Pierwsze zgłoszenie wpłynęło około godziny 19:30. Kierowca toyoty, jadący obwodnicą Sochaczewa, uderzył w łosia, który niespodziewanie wybiegł na drogę. Podobne zdarzenie miało miejsce na drodze krajowej nr 50 w Młodzieszynie. Na szczęście, w obu przypadkach kierowcy nie doznali obrażeń, choć kolizje mogły mieć tragiczne konsekwencje.
Na drogach, gdzie często można spotkać dzikie zwierzęta, znajdziecie znaki ostrzegawcze A-18b – „Uwaga, dzikie zwierzęta”. Oznakowanie to ma przypominać kierowcom o konieczności zmniejszenia prędkości, zwłaszcza na odcinkach leśnych czy prowadzących przez tereny wiejskie. Niestety, zwierzęta mogą pojawić się także tam, gdzie znaków brak, dlatego zawsze warto zachować szczególną czujność.
Zderzenie z łosiem, który może ważyć nawet kilkaset kilogramów, to poważne zagrożenie nie tylko dla zwierzęcia, ale i dla kierowcy. Potrącony łoś jest w stanie przebić szybę pojazdu, co może prowadzić do bardzo poważnych obrażeń u pasażerów, a nawet ich śmierci.
W razie potrącenia zwierzęcia, szczególnie dużego jak łoś, kierowca ma obowiązek zatrzymać się i wezwać odpowiednie służby, takie jak Policja lub zarządca drogi. Jeśli potrącone zwierzę nadal żyje, zadzwoń pod numer 112 i powiadom odpowiednie władze. Pamiętaj – nigdy nie ignoruj losu rannych zwierząt.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A co się stało z łosiami? Żyją? Kto przyjechał pomoc. Takie artykuły powinny być rzetelne a nie...
***ją aż się kurzy zwłaszcza na skruty przez wioski i liczy się tylko czy dojadą 2 minuty szybciej reszta to już tylko telefon przed dziobem krosowca rajdowca Żenada i ślepa furia Z drogi śledzie bo pan jedzie
A co się stało z łosiami? Żyją? Kto przyjechał pomoc. Takie artykuły powinny być rzetelne a nie...
***ją aż się kurzy zwłaszcza na skruty przez wioski i liczy się tylko czy dojadą 2 minuty szybciej reszta to już tylko telefon przed dziobem krosowca rajdowca Żenada i ślepa furia Z drogi śledzie bo pan jedzie