Reklama

W Azorku znajdują prawdziwy dom

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
04/09/2014 10:32

Na początku lipca 2013 r. schronisko dla bezdomnych zwierząt w Kożuszkach Parcel przeszło w ręce Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które wygrało przetarg na obsługę i prowadzenie Azorka. Jak wygląda w nim sytuacja po roku?

Jak mówi prezes sochaczewskiego oddziału tej największej tego typu organizacji w Europie, Aldona Kmiecińska, TOnZ ma duże doświadczenie w prowadzeniu takich instytucji. Dotyczy to również zdobywania pomocy od sponsorów i darczyńców. Pomimo tego pani prezes  twierdzi, że początki pracy w Azorku były trudne, bo panujące tam warunki odbiegały od ich wizji schroniska. By ją zrealizować, trzeba było włożyć mnóstwo pracy.

Reklama

Zaczęli od zmian

- Zmiany polegały przede wszystkim na uporządkowaniu terenu i znajdujących się tam pomieszczeń - mówi pani prezes. - Zrobiliśmy generalny remont, wymalowaliśmy pomieszczenia, wymieniliśmy meble, wysprzątaliśmy i pomalowaliśmy kojce, naprawiliśmy siatki i boksy. Schronisko zmieniło się nie do poznania. Do tej pory, gdy wchodziło się na jego teren, do ludzi biegła chmara psów. Teraz ten placyk ogrodzony został siatką, więc wchodzące osoby nie muszą bać się naszych czworonogów.

- Zgodnie z zawartą z miastem umową do nas tak naprawdę należy tylko opieka nad zwierzętami, a więc odpowiednie karmienie i pielęgnacja - tłumaczy administrator schroniska Danuta Radzanowska. - Oczywiście nie chodzi tu tylko o przysłowiową miskę z wodą i jedzeniem, ale o to, żeby żyły w jak najlepszych warunkach. Czworonogi są zaszczepione, odrobaczone, odpchlone, wysterylizowane, mają obcinane pazurki i wychodzą na spacery. Natomiast wyposażenie czy zapewnienie opieki weterynaryjnej leży po stronie właściciela, czyli miasta. Obecnie mamy około 130 psów. Zajmujemy się również kotami, chociaż nie mamy tu dla nich specjalnego miejsca, czyli tzw. kociarni. Cały czas pamiętamy, że  zwierzę to przecież żywy organizm, a nie ozdoba czy gadżet. Najgorsze jest przedmiotowe podejście do podopiecznych.

Reklama

- Psy mają swoje charaktery, tak jak ludzie - dodaje Aldona Kmiecińska. - A przede wszystkim przeżycia, niejednokrotnie bardzo traumatyczne, dlatego trzeba im zapewnić takie warunki, żeby mogły odpocząć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nie chcemy, aby nasze schronisko było obozem przetrwania, tylko domem dla tych zwierząt i robimy wszystko, żeby tak się stało.

To ludzie bywają źli

Jak zgodnie twierdzą obie panie, ludzie potrafią być naprawdę okrutni. Pracując w tak specyficznym miejscu dokładnie widzi się ogrom nieszczęść dotykających zwierzęta. Mieszkańcy podrzucają je na teren przytuliska, a nawet przywiązują do drzew. Często są to dopiero co narodzone maleństwa, zostawione w kartonowych pudłach lub workach, które nie mają szans na samodzielne przeżycie. Dlatego też osoby prowadzące schronisko apelują również o to, żeby adopcje były przemyślane i świadome. Niejednokrotnie pochopnie przygarnięty pies czy kot ostatecznie trafia w o wiele gorsze warunki, niż miałby w schronisku. A w nim bywa i tak, że pies czuje się tak bezpieczny w boksie, iż, zwłaszcza na początku, nie chce z niego wyjść nawet na spacer. Nasze rozmówczynie dodają, że w Azorku, wbrew powszechnej opinii, zdarzają się też adopcje staruszków, które wydawałoby się, iż doczekają końca swoich dni w schronisku. 

Reklama

Więcej w najnoszej "Ziemi". Zapraszamy też na ziemia-sochaczewska.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości