plebiscyt. Stały się, mam nadzieję, jego symbolem.
Od pewnego momentu jednak twój Sochaczewianin Roku stał się bardziej osobiście związany z konkretnym laureatem.
To prawda, pierwsze takie nie były, ale później wpadłem na pomysł, aby nawiązywać w nich do zasług czy działalności ludzi, którzy w poszczególnych latach tytuły otrzymywali. Na przykład rok temu na rzeźbie pojawił się piesek, bo plebiscyt wygrała pani prowadząca schronisko dla zwierząt. Gdy zwyciężał klub Boruta MC, cała przypominała motocykl i nawet posiadała kółko. Jeszcze wcześniej muzyk miał klawisze.
Jak to jest, gdy się robi na, powiedzmy, dziesiąty już konkurs rzeźbę, która z jednej strony powinna być w jakimś sensie powtarzalna, by widać było ciągłość, a z drugiej strony jednak odmienna?
No cóż, na pewno jest inaczej, jeśli się wie, dla kogo się ją robi. I nie chodzi jedynie o laureatów plebiscytu. Na chwilę odbiegam od tego, bo jeśli wykonuje się coś na konkretne zamówienie, to wówczas człowiek inaczej się nastraja, myśli częściej o tej osobie. Była w książce Vollarda Wspomnienia handlarza obrazów wypowiedź bodajże Degasa: Ci którzy kupują moje obrazy, są przyjaciółmi moich myśli. I ja też wierzę, że razem z rzeźbą przekazuję tej osobie jakieś pozytywne myśli, pozytywną energię. Właśnie tak jest w przypadku Sochaczewianina Roku, robię to dla konkretnej osoby, bo w trakcie pracy już wiem, do kogo trafi.
No ale przecież takie prace jak na nasz plebiscyt są okazjonalne. Najczęściej jednak sprzedawałeś dla anonimowych odbiorców poprzez galerie. Dodajmy, że przez galerie sztuki, bo dziś ten termin przywłaszczyły sobie hipermarkety, a tu nie o to chodzi.
Ale nawet w galeriach od czasu do czasu zdarzało mi się, że prowadzący ją informowali mnie, iż nabywca rzeźby chciałby poznać autora. Raz nawet był to ambasador Stanów Zjednoczonych Victor Ashe.
Pełen tekst rozmowy w najnowszej "Ziemi".
pab
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze